Jechałyśmy właśnie taksówką. Z oddali zobaczyłam już Austina, Davida i Caroline. Gdy dojechałyśmy na miejsce zapłaciłam taksówkarzowi. Podeszłyśmy do grupki moich przyjaciół.
- Hej kochani - podeszłam do nich i przywitałam się z każdym buziakiem w polik. - To jest moja przyjaciółka, Rosalie. Rose to Austin, David i Caroline - pokazywałam po kolei palcem kto jest kto.
- Miło mi was poznać - Rose uśmiechnęła się nieśmiało.
- Nam ciebie też - odpowiedzieli chórkiem, a ja się zaśmiałam.
- To jak? Idziemy? - zapytałam uśmiechając się.
- Jasne, chodźmy - Austin podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Przyznam, że spodobał mi się ten gest. Przez ten tydzień bardzo się do siebie zbliżyliśmy i coś do niego czułam... "Nareszcie się przed sobą przyznałam." Pomyślałam. Szliśmy z Austinem jako pierwsi. Rose szła zaraz za mną. Chłopaki podeszli do kasy, a my stałyśmy i rozmawiałyśmy.
- To jedziemy tak: ja z Rose, ty z Davidem - wskazałam na Caroline - a Austin z kimś kto będzie wolny - zaśmiałam się, a one ze mną. - Może być?
- Jasne, mi pasuje - odpowiedziała Car. - Ciekawe czy Austinowi się spodoba - śmiała się.
- Mi też pasuje - uśmiechnęła się Rose. Po chwili przyszli do nas chłopaki i powiedziałyśmy im kto z kim jedzie. Poczułam, że ktoś do mnie podszedł. Nim zdążyłam się odwrócić ktoś szepnął mi do ucha:
- Ale ja chciałem z tobą - spojrzałam na niego. To był Austin, zarumieniłam się. Widziałam, że Rose na mnie spojrzała i uśmiechnęła się. Teraz była nasza kolej. Wsiedliśmy i zabawa się zaczęła. Było bardzo wesoło, co chwilę ktoś się śmiał. Po 30 minutach nasza zabawa niestety się skończyła. Zeszliśmy z gokartów i wyszliśmy z budynku.
- Ale było świetnie! - zachwycała się Caroline.
- To kiedy powtórka? - roześmiał się David, a wszyscy wyrazili chęć powtórzenia tego.
- Ja muszę już iść, przepraszam was - uśmiechnął się przepraszająco David. Cmoknął swoją dziewczynę i poszedł. Po chwili Caroline powiedziała, że zabiera Rose na kawę. "O co tu chodzi?" Po chwili zniknęły. Spojrzałam na Austina pytająco.
- Mnie nie pytaj - zaśmiał się. - A skoro już jesteśmy sami zabieram cię w pewne miejsce i nie przyjmuje odmowy.
- No niech ci będzie - uśmiechnęłam się, a on wyszczerzył się do mnie. "W co ja się pakuję?"
- Chodź, z drugiej strony jest parking i tam stoi mój skuter - pociągnął mnie za rękę. Obeszliśmy budynek i po chwili zobaczyłam skuter Austina. Chłopak podał mi kask. Jakoś udało mi się go zapiąć. Wsiedliśmy i złapałam go w pasie. Jechaliśmy w miarę szybko, ale mi to nie przeszkadzało, a wręcz sprawiało radość. Zatrzymaliśmy się przed pewną restauracją. Gdy zeszliśmy odezwałam się:
- Austin, ale zobacz jak ja jestem ubrana... - zilustrował mnie od góry do dołu.
- Pięknie wyglądasz - przygryzł wargę, a ja zadrżałam. "Boże, co on ze mną robi?"
- Nie, Austin ja tak nie wejdę... - popatrzyłam w jego oczy.
- No dobrze, ale to nie będzie w środku restauracji - spojrzałam na niego zaciekawiona. - Nic więcej nie powiem - zaśmiał się.
- To zawieziesz mnie, żebym się przebrała? Proszę - popatrzyłam na niego oczami a'la kot ze Shreka.
- W sumie to ja też muszę się przebrać - uśmiechnął się. - To chodź, zawiozę cię, sam pojadę się przebrać i przyjadę po ciebie. Ile czasu potrzebujesz?
- Ze 30 minut? - pokiwał tylko głową i wsiedliśmy powtórnie na skuter, a po chwili jechaliśmy w stronę mojego domu. Zeskoczyłam ze skutera i pomachałam Austinowi na pożegnanie. "Było chłodno, ale znów się ociepliło" pomyślałam. Wbiegłam szybko do domu, a następnie do swojego pokoju. "Szykuje się wspaniały wieczór..." Podeszłam do szafy, zaczęłam przeglądać moje sukienki. Znalazłam odpowiednią. Dodałam biżuterię. Weszłam do łazienki i zrobiłam mocniejszy makijaż, a także zakręciłam włosy w piękne loczki. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia.
- Chyba może być - powiedziałam do siebie. Spojrzałam na zegarek. Byłam tu od 25 minut. Wzięłam do ręki torebkę i założyłam buty. Wyszłam przed dom i po kilku minutach podjechał Austin. Gdy na mnie spojrzał szczęka mu opadła.
- Przesadziłam? Mogę się iść przebrać... - powiedziałam nie pewnie. Zilustrował mnie od góry do dołu i wyszczerzył się.
- Wyglądasz zjawiskowo... - poczułam, że się czerwienie. On miał na sobie białą koszulę, czarne spodnie i dopasowaną marynarkę.
- Dziękuję, ty też - podeszłam i pocałowałam go w polik.
- A może pojedziemy taksówką? Nie sądzę, żeby skuter był dobrym wyborem, gdyż masz sukienkę i jeszcze kask trzeba założyć... Może zostawię skuter u ciebie i potem go wezmę?
- Masz rację, nie pomyślałam o tym.
- To ja ja zadzwonię po taksówkę - uśmiechnął się i usiedliśmy na ławce, która znajdowała się zaraz obok domu. Austin zadzwonił i czekaliśmy z 10 minut. Otworzył mi drzwi i usiedliśmy.
Po kilkunastu minutach staliśmy pod tamtą restauracją. Weszliśmy do środka i jakie było moje zdziwienie, gdy Austin łapiąc mnie za rękę poprowadził po schodach na górę. Szliśmy dość długo. To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Znajdowaliśmy się na dachu restauracji! Po lewej stronie stał stół, a na nim 2 kieliszki, czerwone wino, talerze i sztućce. Po prawej zaś był rozłożony koc, a na nim koszyk i jakiś magnetofon. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę!
- Austin tu jest pięknie! - przytuliłam go mocno.
- Cieszę się, że ci się podoba. A zobacz jaki piękny widok - poprowadził mnie do niskiego murku z barierką. Było cudownie. "Ten widok..."
- Cudowny, dziękuję ci - powiedziałam patrząc mu w oczy.
- Zapraszam piękną panią do stołu - ukłonił się, a ja zachichotałam. Odsunął mi krzesło, a następnie sam usiadł. Zaczął nalewać wino do kieliszków. W tym samym czasie zobaczyłam kelnera. Szedł w naszą stronę niosąc coś na tacy.
- Dzień dobry, życzę miłego wieczoru - położył to na stole, uśmiechnął się i poszedł. Dowiedziałam się, że jest to przystawka. Nazywało się to: Bruschetta. Było bardzo smaczne. Austin podał mi kieliszek i wypiliśmy za nasze zdrowie. Po chwili przyszedł znów ten sam kelner i znów położył coś na stole. Dowiedziałam się, że było to jakieś danie z łososia.
- Smakuje ci? - zapytał Mahone.
- Tak, bardzo dobre - powiedziałam szczerze. Jedliśmy jeszcze kilka minut. Po chwili Austin wstał od stołu i podszedł do magnetofonu. Włączył jakąś wolną piosenkę. Potem podszedł do mnie.
- Mogę prosić? - spojrzał mi w oczy i wyciągnął rękę. Przygryzłam wargę i podałam mu dłoń. Wstałam. Złapał mnie w pasie, a ja położyłam rękę na jego ramieniu. Zaczęliśmy tańczyć. Było wspaniale. Nagle spojrzałam na jego twarz. Był niebezpiecznie blisko. Zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Poczułam dreszcze. Dzieliły nas milimetry. Czułam jego miętowy oddech. Po chwili nasze usta złączyły się. Było jak w bajce. Całował nieziemsko. Po chwili otworzyłam usta i dałam mu dostęp do mojej buzi. Nasze języki rozpoczęły dziki taniec. Odkleiliśmy się od siebie, by złapać oddech. Oddychaliśmy nie równo. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Austin uśmiechnął się i dał mi jeszcze szybkiego buziaka. Złapał mnie za rękę i usiedliśmy na kocu, zmienił piosenkę na szybszą. W koszyku znajdowały się winogrona. Nikt nic nie mówił, ale ta cisza nikomu nie przeszkadzała, ponieważ było magicznie. Karmiliśmy się nawzajem.
- Julie, bo... ja... kocham cię - powiedział w końcu patrząc mi w oczy.
- Ja ciebie też Austin - odpowiedziałam i go pocałowałam.
- Czyli można powiedzieć, że jesteśmy razem?
- A jak myślisz? - zapytałam tajemniczo.
- Myślę, że tak - po raz kolejny zatraciliśmy się w pocałunku. Wplotłam ręce w jego włosy, a on złapał mnie w pasie. "Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi..."
Austin siedział za mną i mnie obejmował, a ja leżałam na jego ramieniu. Oglądaliśmy zachód słońca. "Jest idealnie."
*Pół godziny później*
Jestem już w domu. Spędziłam cudowny, romantyczny wieczór z chłopakiem, którego kocham. "Tak, teraz jestem tego pewna." Siedząc w pokoju nie mogłam przestać się uśmiechać. Włączyłam laptopa i weszłam na Facebooka. Rose była dostępna, od razu do niej napisałam.
[R - Rose, J - Ja]
J: ROSE! Zabiję Cię.
R: Oo, hej Julie :* Od razu mówię nie mój pomysł. Aż tak źle było?
J: Nie... było cudownie...
R: Gdzie Cię zabrał?
J: Na kolację na dachu restauracji...
R: Jeju, Jul! Tam musiało byś pięknie!
J: I było.
R: Opowiadaj wszystko.
J: No to najpierw jedliśmy kolację, potem wtuleni tańczyliśmy...
R: Co dalej?!
J: Potem pocałował mnie... Było wspaniale.
R: Tak się cieszę! Jak całuje?
J: Hahaha, oj Rose, Rose. Powiem ci, że bardzo dobrze :D
R: Zazdroszczę, że już znalazłaś swojego księcia...
J: Nie martw się ty też na pewno nie długo znajdziesz.
R: No zobaczymy :D Co jeszcze robiliście? :)
J: Siedzieliśmy na kocu, przytulaliśmy się, oglądaliśmy zachód słońca...
R: Ale romantycznie ^^ Cieszę się Twoim szczęściem, kochana.
J: Dziękuję :*
R: Wychodzimy jutro gdzieś? (:
J: Możemy po południu, ale tylko na trochę, bo potem przyjeżdżają goście i mama mi kazała być... To oprowadzę cię po okolicy, może być?
R: Jasne, dam radę :D
J: To ja kończę, bo zaraz idę spać, po tym dniu pełnym wrażeń :))
R: Ok, ok, idź. To do jutra, pa :*
J: Narka x
I się wylogowałam. "Ach, ta Rosalie... Lubi wszystko przeżywać." Uśmiechnęłam się na myśl o mojej przyjaciółce. Wzięłam moją piżamkę i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i przebrałam się. Potem położyłam się na łóżku i słuchałam muzyki. Odłożyłam telefon i słuchawki i usnęłam...
*Następnego dnia*
Obudziłam się wypoczęta. Spojrzałam na zegarek: 11:13. "Wow, pospałam sobie dziś." Wzięłam prysznic i nasmarowałam ciało balsamem. Ubrałam się i zrobiłam makijaż. Zostawiłam włosy rozpuszczone, ale trochę je wyprostowałam. Zeszłam na dół i poczułam piękny zapach. Mama robiła gofry, tata siedział w salonie, a Lily bawiła się lalkami.
- Witaj rodzinko! - przywitałam się ze wszystkimi.
- Hej Julie, a co ty taka szczęśliwa? - zapytała mama.
- A tak po prostu. Ładna dziś pogoda - wyjrzałam za okno. - O której goście przychodzą?
- Na 17:00 mieli być - powiedział tata. - A właśnie mamy dla ciebie niespodziankę. - Spojrzałam na niego pytająco. - Idź do pokoju Lily i zobacz.
Mama się uśmiechała. Pobiegłam tam, gdzie mi kazali, a Lily za mną. Otworzyłam drzwi i byłam w szoku. Stał tam...
*************************************************
Co tam mogło być? ;))
Dziękuję za wszystko <3 Kocham Was <3
poniedziałek, 5 maja 2014
niedziela, 4 maja 2014
Rozdział VII
*Tydzień później*
To już dziś... Dziś przylatuje Rose! Od wczoraj chodzę podekscytowana i szczęśliwa. Nareszcie się zobaczymy, tęskniłam za nią. Będę mogła jej wszystko opowiedzieć na żywo. Nie mogę się doczekać. Przez te kilka dni spotykałam się z Austinem i przyznam, że coraz bardziej mi się podoba. Wymyślał coraz to nowsze miejsca na spotkania. Widziałam się także kilka razy z Davidem i Caroline i poznałam drugiego przyjaciela Austina - Alexa. Zaprzyjaźniłam się z nimi wszystkimi.
Wstałam, wybrałam ubranie na dziś i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, nasmarowałam swoje ciało balsamem brzoskwiniowym, obmyłam twarz i umyłam zęby. Następnie wysuszyłam włosy i szczepiłam je w luźnego koka, zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół i zobaczyłam kartkę leżącą na stole. Zaczęłam czytać:
"Hej słonko. Pojechałyśmy z Lily do sklepu i o 10:00 powinniśmy już być. Zrób sobie kanapki czy coś. Mama x"
Spojrzałam na zegarek. Była 9:40, więc jeszcze trochę.. Mama obiecała przywieźć rodzinę Rose z lotniska i ja mam jechać z nią. Mieli przylecieć około 11:00.
Zrobiłam sobie kilka kanapek z serem, wędliną, pomidorem, sałatą i ogórkiem i nalałam sobie soku pomarańczowego. Siadłam z napojem i kanapkami w salonie. Włączyłam telewizor i przełączyłam na MTV. Był akurat jakiś program o gwiazdach. Usłyszałam słowa: "Wczoraj, tj. 14 lipca Austin Mahone był widziany z jakąś blondynką. Siedzieli razem w parku na ławce i rozmawiali, ale było czuć pomiędzy nimi jakąś chemie. Czyżby tajemnicza blondynka była wybranką Mahone'a?" I pokazali moje zdjęcie z Austinem z wczorajszego spotkania, gdy siedzieliśmy na ławce i uśmiechaliśmy się do siebie. Widząc i słysząc to o mało nie zakrztusiłam się sokiem. "Co oni jeszcze wymyślą? Śmieszne to jest. Już nawet z przyjacielem się spotkać nie można?" Postanowiłam się tym nie przejmować. Wyłączyłam telewizor i odniosłam pusty talerz i szklankę do zmywarki. Poszłam na górę i otworzyłam laptopa i weszłam na Twittera. Na stronie głównej zobaczyłam tweet, który mnie zdziwił... Brzmiał tak: "#tajemniczablondynkazAustinem co Wy o tym sądzicie? Dziewczyna wyglądała bardzo sympatycznie, ale średnio pasuje do Austina..." Weszłam w ten hashtag i byłam w szoku. Dziesiątki tweetów z tym hashtagiem, przeważnie fanek Austina, tzw. Mahomies. W kilku było, że pasuję do Austina, w innych, że nie bardzo, w jeszcze innych, że on pasuje do jakieś Camille. W niektórym było także o tym, że jestem śliczna, co mnie bardzo zdziwiło... "Jak to możliwe, że wszystko tak szybko się rozchodzi? Co oni sobie wyobrażają? Przecież my się tylko przyjaźnimy... Miałam się tym nie przejmować, no tak..."
Poczułam wibrację mojego telefonu i szybko odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
- Słucham? - powiedziałam trochę jakby smutnym głosem, sama nie wiem czemu.
- Słuchaj, Julie. Pewnie słyszałaś lub widziałaś to nasze zdjęcie w telewizji lub w internecie. Proszę cię nie przejmuj się tymi bzdurami... Ludzie po prostu nie mają co wymyślić i tyle . - To był Austin. Powiedział to takim pewnym głosem.
- Wiem i próbuję się nie przejmować.
- Dobrze, nie rozmawiajmy o tym. Mam pytanko - przedłużył ostatnie słowo.
- Słucham - zachichotałam.
- Masz wolny wieczór? - mówił wesołym głosem.
- Niestety dziś nie... Przepraszam, ale przyjeżdża Rose i chciałam z nią spędzić ten dzień. Mówiłam ci o niej, pamiętasz?
- A no tak... - W jego głosie słychać było smutek.
- Ej... mam lepszy pomysł! - krzyknęłam uradowana z mojej pomysłowości. - A może byśmy się spotkali wieczorem w szóstkę? Ja, ty, Rose, Caroline, David i Alex? Fajnie by było.
- Oo, świetny plan. Ale chwila... Alex mi mówił, że on jedzie dziś po południu do rodziny w Meksyku i wraca za kilka dni...
- Kurcze. To się w piątkę spotkajmy. - Byłam szczęśliwa.
- No, racja. Nie dość, że piękna to jeszcze inteligentna. - Zarumieniłam się słysząc te słowa.
- Nie prawda - uśmiechnęłam się. Usłyszałam zatrzaskiwanie drzwi - Austin muszę kończyć, bo zaraz jedziemy z mamą po Rose i jej rodzinę. Jeszcze napiszę co i jak. Do zobaczenia.
- Do wieczora - i się rozłączyłam. Wyłączyłam laptop i zeszłam na dół. Mama odstawiła zakupy na bok i zaczęłą rozbierać Lily.
- Julie, zobacz co sobie kupiłam - krzyknęła mała pokazując mi bransoletkę na rączce. Mama spojrzała na mnie.
- Śliczna - uśmiechnęłam się ciepło do siostrzyczki. - Mamo, pamiętaj, że za 15 minut jedziemy - zwróciłam się do mamy.
- Ja miałabym nie pamiętać? Oj kochanie. Jadłaś coś? - Ona to jak zwykle.
- No tak. Nie widać po mnie? - zaśmiałam się.
- No właśnie nie, jedz więcej - spojrzała na mnie z troską w oczach. - Chodź, usiądziemy w salonie i pooglądamy coś przez te 15 minut.
Jak powiedziała tak zrobiłyśmy. Lily opowiadała mi o wszystkim co robiła w sklepie i co widziała. "Oczami dzieci wszystko jest kolorowe i wszędzie można się bawić" wywnioskowałam z jej wypowiedzi.
10 minut później zakładałam buty. Mama otworzyła garaż i wsiadłyśmy do samochodu. W końcu dojechałyśmy i weszłyśmy do budynku. Wybiegłam na lotnisko i zobaczyłam z daleka Rosalie z rodziną. Zobaczyła mnie i rzucając walizki zaczęła biec w moją stronę, a ja w jej. Wpadłam w jej ramiona i mocno ją przytuliłam.
- Julie, tak tęskniłam! - spojrzała chwilę na mnie, a potem znów mnie obejmowała.
- Ja też. Zobaczysz jak tu w San Antonio jest świetnie! Praktycznie codziennie jest ciepło, mili ludzie, piękne miejsca. Tu jest jak w bajce. - Odkleiłyśmy się od siebie
- Wierzę - powiedziała podekscytowana. - Nie mogę się doczekać jak wygląda mój dom. Ładny jest?
- Ja tam twój dom widzę codziennie - zaśmiałam się. - Tak, bardzo ładny.
- Juhu! Co dziś będziemy robić? - zapytała z iskierką w oczach.
- Wiesz, bo chciałam ten dzień spędzić z Tobą, ale zadzwonił Austin czy się z nim nie spotkam i wymyśliłam, że spotkamy się jeszcze z Caroline i Davidem, bo Alexa na razie nie ma w domu. Pamiętasz, opowiadałam ci o nich?
- Tak, pamiętam! Wreszcie poznam twojego Romeo, droga Julie - zaśmiała się, a ja uderzyłam ją lekko w ramie. - A to za co? - udawała oburzenie.
- Za to, że żyjesz - pokazałam jej język.
- No wiesz ty co. - śmiała się w głos. Podeszli jej rodzice.
- Dzień dobry państwu! Jak minęła podróż? - zapytałam miło.
- Witaj Julie, bardzo dobrze, dziękujemy - odpowiedziała mi mama Rosalie.
- A tu w Teksasie jest tak ładnie - dodał jej tata.
- Zgadzam się z panem. Moja mama jest w środku, zaraz przyjdzie - wskazałam palcem na budynek. I w tym momencie wyszła moja mama, z Lily, uśmiechając się do wszystkich.
*20 minut później*
Staliśmy już przed nowym domem Rosalie, a ona się nim zachwycała. Mi też się podobał. Ustaliłyśmy, że, gdy poogląda dom i się rozpakuje pokaże jej okolice. Czyli miałam ze 20 minut. Wchodząc do domu dostałam smsa:
Od: Austin ;3
"Siemka :* Co u Ciebie? Spotykamy się o 16:00, może być? :)"
Odpisałam:
Do: Austin ;3
"Hej, u mnie ok :) Właśnie przyjechaliśmy z lotniska i zaraz idę Rose oprowadzić po okolicy. Jasne, pasuje nam ;)"
Poszłam na górę i położyłam się na łóżku i włączyłam playlistę. Akurat leciała wolna piosenka. Oczy same zaczęły mi się zamykać...
Usłyszałam dźwięk dzwonka. Poszłam otworzyć. Nacisnęłam klamkę i zamarłam. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Gdy udało mi się otrząsnąć zaczęłam zamykać drzwi. Był silniejszy. Pchnął je z całej siły i wszedł. Upadłam na ziemię i zaczęłam się cofać do tyłu. Byłam już przy schodach. Podniósł mnie do góry i zaczął zrywać ze mnie ubranie. Zaczął mnie dotykać. Próbowałam krzyczeć. Za każde słowo, wydobyte z moich ust bił mnie po twarzy. Płakałam, byłam bezsilna. Poczułam w ustach krew. Zaczęłam tracić przytomność. Ostatnie co zobaczyłam to to, że Austin wbiegł, odciągnął go ode mnie, ale tamten zdążył uciec. Chłopak zadzwonił po karetkę. Straciłam przytomność...
Obudziłam się cała zapłakana i zalana potem. "To był tylko sen, tylko sen". Uspokajałam się. "Austin mnie uratował..." Zatrzęsłam się i wstałam z łóżka. Weszłam do łazienki i przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam masakrycznie. Tusz ze mnie spływał, miałam czerwone oczy. Obmyłam twarz i wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się w to (bez kurtki), ponieważ się ochłodziło. Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Wzięłam Iphone'a. Było już po 15:00. Zobaczyłam 5 nieodebranych połączeń i 3 wiadomości. "Zapomniałam, że miałam wyjść z Rose!"
4 nieodebrane połączenia od niej i 1 od Austina. Wiadomości brzmiały tak:
1. Od: Rose <3
"Hej kochana, idziemy? :*"
2. Od: Rose <3
"Twoja mama mi powiedziała, że usnęłaś już nie chciałam Cię budzić. Kiedy indziej mnie oprowadzisz. Jak wstaniesz zadzwoń do mnie :) Miłych snów x"
3. Od: Austin ;3
"Hej mała ;* Mogą być gokarty? Caroline się ucieszyła :) Ustal z Rose. Do zobaczenia xx"
Więc zadzwoniłam do Rose.
- No skarbie, myślałam, że już nigdy się nie obudzisz - zaśmiała się.
- Przepraszam, jakoś tak wyszło. Słuchałam jakiejś wolnej muzyki i po prostu zasnęłam - tłumaczyłam się.
- A ty jak zwykle będziesz za wszystko przepraszać - zaśmiała się. - Nic się nie stało.
- Ok, ok - też się zaśmiałam. - Rose, bo jest po 15:00, a o 16:00 z nimi się spotykamy.
- A no tak! Trochę się boję...
- Nie bój się, są świetni.
- Wierzę. A gdzie się spotykamy?
- Na ulicy Travisa ST.
- A co tam jest? - zapytała zdziwiona.
- Gokarty - uśmiechnęłam się do siebie.
- Naprawdę? Nigdy nie jeździłam na nich, nie mogę się doczekać!
- To dobrze. Dobra, kończę już te pogaduszki, bo nie zdążymy się naszykować. Bądź przed domem o 15.40, pa - pożegnałam się
- Do zobaczenia - usłyszałam i się rozłączyłam.
Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Wzięłam jabłko i poszłam do salonu. Siedział tam tata. "Wow, on jest w domu?"
- Hej tato - powiedziałam i ugryzłam kawałek jabłka.
- Cześć Julie. Jak ci się podoba w San Antonio? - zapytał.
- Szału nie ma, dupy nie urywa. - powiedziałam obojętnie. Widząc jego minę zaśmiałam się. - Żartuje oczywiście. - Nie mogłam opanować śmiechu. - Jest tu bardzo fajnie, poznałam dużo miłych ludzi.
- Cieszę się, że już masz tu znajomych. Jutro jest niedziela, więc zaprosiliśmy z twoją mamą znajomych. Przyjdą ze swoją córką. Mam nadzieję, że polubicie się - uśmiechnął się do mnie.
- Też mam taką nadzieję - puściłam mu oczko i poszłam na górę. Dokończyłam jabłko i do torebki spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Założyłam kurtkę i buty i wyszłam z domu. Rosalie już czekała.
********************************************************
Dzisiaj taki trochę krótszy, mam nadzieję, że może być :) Dziękuję za wszystkie komentarze i 1000 wyświetleń! <3
To już dziś... Dziś przylatuje Rose! Od wczoraj chodzę podekscytowana i szczęśliwa. Nareszcie się zobaczymy, tęskniłam za nią. Będę mogła jej wszystko opowiedzieć na żywo. Nie mogę się doczekać. Przez te kilka dni spotykałam się z Austinem i przyznam, że coraz bardziej mi się podoba. Wymyślał coraz to nowsze miejsca na spotkania. Widziałam się także kilka razy z Davidem i Caroline i poznałam drugiego przyjaciela Austina - Alexa. Zaprzyjaźniłam się z nimi wszystkimi.
Wstałam, wybrałam ubranie na dziś i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, nasmarowałam swoje ciało balsamem brzoskwiniowym, obmyłam twarz i umyłam zęby. Następnie wysuszyłam włosy i szczepiłam je w luźnego koka, zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół i zobaczyłam kartkę leżącą na stole. Zaczęłam czytać:
"Hej słonko. Pojechałyśmy z Lily do sklepu i o 10:00 powinniśmy już być. Zrób sobie kanapki czy coś. Mama x"
Spojrzałam na zegarek. Była 9:40, więc jeszcze trochę.. Mama obiecała przywieźć rodzinę Rose z lotniska i ja mam jechać z nią. Mieli przylecieć około 11:00.
Zrobiłam sobie kilka kanapek z serem, wędliną, pomidorem, sałatą i ogórkiem i nalałam sobie soku pomarańczowego. Siadłam z napojem i kanapkami w salonie. Włączyłam telewizor i przełączyłam na MTV. Był akurat jakiś program o gwiazdach. Usłyszałam słowa: "Wczoraj, tj. 14 lipca Austin Mahone był widziany z jakąś blondynką. Siedzieli razem w parku na ławce i rozmawiali, ale było czuć pomiędzy nimi jakąś chemie. Czyżby tajemnicza blondynka była wybranką Mahone'a?" I pokazali moje zdjęcie z Austinem z wczorajszego spotkania, gdy siedzieliśmy na ławce i uśmiechaliśmy się do siebie. Widząc i słysząc to o mało nie zakrztusiłam się sokiem. "Co oni jeszcze wymyślą? Śmieszne to jest. Już nawet z przyjacielem się spotkać nie można?" Postanowiłam się tym nie przejmować. Wyłączyłam telewizor i odniosłam pusty talerz i szklankę do zmywarki. Poszłam na górę i otworzyłam laptopa i weszłam na Twittera. Na stronie głównej zobaczyłam tweet, który mnie zdziwił... Brzmiał tak: "#tajemniczablondynkazAustinem co Wy o tym sądzicie? Dziewczyna wyglądała bardzo sympatycznie, ale średnio pasuje do Austina..." Weszłam w ten hashtag i byłam w szoku. Dziesiątki tweetów z tym hashtagiem, przeważnie fanek Austina, tzw. Mahomies. W kilku było, że pasuję do Austina, w innych, że nie bardzo, w jeszcze innych, że on pasuje do jakieś Camille. W niektórym było także o tym, że jestem śliczna, co mnie bardzo zdziwiło... "Jak to możliwe, że wszystko tak szybko się rozchodzi? Co oni sobie wyobrażają? Przecież my się tylko przyjaźnimy... Miałam się tym nie przejmować, no tak..."
Poczułam wibrację mojego telefonu i szybko odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
- Słucham? - powiedziałam trochę jakby smutnym głosem, sama nie wiem czemu.
- Słuchaj, Julie. Pewnie słyszałaś lub widziałaś to nasze zdjęcie w telewizji lub w internecie. Proszę cię nie przejmuj się tymi bzdurami... Ludzie po prostu nie mają co wymyślić i tyle . - To był Austin. Powiedział to takim pewnym głosem.
- Wiem i próbuję się nie przejmować.
- Dobrze, nie rozmawiajmy o tym. Mam pytanko - przedłużył ostatnie słowo.
- Słucham - zachichotałam.
- Masz wolny wieczór? - mówił wesołym głosem.
- Niestety dziś nie... Przepraszam, ale przyjeżdża Rose i chciałam z nią spędzić ten dzień. Mówiłam ci o niej, pamiętasz?
- A no tak... - W jego głosie słychać było smutek.
- Ej... mam lepszy pomysł! - krzyknęłam uradowana z mojej pomysłowości. - A może byśmy się spotkali wieczorem w szóstkę? Ja, ty, Rose, Caroline, David i Alex? Fajnie by było.
- Oo, świetny plan. Ale chwila... Alex mi mówił, że on jedzie dziś po południu do rodziny w Meksyku i wraca za kilka dni...
- Kurcze. To się w piątkę spotkajmy. - Byłam szczęśliwa.
- No, racja. Nie dość, że piękna to jeszcze inteligentna. - Zarumieniłam się słysząc te słowa.
- Nie prawda - uśmiechnęłam się. Usłyszałam zatrzaskiwanie drzwi - Austin muszę kończyć, bo zaraz jedziemy z mamą po Rose i jej rodzinę. Jeszcze napiszę co i jak. Do zobaczenia.
- Do wieczora - i się rozłączyłam. Wyłączyłam laptop i zeszłam na dół. Mama odstawiła zakupy na bok i zaczęłą rozbierać Lily.
- Julie, zobacz co sobie kupiłam - krzyknęła mała pokazując mi bransoletkę na rączce. Mama spojrzała na mnie.
- Śliczna - uśmiechnęłam się ciepło do siostrzyczki. - Mamo, pamiętaj, że za 15 minut jedziemy - zwróciłam się do mamy.
- Ja miałabym nie pamiętać? Oj kochanie. Jadłaś coś? - Ona to jak zwykle.
- No tak. Nie widać po mnie? - zaśmiałam się.
- No właśnie nie, jedz więcej - spojrzała na mnie z troską w oczach. - Chodź, usiądziemy w salonie i pooglądamy coś przez te 15 minut.
Jak powiedziała tak zrobiłyśmy. Lily opowiadała mi o wszystkim co robiła w sklepie i co widziała. "Oczami dzieci wszystko jest kolorowe i wszędzie można się bawić" wywnioskowałam z jej wypowiedzi.
10 minut później zakładałam buty. Mama otworzyła garaż i wsiadłyśmy do samochodu. W końcu dojechałyśmy i weszłyśmy do budynku. Wybiegłam na lotnisko i zobaczyłam z daleka Rosalie z rodziną. Zobaczyła mnie i rzucając walizki zaczęła biec w moją stronę, a ja w jej. Wpadłam w jej ramiona i mocno ją przytuliłam.
- Julie, tak tęskniłam! - spojrzała chwilę na mnie, a potem znów mnie obejmowała.
- Ja też. Zobaczysz jak tu w San Antonio jest świetnie! Praktycznie codziennie jest ciepło, mili ludzie, piękne miejsca. Tu jest jak w bajce. - Odkleiłyśmy się od siebie
- Wierzę - powiedziała podekscytowana. - Nie mogę się doczekać jak wygląda mój dom. Ładny jest?
- Ja tam twój dom widzę codziennie - zaśmiałam się. - Tak, bardzo ładny.
- Juhu! Co dziś będziemy robić? - zapytała z iskierką w oczach.
- Wiesz, bo chciałam ten dzień spędzić z Tobą, ale zadzwonił Austin czy się z nim nie spotkam i wymyśliłam, że spotkamy się jeszcze z Caroline i Davidem, bo Alexa na razie nie ma w domu. Pamiętasz, opowiadałam ci o nich?
- Tak, pamiętam! Wreszcie poznam twojego Romeo, droga Julie - zaśmiała się, a ja uderzyłam ją lekko w ramie. - A to za co? - udawała oburzenie.
- Za to, że żyjesz - pokazałam jej język.
- No wiesz ty co. - śmiała się w głos. Podeszli jej rodzice.
- Dzień dobry państwu! Jak minęła podróż? - zapytałam miło.
- Witaj Julie, bardzo dobrze, dziękujemy - odpowiedziała mi mama Rosalie.
- A tu w Teksasie jest tak ładnie - dodał jej tata.
- Zgadzam się z panem. Moja mama jest w środku, zaraz przyjdzie - wskazałam palcem na budynek. I w tym momencie wyszła moja mama, z Lily, uśmiechając się do wszystkich.
*20 minut później*
Staliśmy już przed nowym domem Rosalie, a ona się nim zachwycała. Mi też się podobał. Ustaliłyśmy, że, gdy poogląda dom i się rozpakuje pokaże jej okolice. Czyli miałam ze 20 minut. Wchodząc do domu dostałam smsa:
Od: Austin ;3
"Siemka :* Co u Ciebie? Spotykamy się o 16:00, może być? :)"
Odpisałam:
Do: Austin ;3
"Hej, u mnie ok :) Właśnie przyjechaliśmy z lotniska i zaraz idę Rose oprowadzić po okolicy. Jasne, pasuje nam ;)"
Poszłam na górę i położyłam się na łóżku i włączyłam playlistę. Akurat leciała wolna piosenka. Oczy same zaczęły mi się zamykać...
Usłyszałam dźwięk dzwonka. Poszłam otworzyć. Nacisnęłam klamkę i zamarłam. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Gdy udało mi się otrząsnąć zaczęłam zamykać drzwi. Był silniejszy. Pchnął je z całej siły i wszedł. Upadłam na ziemię i zaczęłam się cofać do tyłu. Byłam już przy schodach. Podniósł mnie do góry i zaczął zrywać ze mnie ubranie. Zaczął mnie dotykać. Próbowałam krzyczeć. Za każde słowo, wydobyte z moich ust bił mnie po twarzy. Płakałam, byłam bezsilna. Poczułam w ustach krew. Zaczęłam tracić przytomność. Ostatnie co zobaczyłam to to, że Austin wbiegł, odciągnął go ode mnie, ale tamten zdążył uciec. Chłopak zadzwonił po karetkę. Straciłam przytomność...
Obudziłam się cała zapłakana i zalana potem. "To był tylko sen, tylko sen". Uspokajałam się. "Austin mnie uratował..." Zatrzęsłam się i wstałam z łóżka. Weszłam do łazienki i przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam masakrycznie. Tusz ze mnie spływał, miałam czerwone oczy. Obmyłam twarz i wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się w to (bez kurtki), ponieważ się ochłodziło. Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Wzięłam Iphone'a. Było już po 15:00. Zobaczyłam 5 nieodebranych połączeń i 3 wiadomości. "Zapomniałam, że miałam wyjść z Rose!"
4 nieodebrane połączenia od niej i 1 od Austina. Wiadomości brzmiały tak:
1. Od: Rose <3
"Hej kochana, idziemy? :*"
2. Od: Rose <3
"Twoja mama mi powiedziała, że usnęłaś już nie chciałam Cię budzić. Kiedy indziej mnie oprowadzisz. Jak wstaniesz zadzwoń do mnie :) Miłych snów x"
3. Od: Austin ;3
"Hej mała ;* Mogą być gokarty? Caroline się ucieszyła :) Ustal z Rose. Do zobaczenia xx"
Więc zadzwoniłam do Rose.
- No skarbie, myślałam, że już nigdy się nie obudzisz - zaśmiała się.
- Przepraszam, jakoś tak wyszło. Słuchałam jakiejś wolnej muzyki i po prostu zasnęłam - tłumaczyłam się.
- A ty jak zwykle będziesz za wszystko przepraszać - zaśmiała się. - Nic się nie stało.
- Ok, ok - też się zaśmiałam. - Rose, bo jest po 15:00, a o 16:00 z nimi się spotykamy.
- A no tak! Trochę się boję...
- Nie bój się, są świetni.
- Wierzę. A gdzie się spotykamy?
- Na ulicy Travisa ST.
- A co tam jest? - zapytała zdziwiona.
- Gokarty - uśmiechnęłam się do siebie.
- Naprawdę? Nigdy nie jeździłam na nich, nie mogę się doczekać!
- To dobrze. Dobra, kończę już te pogaduszki, bo nie zdążymy się naszykować. Bądź przed domem o 15.40, pa - pożegnałam się
- Do zobaczenia - usłyszałam i się rozłączyłam.
Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Wzięłam jabłko i poszłam do salonu. Siedział tam tata. "Wow, on jest w domu?"
- Hej tato - powiedziałam i ugryzłam kawałek jabłka.
- Cześć Julie. Jak ci się podoba w San Antonio? - zapytał.
- Szału nie ma, dupy nie urywa. - powiedziałam obojętnie. Widząc jego minę zaśmiałam się. - Żartuje oczywiście. - Nie mogłam opanować śmiechu. - Jest tu bardzo fajnie, poznałam dużo miłych ludzi.
- Cieszę się, że już masz tu znajomych. Jutro jest niedziela, więc zaprosiliśmy z twoją mamą znajomych. Przyjdą ze swoją córką. Mam nadzieję, że polubicie się - uśmiechnął się do mnie.
- Też mam taką nadzieję - puściłam mu oczko i poszłam na górę. Dokończyłam jabłko i do torebki spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Założyłam kurtkę i buty i wyszłam z domu. Rosalie już czekała.
********************************************************
Dzisiaj taki trochę krótszy, mam nadzieję, że może być :) Dziękuję za wszystkie komentarze i 1000 wyświetleń! <3
czwartek, 1 maja 2014
Rozdział VI
Obudziłam się dość wcześnie, bo około 8:00. Wstałam i wyszłam na balkon. Jak na lato było dość chłodno. Postanowiłam założyć dziś to. "Wczoraj był świetny dzień. Odkąd tu jestem przytrafiają mi się same miłe rzeczy, nie to co w Manchesterze..." Zrobiłam poranną toaletę i lekki makijaż. Uplotłam z włosów warkocza na bok i siedząc na łóżku, buszowałam w Iphonie. Przyglądałam się mojej tapecie i rozmarzyłam się... "Ciekawe czy kiedyś uda mi się go spotkać..." Gdy udało mi się ''powrócić'' na ziemię weszłam na Facebooka. Miałam 3 nowe zaproszenia do znajomych. Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam, że są to zaproszenia od Austina, Caroline i Davida. Później weszłam na Twittera i zobaczyła post Mahone'a dodany wczoraj wieczorem: ''Świetnie spędzony wczorajszy dzień. Dziękuję moim wspaniałym przyjaciołom xx". Szczerzyłam się jak głupia do ekranu. "Szkoda, że dziś nie zobaczę się z Austinem... Zaraz co?! Znam go zaledwie 3 dni... Co ja wygaduję. Pewnie za kilka dni zapomni o moim istnieniu, w końcu to gwiazda... Ale jaka..." Wyszłam z TT i zeszłam na dół. Czułam cudowny zapach. Weszłam do kuchni i oparłam się o ścianę. Mama stała i smażyła jakieś placki.
- Hej mamuś, co smażysz? - powiedziałam uśmiechając się. Odwróciła się w moją stronę i także się uśmiechnęła,
- Postanowiłam zrobić dziś prawdziwe amerykańskie śniadanie: pancakes - rzekła odwracając się w stronę patelni. "Wow, teraz to na serio mnie zaskoczyła."
- Oo cudownie - wyszczerzyłam się jakby do siebie. - Może ci pomóc?
- Jeśli to możesz to posmaruj te gotowe miodem - powiedziała przekładając placek.
- Okey, okey. - Wzięłam kilka i przełożyłam na duży talerz, a następnie wyjęłam miód. Smarowałam wszystko bardzo dokładnie, aż mama zaczęła się ze mnie śmiać.
- Jul, aż tak nie trzeba - śmiała się głośno.
- Och, mamo. Musi być wspaniale, przecież to nasze pierwsze takie śniadanie.
- No w sumie. Jeżeli już skończyłaś te smarować to leć obudzić Lily. - Umyłam ręce i popędziłam na górę. Pchnęłam drzwi, na których znajdowała się tabliczka z napisem: ''Pokój Księżniczki Lily''. Uśmiechnęłam się i podeszłam do łóżka małej. Tak słodko spała.
- Liluś, skarbie, obudź się - mówiłam, delikatnie dotykając ją za ramię. - Mama zrobiła pyszne śniadanie, no już. - Otworzyła swoje błękitne oczka i przeciągnęła się.
- Dobze Julie, jus idę - pocałowałam ją w czółko na powitanie i zeszłam na dół.
- Mała zaraz przyjdzie - powiedziałam wchodząc do kuchni. Po kilku minutach jedliśmy już wspólnie śniadanie, oczywiście bez taty, który jak zwykle jest w pracy. "No cóż... Ktoś musi nas utrzymać." Śniadanie było przepyszne. Podziękowałam i włożyłam talerz do zmywarki i zmyłam się na górę. Miałam jeszcze 3 godziny do spotkania z Caroline. Położyłam się na łózko i zaczęłam słuchać muzyki. Przeważnie były to utwory wykonawców i zespołów takich jak: One Direction, Justin Bieber, Cody Simpson, One Republic. Po jakimś czasie wstałam i postanowiłam ogarnąć w pokoju, bo przez te 3 dni trochę się nabrudziło, ładnie mówiąc. 20 minut później było czyściutko i tu i w łazience mojej i Lily. Poczułam wibrację w kieszeni. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu, dzwoniła Caroline.
- Hej Caroline - powiedziałam wesoło.
- No hej, kochana. Jak tam? - zapytała równie radośnie.
- A dobrze, właśnie jestem po sprzątaniu - zaśmiałam się.
- Oo. Pamiętaj o 13.00 w Starbucks'ie.
- Jasne, pamiętam.
- Przepraszam, muszę kończyć, a liczyłam na dłuższą rozmowę... - W jej głowie czuć było smutek.
- Nie bo, spokojnie. To do zobaczenia, papa.
- No pa, buźki - i się rozłączyła. "Powiem szczerze, że polubiłam Car i stwierdzam, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić." Po sprzątaniu nie miałam co robić, więc postanowiłam się przejść. "Może zabiorę Lily ze sobą?" Zeszłam na dół. Mama siedziała i czytała książkę, a siostrzyczka oglądała jakąś bajkę. Podeszłam bliżej.
- Mamo, mogłabym zabrać Lily na spacer po okolicy? Park, itp. - zapytała.
- Jasne, czemu nie? - uśmiechnęła się ciepło wyglądając za książki. - Słyszałaś Lilka? Szykuj się.
- Taaaak! - krzyknęła z entuzjazmem. - Dziękuję Julie - podbiegła do mnie i przytuliła się do moich nóg.
- Nie ma sprawy, skarbie. No już zakładaj buty i sweterek - pogoniłam ją i "poleciała" do przedpokoju. Poszłam jeszcze do mojego pokoju po małą torebkę, gdyż nie miałam kieszeni. Wzięłam także trochę pieniędzy i pomadkę. Schodząc na dół usłyszałam krzyk Lily:
- Julie, no choć jus. - Zaśmiałam się, mała była bardzo niecierpliwa. Założyłam buty i biorąc dziewczynkę za rękę, wyszłam. Szłyśmy w stronę parku. Zobaczyłam budkę z lodami i postanowiłam nam kupić. Dla siebie wzięłam lody cytrynowe, a dla Lily truskawkowe. Pałaszując usiadłyśmy na ławce. Z daleka zobaczyłam znajomą osobę. "No tak, to David". Zobaczył mnie i uśmiechnął się w naszą stronę.
- Cześć Julie - powiedział podchodząc. - Witam małą damę - zwrócił się do mojej siostry podając jej dłoń. Ona spojrzała na niego tymi wielkimi oczkami, a potem przywitała się z nim.
- Hej, hej, co tu robisz? - uśmiechnęłam się.
- A właśnie wracam od Car. Już nie może doczekać się waszego spotkania - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- To tak, jak ja - rzekłam szczęśliwa. - Może usiądziesz i się przyłączysz?
- Chciałbym, muszę wracać, bo brat ma do mnie jakąś sprawę. Powiedział mi jedynie, że chodzi o mój samochód, więc lepiej lecę - podszedł i przytulił mnie lekko na pożegnanie.
- To cześć - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Pa - odwzajemnił uśmiech - i żegnaj mała księżniczko - powiedział do Lily, a ta roześmiała się w głos. Poszedł. Postanowiłam już wracać. Wzięłam siostrę za rączkę i poszłyśmy w stronę naszego domu...
Pół godziny później leżałam na łóżku i się nudziłam. Było kilka minut po 12:00. "Chyba czas się szykować." Weszłam do łazienki, poprawiłam makijaż i włosy. "Ociepliło się trochę więc nie będę nic zakładać." Jak pomyślałam tak zrobiłam i już kilka minut później wychodziłam z domu. Miałam tylko kilka minut drogi, więc postanowiłam pójść piechotą. 15 minut później siedziałam w Starbucks'ie czekając na Caroline. Chwilę później zobaczyłam dziewczynę wchodzącą do środka. Podeszła do niej i ucałowała mnie w policzek.
- Hej kochana, długo czekasz? - zapytała rozpromieniona.
- Nie, kilka minut - zaraziła mnie swoim humorem. - Siadaj i zamawiamy coś.
- Ok, ok. Na co masz ochotę?
- Hmm... może ty nam coś wybierzesz, ufam Ci - powiedziałam śmiejąc się,
- Oo, dobra decyzja - puściła mi oczko. - Zaraz wracam.
*Pół godziny później*
Spędziliśmy czas bardzo miło. Poznałam lepiej Caroline i czułam w niej bratnią duszę. Miałyśmy dużo wspólnego. Teraz szliśmy do kina.
- Tak w ogóle, to nie wiem czy wiesz, ale Austin cię bardzo lubi - odezwała się nagle, a ja się zarumieniłam. - David mówi, że cały czas o tobie mówi. Podobasz mu się - puściła mi oczko, a ja słysząc te słowa o mało co nie zemdlałam.
- Wątpię... Austin jest gwiazdą, może mieć każdą... - powiedziałam patrząc na czubki swoich butów.
- Co z tego, że jest gwiazdą. On nie jest taki. Zachowuje się jak zwykły chłopak, zresztą chyba możesz to potwierdzić sama.
- Tak, to prawda.
- Przyznaj, że i ty go lubisz - powiedziała, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Może trochę... - przygryzłam wargę.
- Taa... trochę... Dobra, już cię nie męczę. Na jaki film masz ochotę? - zmieniła temat.
- Zobaczymy co grają - zaśmiałyśmy się. Weszłyśmy do holu i była tam spora kolejka.
- Trochę sobie poczekamy... - powiedziała. - Oj tam, damy radę - uśmiechnęła się.
Stałyśmy ze 20 minut i rozmawiałyśmy o wszystkim. Wspólnie ustaliłyśmy, że pójdziemy na jakąś komedię. Kilka minut później siedziałyśmy już na sali kinowej z popcornem i colą.
Film był świetny. Co chwila się śmiałyśmy. Zawsze lubiłam oglądać komedie. Śmiejąc się można zapomnieć o wszystkich problemach. Było po 17:00. Postanowiłyśmy wracać do domów. Car nie mieszkała daleko ode mnie. Pożegnałyśmy się dziękując za miłe popołudnie. Weszłam do domu i zobaczyłam mamę jak zwykle coś gotującą.
- Hej mamo. - Weszłam do kuchni.
- Oo, cześć Julie. Za jakieś 20 minut będzie obiad - powiedziała, a ja poszłam na górę do swojego pokoju. Siadłam na łóżku i weszłam na Facebooka, a następnie zalogowałam się na skype. Zobaczyłam, że Rose jest dostępna i po chwili zobaczyłam, że dzwoni do mnie. Odebrałam i włączyłam kamerkę. Na ekranie uśmiechały się do mnie trzy osoby. Były to: Rose, Katy i Amy. Uśmiechnęłam się szeroko i pomachałam im.
- Hej skarbie - powiedziała Rose, a potem dziewczyny.
- Witajcie kochane. Jak tam u was?
- U nas po staremu, lepiej opowiadaj co u ciebie - odezwała się Amy. - Cała promieniejesz.
- U mnie bardzo fajnie. Poznałam ostatnio chło... - nie zdążyłam dokończy, bo poczułam wibrację telefonu. - Przepraszam was, ktoś dzwoni. - Spojrzałam na wyświetlacz i się uśmiechnęłam, gdy zobaczyłam, że to Austin. Usłyszałam cichy chichot. No tak, jak to musiało wyglądać.
- No odbieraj, my nie będziemy podsłuchiwać - wyszczerzyła się Rose. Uśmiechnęłam się do nich i odebrałam.
- Słucham? - powiedziałam niepewnie.
- Czeeść Julie - przedłużył pierwszy wyraz, na co się rozluźniłam i zaśmiałam. Zapomniałam, że dziewczyny wszystko słyszą i widzą.
- Hej, co tam?
- A nic ciekawego. Dzwonię z pewną propozycją...
- Jaką?
- Może poszlibyśmy dziś do wesołego miasteczka? - poczułam niepewność i nadzieję w jego głosie.
- Jasne, czemu nie. I tak praktycznie nic nie robię. - Spojrzałam na dziewczyny. Widziałam, że próbowały podsłuchać głos po drugiej stronie telefonu, choć im nie wychodziło.
- To się cieszę, że się zgadzasz, bo już się stęskniłem - powiedział, ja zachichotałam.
- Ja też. To o której? Może przyjdę po ciebie o 19:00?
- Okey, może być.
- To jesteśmy umówieni. Do zobaczenia, Jul.
- Do zobaczenia, Austin - i rozłączyłam się. Cieszyłam się jak małe dziecko. Spojrzałam na dziewczyny.
- Przepraszam - powiedziałam. Zaśmiały się.
- Kochana, przepraszasz nas za umówienie się na randkę? Czy co? Bo nie rozumiem - rzekła Katy i nadal się śmiały.
- Po pierwsze, za to, że odebrałam, a po drugie to nie randka...
- No ciekawe - wyszczerzyła się Rose.
- Opowiadaj o tym chłopaku - i zaczęłam opowiadać. Po 10 minutach mama wołała mnie na kolację. Odkrzyknęłam jej, że zaraz przyjdę.
- Uu, moja Jul jest podrywana - powiedziała Rose z uśmiechem.
- Jaka tam podrywana? Skończcie już - pogroziłam im palcem, a następnie wybuchnęłam śmiechem. - Muszę kończyć, mama woła na kolację.
- A potem na randkę z Austinkiem, mm - widziałam jak szczerzą się do siebie. - Dobra, trzymaj się, mała, buziaki. - Pożegnałam się z nimi i zeszłam na dół. Po zjedzeniu pysznej kolacji, naszykowałam sobie ubranie i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się, a następnie zrobiłam dość mocny makijaż. Włosy rozpuściłam. Wzięłam torebkę i schowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, a także założyłam sweter. Wyjrzałam przez okna. Stał już tam Austin i jakiś czarny samochód. Zbiegłam na dół i wyszłam. Chłopak spojrzał na mnie i szczęka mu opadła.
- Prześlicznie wyglądasz. - Podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. Zilustrowałam go od dołu do góry. Miał czarne spodnie i szarą bluzę. "Wygląda bosko" stwierdziłam.
- Dziękuję, ty też niczego sobie. - Uśmiechnęłam się szeroko. Zobaczyłam przed moim podwórkiem czarny samochód. Zdziwiłam się.
- Zapraszam - otworzył mi tylne drzwi i wsiadłam, a on zaraz za mną. Patrzyłam na niego pytającym wzrokiem. - Przecież nie pójdziemy na pieszo - zaśmiał się.
- No tak, ale...
- Żadnego "ale". - Uśmiechnął się do mnie. "To będzie niezapomniany wieczór..."
Dojechaliśmy na miejsce i poszliśmy w stronę biletów.
- To co najpierw? Tunel strachu może być? - Wyszczerzył się do mnie.
- No w sumie. Ale proszę się ze mnie nie śmiać, gdy będę piszczeć - zaśmiałam się, a Austin razem ze mną.
- O to się nie martw. - Kupiliśmy dwa bilety i po chwili siedzieliśmy w wagonie. Mam nadzieję, że nie będzie, aż tak strasznie chociaż w sumie uwielbiam straszne rzeczy, filmy, itp. Ruszyliśmy. Rozglądałam się na boki. Nagle góry wyskoczył jakiś szkielet. Zaczęłam piszczeć i wtuliłam się w Austina, a on mnie objął. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Reszta jazdy minęła spokojnie. Po wyjściu nadal miałam w głowie te straszne jęki.
- Świetnie było, nie uważasz? - powiedział chłopak prowadząc mnie na kolejną atrakcję.
- No nawet, chociaż strasznie - zatrzęsłam się na samo wspomnienie tych widoków.
- Trochę... - uśmiechnął się i pognaliśmy tym razem na kolejkę górską. Było bardzo fajnie. Byliśmy jeszcze na kilku innych atrakcjach. Niestety czas szybko minął i trzeba było wracać. Austin zadzwonił po samochód i po chwili w nim siedzieliśmy. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się głośno. Atmosfera była wspaniała. W końcu podjechaliśmy pod mój dom i wysiedliśmy. Odprowadził mnie pod drzwi i tym razem on cmoknął mnie w policzek i zobaczyłam błysk w jego oku.
- Dziękuję ci bardzo za dzisiejszy dzień. Dawno się tak wspaniale nie bawiłem. - Złapał mnie za dłoń.
- Ja też, było bardzo miło.
- Mam nadzieję, że jutro też się spotkamy - powiedział z czarującym uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłam uśmiech. - To jeszcze zadzwonię, jeszcze raz dziękuję i muszę iść. - Pomachałam mu na do widzenia i weszłam do domu, a potem weszłam do kuchni i nalałam sobie pomarańczowego soku. Poszłam ze szklanką na górę i szczerzyłam się sama do siebie. Siadłam na łóżku biorąc laptopa na kolana. Poczułam wibrację w telefonie. Przyszła mi wiadomość:
Od: Austin ;3
"Hej śliczna. Niestety jutro nie możemy się spotkać ,choć bardzo bym chciał... Zadzwonił do mnie menadżer, że mam jutro jakiś wywiad i sesję. Przepraszam, spotkamy się pojutrze. Trzymaj się xx"
"Szkoda... Teraz nie mogę doczekać się soboty..." Weszłam na portale społecznościowe, chwile popisałam ze znajomymi z Anglii i wyłączyłam laptopa. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać...
- Hej mamuś, co smażysz? - powiedziałam uśmiechając się. Odwróciła się w moją stronę i także się uśmiechnęła,
- Postanowiłam zrobić dziś prawdziwe amerykańskie śniadanie: pancakes - rzekła odwracając się w stronę patelni. "Wow, teraz to na serio mnie zaskoczyła."
- Oo cudownie - wyszczerzyłam się jakby do siebie. - Może ci pomóc?
- Jeśli to możesz to posmaruj te gotowe miodem - powiedziała przekładając placek.
- Okey, okey. - Wzięłam kilka i przełożyłam na duży talerz, a następnie wyjęłam miód. Smarowałam wszystko bardzo dokładnie, aż mama zaczęła się ze mnie śmiać.
- Jul, aż tak nie trzeba - śmiała się głośno.
- Och, mamo. Musi być wspaniale, przecież to nasze pierwsze takie śniadanie.
- No w sumie. Jeżeli już skończyłaś te smarować to leć obudzić Lily. - Umyłam ręce i popędziłam na górę. Pchnęłam drzwi, na których znajdowała się tabliczka z napisem: ''Pokój Księżniczki Lily''. Uśmiechnęłam się i podeszłam do łóżka małej. Tak słodko spała.
- Liluś, skarbie, obudź się - mówiłam, delikatnie dotykając ją za ramię. - Mama zrobiła pyszne śniadanie, no już. - Otworzyła swoje błękitne oczka i przeciągnęła się.
- Dobze Julie, jus idę - pocałowałam ją w czółko na powitanie i zeszłam na dół.
- Mała zaraz przyjdzie - powiedziałam wchodząc do kuchni. Po kilku minutach jedliśmy już wspólnie śniadanie, oczywiście bez taty, który jak zwykle jest w pracy. "No cóż... Ktoś musi nas utrzymać." Śniadanie było przepyszne. Podziękowałam i włożyłam talerz do zmywarki i zmyłam się na górę. Miałam jeszcze 3 godziny do spotkania z Caroline. Położyłam się na łózko i zaczęłam słuchać muzyki. Przeważnie były to utwory wykonawców i zespołów takich jak: One Direction, Justin Bieber, Cody Simpson, One Republic. Po jakimś czasie wstałam i postanowiłam ogarnąć w pokoju, bo przez te 3 dni trochę się nabrudziło, ładnie mówiąc. 20 minut później było czyściutko i tu i w łazience mojej i Lily. Poczułam wibrację w kieszeni. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu, dzwoniła Caroline.
- Hej Caroline - powiedziałam wesoło.
- No hej, kochana. Jak tam? - zapytała równie radośnie.
- A dobrze, właśnie jestem po sprzątaniu - zaśmiałam się.
- Oo. Pamiętaj o 13.00 w Starbucks'ie.
- Jasne, pamiętam.
- Przepraszam, muszę kończyć, a liczyłam na dłuższą rozmowę... - W jej głowie czuć było smutek.
- Nie bo, spokojnie. To do zobaczenia, papa.
- No pa, buźki - i się rozłączyła. "Powiem szczerze, że polubiłam Car i stwierdzam, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić." Po sprzątaniu nie miałam co robić, więc postanowiłam się przejść. "Może zabiorę Lily ze sobą?" Zeszłam na dół. Mama siedziała i czytała książkę, a siostrzyczka oglądała jakąś bajkę. Podeszłam bliżej.
- Mamo, mogłabym zabrać Lily na spacer po okolicy? Park, itp. - zapytała.
- Jasne, czemu nie? - uśmiechnęła się ciepło wyglądając za książki. - Słyszałaś Lilka? Szykuj się.
- Taaaak! - krzyknęła z entuzjazmem. - Dziękuję Julie - podbiegła do mnie i przytuliła się do moich nóg.
- Nie ma sprawy, skarbie. No już zakładaj buty i sweterek - pogoniłam ją i "poleciała" do przedpokoju. Poszłam jeszcze do mojego pokoju po małą torebkę, gdyż nie miałam kieszeni. Wzięłam także trochę pieniędzy i pomadkę. Schodząc na dół usłyszałam krzyk Lily:
- Julie, no choć jus. - Zaśmiałam się, mała była bardzo niecierpliwa. Założyłam buty i biorąc dziewczynkę za rękę, wyszłam. Szłyśmy w stronę parku. Zobaczyłam budkę z lodami i postanowiłam nam kupić. Dla siebie wzięłam lody cytrynowe, a dla Lily truskawkowe. Pałaszując usiadłyśmy na ławce. Z daleka zobaczyłam znajomą osobę. "No tak, to David". Zobaczył mnie i uśmiechnął się w naszą stronę.
- Cześć Julie - powiedział podchodząc. - Witam małą damę - zwrócił się do mojej siostry podając jej dłoń. Ona spojrzała na niego tymi wielkimi oczkami, a potem przywitała się z nim.
- Hej, hej, co tu robisz? - uśmiechnęłam się.
- A właśnie wracam od Car. Już nie może doczekać się waszego spotkania - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- To tak, jak ja - rzekłam szczęśliwa. - Może usiądziesz i się przyłączysz?
- Chciałbym, muszę wracać, bo brat ma do mnie jakąś sprawę. Powiedział mi jedynie, że chodzi o mój samochód, więc lepiej lecę - podszedł i przytulił mnie lekko na pożegnanie.
- To cześć - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Pa - odwzajemnił uśmiech - i żegnaj mała księżniczko - powiedział do Lily, a ta roześmiała się w głos. Poszedł. Postanowiłam już wracać. Wzięłam siostrę za rączkę i poszłyśmy w stronę naszego domu...
Pół godziny później leżałam na łóżku i się nudziłam. Było kilka minut po 12:00. "Chyba czas się szykować." Weszłam do łazienki, poprawiłam makijaż i włosy. "Ociepliło się trochę więc nie będę nic zakładać." Jak pomyślałam tak zrobiłam i już kilka minut później wychodziłam z domu. Miałam tylko kilka minut drogi, więc postanowiłam pójść piechotą. 15 minut później siedziałam w Starbucks'ie czekając na Caroline. Chwilę później zobaczyłam dziewczynę wchodzącą do środka. Podeszła do niej i ucałowała mnie w policzek.
- Hej kochana, długo czekasz? - zapytała rozpromieniona.
- Nie, kilka minut - zaraziła mnie swoim humorem. - Siadaj i zamawiamy coś.
- Ok, ok. Na co masz ochotę?
- Hmm... może ty nam coś wybierzesz, ufam Ci - powiedziałam śmiejąc się,
- Oo, dobra decyzja - puściła mi oczko. - Zaraz wracam.
*Pół godziny później*
Spędziliśmy czas bardzo miło. Poznałam lepiej Caroline i czułam w niej bratnią duszę. Miałyśmy dużo wspólnego. Teraz szliśmy do kina.
- Tak w ogóle, to nie wiem czy wiesz, ale Austin cię bardzo lubi - odezwała się nagle, a ja się zarumieniłam. - David mówi, że cały czas o tobie mówi. Podobasz mu się - puściła mi oczko, a ja słysząc te słowa o mało co nie zemdlałam.
- Wątpię... Austin jest gwiazdą, może mieć każdą... - powiedziałam patrząc na czubki swoich butów.
- Co z tego, że jest gwiazdą. On nie jest taki. Zachowuje się jak zwykły chłopak, zresztą chyba możesz to potwierdzić sama.
- Tak, to prawda.
- Przyznaj, że i ty go lubisz - powiedziała, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Może trochę... - przygryzłam wargę.
- Taa... trochę... Dobra, już cię nie męczę. Na jaki film masz ochotę? - zmieniła temat.
- Zobaczymy co grają - zaśmiałyśmy się. Weszłyśmy do holu i była tam spora kolejka.
- Trochę sobie poczekamy... - powiedziała. - Oj tam, damy radę - uśmiechnęła się.
Stałyśmy ze 20 minut i rozmawiałyśmy o wszystkim. Wspólnie ustaliłyśmy, że pójdziemy na jakąś komedię. Kilka minut później siedziałyśmy już na sali kinowej z popcornem i colą.
Film był świetny. Co chwila się śmiałyśmy. Zawsze lubiłam oglądać komedie. Śmiejąc się można zapomnieć o wszystkich problemach. Było po 17:00. Postanowiłyśmy wracać do domów. Car nie mieszkała daleko ode mnie. Pożegnałyśmy się dziękując za miłe popołudnie. Weszłam do domu i zobaczyłam mamę jak zwykle coś gotującą.
- Hej mamo. - Weszłam do kuchni.
- Oo, cześć Julie. Za jakieś 20 minut będzie obiad - powiedziała, a ja poszłam na górę do swojego pokoju. Siadłam na łóżku i weszłam na Facebooka, a następnie zalogowałam się na skype. Zobaczyłam, że Rose jest dostępna i po chwili zobaczyłam, że dzwoni do mnie. Odebrałam i włączyłam kamerkę. Na ekranie uśmiechały się do mnie trzy osoby. Były to: Rose, Katy i Amy. Uśmiechnęłam się szeroko i pomachałam im.
- Hej skarbie - powiedziała Rose, a potem dziewczyny.
- Witajcie kochane. Jak tam u was?
- U nas po staremu, lepiej opowiadaj co u ciebie - odezwała się Amy. - Cała promieniejesz.
- U mnie bardzo fajnie. Poznałam ostatnio chło... - nie zdążyłam dokończy, bo poczułam wibrację telefonu. - Przepraszam was, ktoś dzwoni. - Spojrzałam na wyświetlacz i się uśmiechnęłam, gdy zobaczyłam, że to Austin. Usłyszałam cichy chichot. No tak, jak to musiało wyglądać.
- No odbieraj, my nie będziemy podsłuchiwać - wyszczerzyła się Rose. Uśmiechnęłam się do nich i odebrałam.
- Słucham? - powiedziałam niepewnie.
- Czeeść Julie - przedłużył pierwszy wyraz, na co się rozluźniłam i zaśmiałam. Zapomniałam, że dziewczyny wszystko słyszą i widzą.
- Hej, co tam?
- A nic ciekawego. Dzwonię z pewną propozycją...
- Jaką?
- Może poszlibyśmy dziś do wesołego miasteczka? - poczułam niepewność i nadzieję w jego głosie.
- Jasne, czemu nie. I tak praktycznie nic nie robię. - Spojrzałam na dziewczyny. Widziałam, że próbowały podsłuchać głos po drugiej stronie telefonu, choć im nie wychodziło.
- To się cieszę, że się zgadzasz, bo już się stęskniłem - powiedział, ja zachichotałam.
- Ja też. To o której? Może przyjdę po ciebie o 19:00?
- Okey, może być.
- To jesteśmy umówieni. Do zobaczenia, Jul.
- Do zobaczenia, Austin - i rozłączyłam się. Cieszyłam się jak małe dziecko. Spojrzałam na dziewczyny.
- Przepraszam - powiedziałam. Zaśmiały się.
- Kochana, przepraszasz nas za umówienie się na randkę? Czy co? Bo nie rozumiem - rzekła Katy i nadal się śmiały.
- Po pierwsze, za to, że odebrałam, a po drugie to nie randka...
- No ciekawe - wyszczerzyła się Rose.
- Opowiadaj o tym chłopaku - i zaczęłam opowiadać. Po 10 minutach mama wołała mnie na kolację. Odkrzyknęłam jej, że zaraz przyjdę.
- Uu, moja Jul jest podrywana - powiedziała Rose z uśmiechem.
- Jaka tam podrywana? Skończcie już - pogroziłam im palcem, a następnie wybuchnęłam śmiechem. - Muszę kończyć, mama woła na kolację.
- A potem na randkę z Austinkiem, mm - widziałam jak szczerzą się do siebie. - Dobra, trzymaj się, mała, buziaki. - Pożegnałam się z nimi i zeszłam na dół. Po zjedzeniu pysznej kolacji, naszykowałam sobie ubranie i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się, a następnie zrobiłam dość mocny makijaż. Włosy rozpuściłam. Wzięłam torebkę i schowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, a także założyłam sweter. Wyjrzałam przez okna. Stał już tam Austin i jakiś czarny samochód. Zbiegłam na dół i wyszłam. Chłopak spojrzał na mnie i szczęka mu opadła.
- Prześlicznie wyglądasz. - Podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. Zilustrowałam go od dołu do góry. Miał czarne spodnie i szarą bluzę. "Wygląda bosko" stwierdziłam.
- Dziękuję, ty też niczego sobie. - Uśmiechnęłam się szeroko. Zobaczyłam przed moim podwórkiem czarny samochód. Zdziwiłam się.
- Zapraszam - otworzył mi tylne drzwi i wsiadłam, a on zaraz za mną. Patrzyłam na niego pytającym wzrokiem. - Przecież nie pójdziemy na pieszo - zaśmiał się.
- No tak, ale...
- Żadnego "ale". - Uśmiechnął się do mnie. "To będzie niezapomniany wieczór..."
Dojechaliśmy na miejsce i poszliśmy w stronę biletów.
- To co najpierw? Tunel strachu może być? - Wyszczerzył się do mnie.
- No w sumie. Ale proszę się ze mnie nie śmiać, gdy będę piszczeć - zaśmiałam się, a Austin razem ze mną.
- O to się nie martw. - Kupiliśmy dwa bilety i po chwili siedzieliśmy w wagonie. Mam nadzieję, że nie będzie, aż tak strasznie chociaż w sumie uwielbiam straszne rzeczy, filmy, itp. Ruszyliśmy. Rozglądałam się na boki. Nagle góry wyskoczył jakiś szkielet. Zaczęłam piszczeć i wtuliłam się w Austina, a on mnie objął. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Reszta jazdy minęła spokojnie. Po wyjściu nadal miałam w głowie te straszne jęki.
- Świetnie było, nie uważasz? - powiedział chłopak prowadząc mnie na kolejną atrakcję.
- No nawet, chociaż strasznie - zatrzęsłam się na samo wspomnienie tych widoków.
- Trochę... - uśmiechnął się i pognaliśmy tym razem na kolejkę górską. Było bardzo fajnie. Byliśmy jeszcze na kilku innych atrakcjach. Niestety czas szybko minął i trzeba było wracać. Austin zadzwonił po samochód i po chwili w nim siedzieliśmy. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się głośno. Atmosfera była wspaniała. W końcu podjechaliśmy pod mój dom i wysiedliśmy. Odprowadził mnie pod drzwi i tym razem on cmoknął mnie w policzek i zobaczyłam błysk w jego oku.
- Dziękuję ci bardzo za dzisiejszy dzień. Dawno się tak wspaniale nie bawiłem. - Złapał mnie za dłoń.
- Ja też, było bardzo miło.
- Mam nadzieję, że jutro też się spotkamy - powiedział z czarującym uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłam uśmiech. - To jeszcze zadzwonię, jeszcze raz dziękuję i muszę iść. - Pomachałam mu na do widzenia i weszłam do domu, a potem weszłam do kuchni i nalałam sobie pomarańczowego soku. Poszłam ze szklanką na górę i szczerzyłam się sama do siebie. Siadłam na łóżku biorąc laptopa na kolana. Poczułam wibrację w telefonie. Przyszła mi wiadomość:
Od: Austin ;3
"Hej śliczna. Niestety jutro nie możemy się spotkać ,choć bardzo bym chciał... Zadzwonił do mnie menadżer, że mam jutro jakiś wywiad i sesję. Przepraszam, spotkamy się pojutrze. Trzymaj się xx"
"Szkoda... Teraz nie mogę doczekać się soboty..." Weszłam na portale społecznościowe, chwile popisałam ze znajomymi z Anglii i wyłączyłam laptopa. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać...
wtorek, 15 kwietnia 2014
Rozdział V
Zobaczyłam schodzącego ze skutera... Austina! Co on tutaj robił? Szybko zbiegłam na dół i wyszłam przed drzwi. Chłopak szedł w moją stronę. Na nosie miał czarne Ray Bany. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam zaskoczona.
- A byś się najpierw przywitała? - zaśmiał się.
- No dobrze, hej Austin - także się zaśmiałam.
- Od razu lepiej. A więc przyjechałem odwiedzić moją nową koleżankę - wyszczerzył się do mnie.
- To miło z twojej strony, ale skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
- Wczoraj cię odprowadzałem więc zapamiętałem ten adres i tyle - wzruszył ramionami. Uderzyłam się z otwartej ręki w czoło. Wczoraj mnie odprowadzał, więc wie gdzie mieszkam... Przecież to logiczne. Oj nie popisałaś się Julie, nie popisałaś...
- No tak, przepraszam - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Nie masz za co - spojrzałam w jego oczy, a on w moje. Trwało to może ze 3 sekundy, bo potem odwróciłam głowę.
- Będziemy tu tak stać? - zaśmiałam się. - Chcesz może wejść?
- Nie, dzięki. Przyjechałem tak właściwie po ciebie.
- Co? Ale jak to po mnie? - zapytałam zdziwiona.
- Zabieram cię na przejażdżkę - uśmiechnął się tajemniczo.
- Ale gdzie?
- To tajemnica - przewróciłam oczami. Ciekawe co on wymyślił. Może być miło. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Okey, pojadę z tobą, ale czekaj muszę na chwilę iść - powiedziałam i pobiegłam do domu. Weszłam po schodach na górę i otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Wzięłam sweter, torebkę, włożyłam do niej potrzebne rzeczy i przejrzałam się w lustrze.
- Chyba dobrze wyglądam - powiedziałam do siebie i zeszłam do kuchni.
- Mamo, wychodzę! - krzyknęłam stojąc przy drzwiach.
- Ok, a o której wrócisz?
- Nie wiem, chyba wieczorem.
- No dobrze, tylko nie za późno i uważaj na siebie.
- Dziękuję! - i wyszłam do Austina. Chłopak siedział już na skuterze.
- Proszę, załóż to - podał mi kask. Włożyłam go na głowę i zaczęłam mocować się z zapięciem. Austin zobaczył, że nie umiem tego zapiąć.
- Oj kochana, daj to, pomogę ci - popatrzył na mnie uroczym wzrokiem, a ja zarumieniłam się. Jeju, co się ze mną dzieje? Zszedł z motoru i przybliżył się do mnie. Zapiął mi kask i wsiadł znów. - Gotowe.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się nieśmiało. Usiadłam za nim.
- Nie ma za co. Złap mnie w pasie - jak powiedział tak zrobiłam. Ruszyliśmy, przytuliłam się do jego pleców. Nie jechał zbyt szybko, ale bałam się, ponieważ rzadko miałam okazję jechać skuterem. Powietrze wiało mi w twarz, czułam adrenalinę. Było po prostu wspaniale. Austin to taki fajny chłopak. Zobaczyłam, że chłopak się zatrzymuje. Byliśmy przed jakimś dużym budynkiem, a mój towarzysz zaparkował na parkingu.
- To tutaj, chodź za mną - zeszliśmy ze skutera. Austin podał mi rękę, więc ją złapałam. Szliśmy tak chwilę i nagle poczułam się dziwnie. Znamy się drugi dzień, a już idziemy trzymając się za rękę? Jeszcze ktoś pomyśli, że jesteśmy parą... Nie to, że bym nie chciała być jego dziewczyną, bo on jest taki uroczy i...
- Kurde Julie! Pytam po raz drugi co się z tobą dzieje?! - skarciłam się w myślach. Puściłam dłoń chłopaka, a on na mnie spojrzał.
- Przepraszam zapomniałem się... Nie chcę, żebyś coś sobie pomyślała... - zaczął się tłumaczyć.
- Nie przepraszaj, jest okej - uśmiechnęłam się pocieszająco. Doszliśmy do jakichś drzwi i stanęliśmy przed nimi.
- To jak? Gotowa? - wyszczerzył się do mnie.
- Nie wiem nawet na co, ale powiedzmy, że tak - zaśmiałam się. Austin otworzył drzwi i mnie przepuścił przodem. No no, co za dżentelmen. - Gdzie my jesteśmy? - zapytałam rozglądając się. Znajdowaliśmy się w jakiejś dużej sali. Na ścianach były jakieś obrazki i napisy.
- Cii, wszystko w swoim czasie piękna - uśmiechnęłam się na te słowa. Na przeciwko nas znajdowały się kolejny drzwi. Austin znów je otworzył, przepuszczając mnie. W tym pomieszczeniu znajdowały się wielkie szafy, po lewej i prawej stronie. Austin podszedł do jednej i otworzył ją. We wnętrzu szafy zobaczyłam niebieskie kostiumy. Chłopak wziął jeden i popatrzył na mnie.
- Będzie dobre na ciebie? Nie za duże? Przymierz - mówił przygryzając wargę.
- Chwila, chwila. Po co mi to? - popatrzyłam na niego zdumiona.
- Niespodzianka - uśmiechnął się jakby do siebie. - No przymierz, proooszę - popatrzył na mnie takimi oczami, że musiałam to założyć. Zastanawiałam się po co to, ale no okey. Założyłam ten duży kostium i zaczęłam się śmiać.
- Austin, jak ja wyglądam?! - chichotałam.
- Pięknie, tak jak zwykle - wysłał mi buziaka. Zarumieniłam się.
- To nie prawda, nie kłam - pokazałam mu język.
- Nie kłamie. Dobra, teraz ja zakładam - zaczął przeglądać szafę w poszukiwaniu swojego rozmiaru. - Mam coś - wyszczerzył się do mnie i założył także niebieski kostium. Komicznie wyglądał, zaczęłam się śmiać.
- Aż tak źle? - zrobił smutną minkę.
- Nie, po prostu fajnie wyglądasz - nie mogłam przestać się śmiać. Podszedł do mnie i mnie podniósł.
- Ej, ej, co ty robisz?! Austin w tej chwili mnie postaw - nadal się śmiałam. Zamiast mnie postawić przełożył mnie przez ramię, tak, że zwisałam głową w dół.
- Nigdy w życiu. Musisz wiedzieć, że ze mnie nie można się śmiać - powiedział udając powagę. Ale po chwili również wybuchł śmiechem.
- No dobraa, przepraszam. Postawisz mnie na ziemi? - powiedziałam słodkim głosem.
- Hmm, niech się zastanowię... nie!
- No wiesz co? Przez ciebie się spóźnimy na tą niespodziankę.
- Kurde, no właśnie, zapomniałem - i postawił mnie.
- Uff, nareszcie bezpieczna - wyszczerzyłam się. Chłopak podszedł do drugiej szafy i ją otworzył. W środku znajdowały się różnej wielkości... pistolety? Zdziwiłam się. Austin wziął dwa i podszedł do mnie, a następnie wręczył mi jeden. Popatrzyłam na niego pytająco.
- Zobaczysz, chodźmy już - złapał mnie pod rękę i podeszliśmy do drzwi. Otworzył je i znowu mnie przepuścił. Byliśmy na zewnątrz. Przed nami znajdowało się mnóstwo drzew, różne skały, itd. Chyba wiedziałam co jest grane...
- Julie, zabrałem cię na paintball. Mam nadzieję, że lubisz takie zabawy - spojrzał mi w oczy i się uśmiechnął.
- No jasne! Uwielbiam. Cieszę się - odwzajemniłam uśmiech.
- To dobrze. Jesteśmy razem w drużynie na mojego kumpla i jego dziewczynę, których ci zaraz przedstawię - powiedział. Wow, fajnie będzie poznać jego przyjaciół. Usłyszałam śmiechy i po chwili stali przy nas przyjaciele Austina, ubrani także w kostiumy, ale czerwone.
- Siemka - powiedział wysoki szatyn o miłym uśmiechu i przybił z Austinem piątkę.
- Hejka - domyśliłam się, że to dziewczyna tego chłopaka. Była to niezbyt wysoka brunetka. Podeszła do mnie. - Mam na imię Caroline, a to David - uśmiechnęła się.
- Hej, ja jestem Julie - odwzajemniłam uśmiech i podałam rękę Caroline i Davidowi.
- Dobra, myślę, że możemy zaczynać - powiedział Austin i tak rozpoczęła się zabawa...
*3 godziny później*
Bitwa właśnie się skończyła i idziemy teraz do Starbucks'a. Było świetnie! Niestety ja i Austin przegraliśmy, ale i tak było bardzo fajnie. Caroline i David są bardzo mili. Mahone jest sławny, tysiące lasek się w nim kocha, więc dlaczego on chce właśnie ze mną spędzać czas? Nadal tego nie rozumiem, ale jestem szczęśliwa, bo spędzam z nim miłe chwile.
- Jul, myślę, że musimy się kiedy spotkać tylko we dwie. Poznamy się lepiej, porozmawiamy, poplotkujemy i takie inne babskie sprawy - zagadnęła Caroline.
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł - uśmiechnęłam się - to kiedy masz czas?
- Zawsze - zaśmiała się. - A tak serio to może jutro? Możesz?
- Jeśli moi rodzice nie wymyślą jakieś wycieczki to tak. A nawet jeśli wymyślą to ja i tak wolę iść z tobą niż biegać wszędzie i jeździć na karuzeli z moją młodszą siostrą - powiedziałam i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Oj ty buntowniczko - Austin spojrzał mi w oczy i objął mnie ramieniem. Zarumieniłam się. Mam nadzieję, że tego nie zauważył.
- Okey, to jutro o 13 w... Starbucks'ie?
- Tak, mi pasuje.
- To jesteśmy umówione - puściła mi oczko i podeszła bliżej swojego chłopaka łapiąc go za rękę. Szliśmy jeszcze kilka minut, a potem doszliśmy na miejsce. Zajęliśmy miejsce i każdy zamówił coś dla siebie. Ja wzięłam moją ulubioną mrożoną Caffè Mocha i ciasto czekoladowe. Siedliśmy z Austinem, a Caroline z Davidem czekali na swoje zamówienia.
- Widzę, że jutro spędzisz miłe popołudnie z Carol - powiedział chłopak.
- Mam nadzieję, że będzie bardzo fajnie - uśmiechnęłam się. Mahone siedział na przeciwko mnie i bawił się tak jakby nerwowo słomką.
- Czyli wieczór masz wolny?
- Tak, raczej tak, a czemu pytasz?
- No bo... chciałem zapytać czy po... - i w tym momencie usłyszeliśmy krzyk jednej dziewczyny: ''To Austin Mahone! Siedzi tam przy stoliku!". I wiedziałam co się szykuje... Nagle nie wiadomo kiedy wokół nas zebrał się tłum dziewcząt z aparatami i notesami w rękach. Widziałam po chłopaku, że był zły, bo nie dokończył swojej wypowiedzi. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem i wstał odchodząc dalej, dając autografy i robiąc sobie zdjęcia z dziewczynami. Mogłam się domyślić, że tak będzie. Zobaczyłam, że podchodzą do mnie Dave i Caroline.
- Nasza gwiazda znów w akcji - zaśmiał się David, a my razem z nim. - Nawet mając wolne, musi pracować, choć dla niego to pewnie przyjemność - uśmiechnął się jakby do siebie.
- Pewnie tak...
- Nie martw się rozda kilka autografów i przyjdzie, nie zajmie to tak dużo czasu, my już się przyzwyczailiśmy - odezwała się Caroline patrząc na mnie pocieszająco. Nie wiem czemu mnie tak pocieszali, przecież to nie moja sprawa. W końcu Austin to gwiazda.
Po jakiś 20 minutach przyszedł chłopak. Siedząc we czwórkę spędziliśmy miło czas, rozmawiając i śmiejąc się.
- Austin, a co z twoim skuterem? - zapytałam. - Przecież stał na parkingu przed tamtym budynkiem.
- Moi ludzie przyprowadzili go tu na parking, spokojnie - uśmiechnął się szeroko. Wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na godzinę: 19:05. Kurde! Mówiłam, że będę wieczorem. Pewnie niedługo mama zadzwoni.
- Bardzo przyjemnie mi tu siedzieć z wami, ale mówiłam mamie, że będę wieczorem, a już po 19... - zakomunikowałam.
- Jasne, rozumiemy, my też już się będziemy zbierać - Caroline spojrzała na Davida.
- To ja cię odwiozę - powiedział Austin i wstaliśmy wszyscy od stołu.
- Ale ja mogę sobie zamówić taksówkę... - nie chciałam go fatygować.
- Żadnych "ale" - wyszczerzył się do mnie. - Idziemy?
- Tak, tak. To cześć. Caroline, pamiętaj, że jutro się widzimy - uśmiechnęłam się.
- Oczywiście! To pa kochana, żegnaj Austin - odezwała się dziewczyna.
- Siemka - i wyszliśmy. Wsiedliśmy na skuter i pojechaliśmy...
20 minut później byliśmy pod moim domem.
- To tym razem ja dziękuję za dzisiaj - spojrzał mi w oczy.
- Ja też - a ja w jego. Były takie szmaragdowe... Staliśmy tak ze 2 minuty. - Yy... to ja już będę leciała. Mama pewnie się martwi, żegnaj - pocałowałam go szybko w policzek i pobiegłam do domu. Wyjrzałam jeszcze przez okno i zobaczyłam jak Mahone wsiada na skuter. Zapiął kask i odjechał. On jest taki... cudowny. Przyznam, że mi się podoba. Ale co z tego? On ma swoje życie, życie gwiazdy. Nie chciałby kogoś takiego jak ja.
Weszłam na górę, pogadałam z Rose i opowiedziałam jej o wszystkim. Wykąpałam się i poszłam spać...
*********************************************
Przepraszam, że tak późno :/ Ten rozdział dedykuję mojej koleżance - Agacie. Gdyby nie ona nadal, by tego rozdziału nie było. Dziękuję Agatko :* I dedykuję także mojej przyjaciółce - Oli, która mnie motywuje ♥
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam zaskoczona.
- A byś się najpierw przywitała? - zaśmiał się.
- No dobrze, hej Austin - także się zaśmiałam.
- Od razu lepiej. A więc przyjechałem odwiedzić moją nową koleżankę - wyszczerzył się do mnie.
- To miło z twojej strony, ale skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
- Wczoraj cię odprowadzałem więc zapamiętałem ten adres i tyle - wzruszył ramionami. Uderzyłam się z otwartej ręki w czoło. Wczoraj mnie odprowadzał, więc wie gdzie mieszkam... Przecież to logiczne. Oj nie popisałaś się Julie, nie popisałaś...
- No tak, przepraszam - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Nie masz za co - spojrzałam w jego oczy, a on w moje. Trwało to może ze 3 sekundy, bo potem odwróciłam głowę.
- Będziemy tu tak stać? - zaśmiałam się. - Chcesz może wejść?
- Nie, dzięki. Przyjechałem tak właściwie po ciebie.
- Co? Ale jak to po mnie? - zapytałam zdziwiona.
- Zabieram cię na przejażdżkę - uśmiechnął się tajemniczo.
- Ale gdzie?
- To tajemnica - przewróciłam oczami. Ciekawe co on wymyślił. Może być miło. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Okey, pojadę z tobą, ale czekaj muszę na chwilę iść - powiedziałam i pobiegłam do domu. Weszłam po schodach na górę i otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Wzięłam sweter, torebkę, włożyłam do niej potrzebne rzeczy i przejrzałam się w lustrze.
- Chyba dobrze wyglądam - powiedziałam do siebie i zeszłam do kuchni.
- Mamo, wychodzę! - krzyknęłam stojąc przy drzwiach.
- Ok, a o której wrócisz?
- Nie wiem, chyba wieczorem.
- No dobrze, tylko nie za późno i uważaj na siebie.
- Dziękuję! - i wyszłam do Austina. Chłopak siedział już na skuterze.
- Proszę, załóż to - podał mi kask. Włożyłam go na głowę i zaczęłam mocować się z zapięciem. Austin zobaczył, że nie umiem tego zapiąć.
- Oj kochana, daj to, pomogę ci - popatrzył na mnie uroczym wzrokiem, a ja zarumieniłam się. Jeju, co się ze mną dzieje? Zszedł z motoru i przybliżył się do mnie. Zapiął mi kask i wsiadł znów. - Gotowe.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się nieśmiało. Usiadłam za nim.
- Nie ma za co. Złap mnie w pasie - jak powiedział tak zrobiłam. Ruszyliśmy, przytuliłam się do jego pleców. Nie jechał zbyt szybko, ale bałam się, ponieważ rzadko miałam okazję jechać skuterem. Powietrze wiało mi w twarz, czułam adrenalinę. Było po prostu wspaniale. Austin to taki fajny chłopak. Zobaczyłam, że chłopak się zatrzymuje. Byliśmy przed jakimś dużym budynkiem, a mój towarzysz zaparkował na parkingu.
- To tutaj, chodź za mną - zeszliśmy ze skutera. Austin podał mi rękę, więc ją złapałam. Szliśmy tak chwilę i nagle poczułam się dziwnie. Znamy się drugi dzień, a już idziemy trzymając się za rękę? Jeszcze ktoś pomyśli, że jesteśmy parą... Nie to, że bym nie chciała być jego dziewczyną, bo on jest taki uroczy i...
- Kurde Julie! Pytam po raz drugi co się z tobą dzieje?! - skarciłam się w myślach. Puściłam dłoń chłopaka, a on na mnie spojrzał.
- Przepraszam zapomniałem się... Nie chcę, żebyś coś sobie pomyślała... - zaczął się tłumaczyć.
- Nie przepraszaj, jest okej - uśmiechnęłam się pocieszająco. Doszliśmy do jakichś drzwi i stanęliśmy przed nimi.
- To jak? Gotowa? - wyszczerzył się do mnie.
- Nie wiem nawet na co, ale powiedzmy, że tak - zaśmiałam się. Austin otworzył drzwi i mnie przepuścił przodem. No no, co za dżentelmen. - Gdzie my jesteśmy? - zapytałam rozglądając się. Znajdowaliśmy się w jakiejś dużej sali. Na ścianach były jakieś obrazki i napisy.
- Cii, wszystko w swoim czasie piękna - uśmiechnęłam się na te słowa. Na przeciwko nas znajdowały się kolejny drzwi. Austin znów je otworzył, przepuszczając mnie. W tym pomieszczeniu znajdowały się wielkie szafy, po lewej i prawej stronie. Austin podszedł do jednej i otworzył ją. We wnętrzu szafy zobaczyłam niebieskie kostiumy. Chłopak wziął jeden i popatrzył na mnie.
- Będzie dobre na ciebie? Nie za duże? Przymierz - mówił przygryzając wargę.
- Chwila, chwila. Po co mi to? - popatrzyłam na niego zdumiona.
- Niespodzianka - uśmiechnął się jakby do siebie. - No przymierz, proooszę - popatrzył na mnie takimi oczami, że musiałam to założyć. Zastanawiałam się po co to, ale no okey. Założyłam ten duży kostium i zaczęłam się śmiać.
- Austin, jak ja wyglądam?! - chichotałam.
- Pięknie, tak jak zwykle - wysłał mi buziaka. Zarumieniłam się.
- To nie prawda, nie kłam - pokazałam mu język.
- Nie kłamie. Dobra, teraz ja zakładam - zaczął przeglądać szafę w poszukiwaniu swojego rozmiaru. - Mam coś - wyszczerzył się do mnie i założył także niebieski kostium. Komicznie wyglądał, zaczęłam się śmiać.
- Aż tak źle? - zrobił smutną minkę.
- Nie, po prostu fajnie wyglądasz - nie mogłam przestać się śmiać. Podszedł do mnie i mnie podniósł.
- Ej, ej, co ty robisz?! Austin w tej chwili mnie postaw - nadal się śmiałam. Zamiast mnie postawić przełożył mnie przez ramię, tak, że zwisałam głową w dół.
- Nigdy w życiu. Musisz wiedzieć, że ze mnie nie można się śmiać - powiedział udając powagę. Ale po chwili również wybuchł śmiechem.
- No dobraa, przepraszam. Postawisz mnie na ziemi? - powiedziałam słodkim głosem.
- Hmm, niech się zastanowię... nie!
- No wiesz co? Przez ciebie się spóźnimy na tą niespodziankę.
- Kurde, no właśnie, zapomniałem - i postawił mnie.
- Uff, nareszcie bezpieczna - wyszczerzyłam się. Chłopak podszedł do drugiej szafy i ją otworzył. W środku znajdowały się różnej wielkości... pistolety? Zdziwiłam się. Austin wziął dwa i podszedł do mnie, a następnie wręczył mi jeden. Popatrzyłam na niego pytająco.
- Zobaczysz, chodźmy już - złapał mnie pod rękę i podeszliśmy do drzwi. Otworzył je i znowu mnie przepuścił. Byliśmy na zewnątrz. Przed nami znajdowało się mnóstwo drzew, różne skały, itd. Chyba wiedziałam co jest grane...
- Julie, zabrałem cię na paintball. Mam nadzieję, że lubisz takie zabawy - spojrzał mi w oczy i się uśmiechnął.
- No jasne! Uwielbiam. Cieszę się - odwzajemniłam uśmiech.
- To dobrze. Jesteśmy razem w drużynie na mojego kumpla i jego dziewczynę, których ci zaraz przedstawię - powiedział. Wow, fajnie będzie poznać jego przyjaciół. Usłyszałam śmiechy i po chwili stali przy nas przyjaciele Austina, ubrani także w kostiumy, ale czerwone.
- Siemka - powiedział wysoki szatyn o miłym uśmiechu i przybił z Austinem piątkę.
- Hejka - domyśliłam się, że to dziewczyna tego chłopaka. Była to niezbyt wysoka brunetka. Podeszła do mnie. - Mam na imię Caroline, a to David - uśmiechnęła się.
- Hej, ja jestem Julie - odwzajemniłam uśmiech i podałam rękę Caroline i Davidowi.
- Dobra, myślę, że możemy zaczynać - powiedział Austin i tak rozpoczęła się zabawa...
*3 godziny później*
Bitwa właśnie się skończyła i idziemy teraz do Starbucks'a. Było świetnie! Niestety ja i Austin przegraliśmy, ale i tak było bardzo fajnie. Caroline i David są bardzo mili. Mahone jest sławny, tysiące lasek się w nim kocha, więc dlaczego on chce właśnie ze mną spędzać czas? Nadal tego nie rozumiem, ale jestem szczęśliwa, bo spędzam z nim miłe chwile.
- Jul, myślę, że musimy się kiedy spotkać tylko we dwie. Poznamy się lepiej, porozmawiamy, poplotkujemy i takie inne babskie sprawy - zagadnęła Caroline.
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł - uśmiechnęłam się - to kiedy masz czas?
- Zawsze - zaśmiała się. - A tak serio to może jutro? Możesz?
- Jeśli moi rodzice nie wymyślą jakieś wycieczki to tak. A nawet jeśli wymyślą to ja i tak wolę iść z tobą niż biegać wszędzie i jeździć na karuzeli z moją młodszą siostrą - powiedziałam i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Oj ty buntowniczko - Austin spojrzał mi w oczy i objął mnie ramieniem. Zarumieniłam się. Mam nadzieję, że tego nie zauważył.
- Okey, to jutro o 13 w... Starbucks'ie?
- Tak, mi pasuje.
- To jesteśmy umówione - puściła mi oczko i podeszła bliżej swojego chłopaka łapiąc go za rękę. Szliśmy jeszcze kilka minut, a potem doszliśmy na miejsce. Zajęliśmy miejsce i każdy zamówił coś dla siebie. Ja wzięłam moją ulubioną mrożoną Caffè Mocha i ciasto czekoladowe. Siedliśmy z Austinem, a Caroline z Davidem czekali na swoje zamówienia.
- Widzę, że jutro spędzisz miłe popołudnie z Carol - powiedział chłopak.
- Mam nadzieję, że będzie bardzo fajnie - uśmiechnęłam się. Mahone siedział na przeciwko mnie i bawił się tak jakby nerwowo słomką.
- Czyli wieczór masz wolny?
- Tak, raczej tak, a czemu pytasz?
- No bo... chciałem zapytać czy po... - i w tym momencie usłyszeliśmy krzyk jednej dziewczyny: ''To Austin Mahone! Siedzi tam przy stoliku!". I wiedziałam co się szykuje... Nagle nie wiadomo kiedy wokół nas zebrał się tłum dziewcząt z aparatami i notesami w rękach. Widziałam po chłopaku, że był zły, bo nie dokończył swojej wypowiedzi. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem i wstał odchodząc dalej, dając autografy i robiąc sobie zdjęcia z dziewczynami. Mogłam się domyślić, że tak będzie. Zobaczyłam, że podchodzą do mnie Dave i Caroline.
- Nasza gwiazda znów w akcji - zaśmiał się David, a my razem z nim. - Nawet mając wolne, musi pracować, choć dla niego to pewnie przyjemność - uśmiechnął się jakby do siebie.
- Pewnie tak...
- Nie martw się rozda kilka autografów i przyjdzie, nie zajmie to tak dużo czasu, my już się przyzwyczailiśmy - odezwała się Caroline patrząc na mnie pocieszająco. Nie wiem czemu mnie tak pocieszali, przecież to nie moja sprawa. W końcu Austin to gwiazda.
Po jakiś 20 minutach przyszedł chłopak. Siedząc we czwórkę spędziliśmy miło czas, rozmawiając i śmiejąc się.
- Austin, a co z twoim skuterem? - zapytałam. - Przecież stał na parkingu przed tamtym budynkiem.
- Moi ludzie przyprowadzili go tu na parking, spokojnie - uśmiechnął się szeroko. Wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na godzinę: 19:05. Kurde! Mówiłam, że będę wieczorem. Pewnie niedługo mama zadzwoni.
- Bardzo przyjemnie mi tu siedzieć z wami, ale mówiłam mamie, że będę wieczorem, a już po 19... - zakomunikowałam.
- Jasne, rozumiemy, my też już się będziemy zbierać - Caroline spojrzała na Davida.
- To ja cię odwiozę - powiedział Austin i wstaliśmy wszyscy od stołu.
- Ale ja mogę sobie zamówić taksówkę... - nie chciałam go fatygować.
- Żadnych "ale" - wyszczerzył się do mnie. - Idziemy?
- Tak, tak. To cześć. Caroline, pamiętaj, że jutro się widzimy - uśmiechnęłam się.
- Oczywiście! To pa kochana, żegnaj Austin - odezwała się dziewczyna.
- Siemka - i wyszliśmy. Wsiedliśmy na skuter i pojechaliśmy...
20 minut później byliśmy pod moim domem.
- To tym razem ja dziękuję za dzisiaj - spojrzał mi w oczy.
- Ja też - a ja w jego. Były takie szmaragdowe... Staliśmy tak ze 2 minuty. - Yy... to ja już będę leciała. Mama pewnie się martwi, żegnaj - pocałowałam go szybko w policzek i pobiegłam do domu. Wyjrzałam jeszcze przez okno i zobaczyłam jak Mahone wsiada na skuter. Zapiął kask i odjechał. On jest taki... cudowny. Przyznam, że mi się podoba. Ale co z tego? On ma swoje życie, życie gwiazdy. Nie chciałby kogoś takiego jak ja.
Weszłam na górę, pogadałam z Rose i opowiedziałam jej o wszystkim. Wykąpałam się i poszłam spać...
*********************************************
Przepraszam, że tak późno :/ Ten rozdział dedykuję mojej koleżance - Agacie. Gdyby nie ona nadal, by tego rozdziału nie było. Dziękuję Agatko :* I dedykuję także mojej przyjaciółce - Oli, która mnie motywuje ♥
czwartek, 20 lutego 2014
Rozdział IV
Było bardzo gorąco. Po odprawie tata zamówił taksówkę i pojechaliśmy do naszego nowego domu. Chociaż tego nie dało się nazwać domem... To była najprawdziwsza willa! Stałam tak z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami.
- Podoba się? - mama zaśmiała się na mój widok.
- Mamo... to jest wspaniałe! - wykrztusiłam.
- Nie chcesz zobaczyć jak wygląda w środku? - zapytał tata otwierającym drzwi. Rzuciłam walizki przed dom i wbiegłam szczęśliwa do naszego nowego domu. Najpierw był nie duży przedpokój, a potem przepiękny salon. Byłam w szoku. Dalej znajdowała się sypialnia rodziców. Po wyjściu znajdowały się schodki. Pierwsze co zobaczyłam, po wejściu na górę, to białe drzwi z zawieszką ''Pokój Księżniczki Lily''. Weszłam do środka. Był nie duży, ale śliczny. Wyszłam z niego i poszłam korytarzem dalej. Znajdywały tam się kolejne drzwi. Weszłam i była to łazienka. Hmm... czyli jest ona moja, bo rodzice śpią na dole i tam też mają łazienkę i pewnie tam będą kąpać Lily. Zamknęłam drzwi i zobaczyłam kolejne drzwi, był to jakiś nieduży pokój. Na samym końcu korytarza znajdował się ostatni pokój. Przeczuwałam, że to mój. Weszłam i zamarłam. Był piękny! (Pokój). Nie wiem jak rodzice to zrobili, ale on był taki o jakim zawsze marzyłam: stylowy i elegancki. Były tam drzwi prowadzące do dużej garderoby i drzwi na balkon. Wyszłam i oparłam się o barierkę. Był stąd piękny widok na nasz basen, a dalej na miasto. Była godzina 6:00. No tak lecieliśmy bardzo długo, a ja większość czasu przespałam. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Na sofie siedzieli rodzice, a obok nich Lily oglądała każdy zakamarek salonu.
- Tu jest pięknie! Kocham was, cieszę się, że się przeprowadziliśmy. Nie wiedziałam, że tu będzie tak cudownie, ile to musiało kosztować... Ale bogatemu wolno - zaśmiałam się.
- Kochanie, ty się nie martw kosztem. Wiesz, że nas stać, a poza tym połowę kosztów domu pokryła firma twojego taty - mama puściła mi oczko. Mój tata zawsze dużo zarabiał, a mama nie pracowała. Teraz tata ma jeszcze lepszą pracę, ponieważ awansował i dzięki temu się przeprowadziliśmy... Mam fajne życie, choć do szczęścia brakuje mi tylko chłopaka. Ale nie powinnam się tym przejmować, kiedyś znajdę tego jedynego.
Wzięłam moje walizki z przed pokoju i zaniosłam do swojego pokoju. Rozpakowałam torby, rozkładając ubrania na właściwych półkach w garderobie. Potem naszykowałam to i wzięłam prysznic. Ubrałam się, wysuszyłam włosy, powtórnie szczepiłam je w wysokiego kucyka i poprawiłam makijaż. Na dole zjadłam jabłko. Ostatnio w ogóle mało jem. Postanowiłam się przejść i pozwiedzać. Wzięłam torebkę i wyszłam.
Szłam powoli oglądając się na każdą stronę. Było to pięknie. Mieszkałam w dzielnicy gdzie było pełno zielonych drzew i kwiatów. Udałam się do parku. Obejrzałam się w prawą stronę i nagle poczułam, że z kimś się zderzyłam. Upadłam na ziemię i przetarłam ręką czoło. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam chłopaka w kapturze i ciemnych okularach, podającego mi rękę. Po chwili namysłu złapałam ją i wstałam.
- Bardzo Cię przepraszam. nie chciałam na ciebie wpaść - powiedziałam nieśmiale.
- Nic się nie stało, naprawdę - zaśmiał się .- Co taka piękna dziewczyna jak ty robi tu sama? - zarumieniłam się słysząc te słowa.
- Dopiero się przeprowadziłam i zwiedzam - uśmiechnęłam się lekko.
- To może ja cię oprowadzę po mieście?
- Nie chcę ci zabierać czasu... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- I tak nie mam nic innego do roboty, bardzo chętnie to zrobię - wyszczerzył się pokazując lśniące, białe zęby.
- No to okey.
- No tak gdzie ja mam głowę. Austin jestem - zdjął okulary i podał mi rękę. Spojrzałam w jego oczy. Wydawało mi się, że gdzieś już go widziałam... Nie wiem może mi się wydaje. - Hej żyjesz? - zaśmiał się.
- Tak, tak, przepraszam. Ja Julie.
- Ładne imię - znów się zarumieniłam. Co do cholery dziś się ze mną dzieje?!
- To jak idziemy? - uśmiechnęłam się lekko.
- Jasne - odpowiedział i znów założył okulary. Zastanawiałam się czemu chodzi z kapturem na głowie, ale może taki jego styl. Chodziliśmy wszędzie, a Austin pokazywał mi każde ciekawe miejsce i budynek. Było bardzo miło. Dowiedzieliśmy się trochę o sobie. Chłopak powiedział, żebym mu zaufała i poszła za nim w pewne miejsce. Zgodziłam się. Był tam mały las. Przedzieraliśmy się przez niego. Szliśmy tam z 30 minut. Nagle moim oczom ukazało się przepiękne miejsce. Było tu cudownie. Płynęła tamtędy rzeka z czystą, białą wodą. Wszędzie było pełno kwiatów i drzew.
- I jak ci się podoba? - zaśmiał się chłopak widząc moją reakcję.
- Austin... tu jest wspaniale! Dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś! - powiedziałam z radością i entuzjazmem. Austin ponownie się zaśmiał. Podszedł do jednego drzewa, którego gruby konar zwisał nad wodą. Usiadł na nim. Ja zrobiłam to samo. Zdjęliśmy buty i nogami dotykaliśmy taflę wody. Chłopak nareszcie zdjął kaptur i okulary. Przyjrzałam mu się i zamarłam. Przecież to... to chłopak z mojego snu! Te same oczy, usta, włosy. To było niesamowite... Jak to możliwe, że zanim go poznałam, śnił mi się.
- Co mi się tak przyglądasz? Ubrudziłem się? - zapytał i zaczął ręką pocierać swoją brodę, tak jakby chciał zetrzeć brud.
- Nie, tylko coś mi się przypomniało - uśmiechnęłam się do siebie.
- Okey. Wiesz co, przypomniało mi się moje dzieciństwo. Zawsze siadałem dokładnie na tym konarze i to tutaj rozmyślałem każdą sprawę. I nadal to zostało. Gdy nie wiem co robić przychodzę tu, siadam i myślę. Tu jest tak spokojnie...
- Zgadzam się z tobą. I tak bezpiecznie. Gdy byłam mała, też miałam takie swoje miejsce, choć był to domek na drzewie - przypomniały mi się te czasy. Zawsze zapraszałam tam koleżanki i bawiłyśmy się w przeróżne zabawy. Czasami chciałabym powrócić do tamtych czasów. Było tak beztrosko, a największym problemem było ubrudzenie nowej sukienki...
- Domek na drzewie? Ja niestety nie miałem takich luksusów - spojrzał na mnie i oboje się zaśmialiśmy. Wyjęłam mój telefon z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz.
- Kurcze już 15.00! Obiecałam mamie, że będę na obiad, muszę wracać - powiedziałam uśmiechając się smutno.
- Szkoda... Chodź odprowadzę cię - zaproponował chłopak na co ja kiwnęłam twierdząco głową. Wyszliśmy z tego ''raju'' i szliśmy spokojnie ulicą. Zastanawiałam się dlaczego Austin chciał spędzić ze mną to pół dnia. Przecież ja nawet ładna nie jestem... Nie wiem, ale byłam bardzo szczęśliwa. Po jakimś czasie doszliśmy do mojego domu. Zatrzymaliśmy się przed moją furtką.
- No to... ja będę już leciał - uśmiechnął się.
- Dziękuję za dzisiaj, była bardzo miło - odwzajemniłam uśmiech.
- Też tak uważam, może jeszcze kiedyś się spotkamy... - powiedział zakłopotany.
- Może... - uśmiechnęłam się tajemniczo, otworzyłam furtkę i skierowałam się w stronę drzwi. Zatrzymałam się przed nimi i odwróciłam głowę. W tym samym momencie on na mnie spojrzał. Odwróciłam głowę, przygryzłam wargę i weszłam do domu. Od razu pobiegłam do mojego pokoju.
*Wieczorem*
Trochę się tu sama nudzę... Mam nadzieję, że te 2 tygodnie zlecą mi jak najszybciej. Nie mogę się doczekać przyjazdu Rose.
Wzięłam laptop na kolana i położyłam się na łóżku. Weszłam na Facebooka i przeglądałam wszystkie nowości z trzech ostatnich dni. Nagle dostałam wiadomość...
Od Rose, brzmiała ona tak: ''Hey kochana! Jak tam w Teksasie? :)''.
Odpisałam: ''Hej, hej :* Bardzo fajnie, ale ogólnie to się nudzę...''.
Napisała mi: ''Nie martw się, już niedługo i ja przyjadę. Będzie świetnie!''.
Odpisałam: ''Już się nie mogę doczekać :)''.
Napisała: ''Dobra muszę kończyć, bo wybieram się z dziewczynami na miasto :)''.
Odpisałam : ''Okey, pozdrów je. Pa xx''.
Napisała: ''Na razie :*''.
I się wylogowałam. Muszę jutro pogadać z nią na Skypie i opowiem jej wszystko. Nie wiem czemu, ale cały czas czuję się szczęśliwa. Austin to taki uroczy chłopak... Muszę się z nim jeszcze raz spotkać, może zostaniemy przyjaciółmi. Jest bardzo miły, kochany, a do tego taki przystojny... Dobra, koniec już myślenia o nim. Zobaczymy jak się jutrzejszy dzień potoczy.
Założyłam na siebie grubszą bluzę i wyszłam na balkon. Oparłam się rękami o barierkę i wdychałam świeże powietrze. To miasto jest piękne. Teraz w nocy wygląda jeszcze lepiej niż w dzień. Cieszę się, że tu mieszkam. Weszłam do pokoju i postanowiłam sprawdzić jeszcze Twittera, bo dawno tam nie byłam. Na Twitterze był jakiś link do strony plotkarskiej. Włączyłam go i zamarłam. To niemożliwe! Zakryłam usta dłonią. Widniał tak nagłówek: ''Nowa piosenka znanego piosenkarza, Austina Mahone!''. Było tam zdjęcie tego chłopaka, z którym spędziłam dziś dzień. Nie wierzyłam w to co czytam. Pisało tam, że jego kariera rozwija się coraz szybciej, jest już znany na całym świecie, ma tysiące fanek... Przecież on zachowywał się normalnie, jak zwykły chłopak. Jestem w szoku. Dlatego nosił ten kaptur i okulary przeciwsłoneczne, żeby fanki go nie poznały... Wyłączyłam tą stronę i wpisałam w wyszukiwarce ''Austin Mahone''. Była tam bardzo dużo jego zdjęć. Poczytałam trochę informacji o nim i nie wiem czemu, ale gdy przeczytałam, że nie ma dziewczyny jakoś lepiej zrobiło mi się na sercu. Co się ze mną dzieje? Hm... może i Austin jest gwiazdą, ale zachowuje się jak zwykły chłopak, a to jest najważniejsze. Tylko dlaczego chciał spędzić swój wolny czas ze mną? Ze zwykłą dziewczyną z Manchesteru...
- Dość tych rozmyśleń - powiedziałam do siebie i zamknęłam laptop. Poszłam wziąć prysznic, a potem wsmarowałam w swoje ciało balsam kokosowy. Ubrałam się w piżamę, rozczesałam włosy i postanowiłam pójść spać. Za dużo emocji jak na jeden dzień...
*Następnego dnia*
Obudziłam się dość wcześnie, bo przed 9. Ubrałam się i rozczesałam włosy. Zrobiłam lekki makijaż i nagle usłyszałam dźwięk silnika. Wyszłam na korytarz i spojrzałam przez okno. Zobaczyłam schodzącego ze skutera...
****************************************************
Dziś taki dłuższy rozdział! Mam nadzieję, że może być :)
KOMENTUJCIE :*
~Lula
- Podoba się? - mama zaśmiała się na mój widok.
- Mamo... to jest wspaniałe! - wykrztusiłam.
- Nie chcesz zobaczyć jak wygląda w środku? - zapytał tata otwierającym drzwi. Rzuciłam walizki przed dom i wbiegłam szczęśliwa do naszego nowego domu. Najpierw był nie duży przedpokój, a potem przepiękny salon. Byłam w szoku. Dalej znajdowała się sypialnia rodziców. Po wyjściu znajdowały się schodki. Pierwsze co zobaczyłam, po wejściu na górę, to białe drzwi z zawieszką ''Pokój Księżniczki Lily''. Weszłam do środka. Był nie duży, ale śliczny. Wyszłam z niego i poszłam korytarzem dalej. Znajdywały tam się kolejne drzwi. Weszłam i była to łazienka. Hmm... czyli jest ona moja, bo rodzice śpią na dole i tam też mają łazienkę i pewnie tam będą kąpać Lily. Zamknęłam drzwi i zobaczyłam kolejne drzwi, był to jakiś nieduży pokój. Na samym końcu korytarza znajdował się ostatni pokój. Przeczuwałam, że to mój. Weszłam i zamarłam. Był piękny! (Pokój). Nie wiem jak rodzice to zrobili, ale on był taki o jakim zawsze marzyłam: stylowy i elegancki. Były tam drzwi prowadzące do dużej garderoby i drzwi na balkon. Wyszłam i oparłam się o barierkę. Był stąd piękny widok na nasz basen, a dalej na miasto. Była godzina 6:00. No tak lecieliśmy bardzo długo, a ja większość czasu przespałam. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Na sofie siedzieli rodzice, a obok nich Lily oglądała każdy zakamarek salonu.
- Tu jest pięknie! Kocham was, cieszę się, że się przeprowadziliśmy. Nie wiedziałam, że tu będzie tak cudownie, ile to musiało kosztować... Ale bogatemu wolno - zaśmiałam się.
- Kochanie, ty się nie martw kosztem. Wiesz, że nas stać, a poza tym połowę kosztów domu pokryła firma twojego taty - mama puściła mi oczko. Mój tata zawsze dużo zarabiał, a mama nie pracowała. Teraz tata ma jeszcze lepszą pracę, ponieważ awansował i dzięki temu się przeprowadziliśmy... Mam fajne życie, choć do szczęścia brakuje mi tylko chłopaka. Ale nie powinnam się tym przejmować, kiedyś znajdę tego jedynego.
Wzięłam moje walizki z przed pokoju i zaniosłam do swojego pokoju. Rozpakowałam torby, rozkładając ubrania na właściwych półkach w garderobie. Potem naszykowałam to i wzięłam prysznic. Ubrałam się, wysuszyłam włosy, powtórnie szczepiłam je w wysokiego kucyka i poprawiłam makijaż. Na dole zjadłam jabłko. Ostatnio w ogóle mało jem. Postanowiłam się przejść i pozwiedzać. Wzięłam torebkę i wyszłam.
Szłam powoli oglądając się na każdą stronę. Było to pięknie. Mieszkałam w dzielnicy gdzie było pełno zielonych drzew i kwiatów. Udałam się do parku. Obejrzałam się w prawą stronę i nagle poczułam, że z kimś się zderzyłam. Upadłam na ziemię i przetarłam ręką czoło. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam chłopaka w kapturze i ciemnych okularach, podającego mi rękę. Po chwili namysłu złapałam ją i wstałam.
- Bardzo Cię przepraszam. nie chciałam na ciebie wpaść - powiedziałam nieśmiale.
- Nic się nie stało, naprawdę - zaśmiał się .- Co taka piękna dziewczyna jak ty robi tu sama? - zarumieniłam się słysząc te słowa.
- Dopiero się przeprowadziłam i zwiedzam - uśmiechnęłam się lekko.
- To może ja cię oprowadzę po mieście?
- Nie chcę ci zabierać czasu... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- I tak nie mam nic innego do roboty, bardzo chętnie to zrobię - wyszczerzył się pokazując lśniące, białe zęby.
- No to okey.
- No tak gdzie ja mam głowę. Austin jestem - zdjął okulary i podał mi rękę. Spojrzałam w jego oczy. Wydawało mi się, że gdzieś już go widziałam... Nie wiem może mi się wydaje. - Hej żyjesz? - zaśmiał się.
- Tak, tak, przepraszam. Ja Julie.
- Ładne imię - znów się zarumieniłam. Co do cholery dziś się ze mną dzieje?!
- To jak idziemy? - uśmiechnęłam się lekko.
- Jasne - odpowiedział i znów założył okulary. Zastanawiałam się czemu chodzi z kapturem na głowie, ale może taki jego styl. Chodziliśmy wszędzie, a Austin pokazywał mi każde ciekawe miejsce i budynek. Było bardzo miło. Dowiedzieliśmy się trochę o sobie. Chłopak powiedział, żebym mu zaufała i poszła za nim w pewne miejsce. Zgodziłam się. Był tam mały las. Przedzieraliśmy się przez niego. Szliśmy tam z 30 minut. Nagle moim oczom ukazało się przepiękne miejsce. Było tu cudownie. Płynęła tamtędy rzeka z czystą, białą wodą. Wszędzie było pełno kwiatów i drzew.
- I jak ci się podoba? - zaśmiał się chłopak widząc moją reakcję.
- Austin... tu jest wspaniale! Dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś! - powiedziałam z radością i entuzjazmem. Austin ponownie się zaśmiał. Podszedł do jednego drzewa, którego gruby konar zwisał nad wodą. Usiadł na nim. Ja zrobiłam to samo. Zdjęliśmy buty i nogami dotykaliśmy taflę wody. Chłopak nareszcie zdjął kaptur i okulary. Przyjrzałam mu się i zamarłam. Przecież to... to chłopak z mojego snu! Te same oczy, usta, włosy. To było niesamowite... Jak to możliwe, że zanim go poznałam, śnił mi się.
- Co mi się tak przyglądasz? Ubrudziłem się? - zapytał i zaczął ręką pocierać swoją brodę, tak jakby chciał zetrzeć brud.
- Nie, tylko coś mi się przypomniało - uśmiechnęłam się do siebie.
- Okey. Wiesz co, przypomniało mi się moje dzieciństwo. Zawsze siadałem dokładnie na tym konarze i to tutaj rozmyślałem każdą sprawę. I nadal to zostało. Gdy nie wiem co robić przychodzę tu, siadam i myślę. Tu jest tak spokojnie...
- Zgadzam się z tobą. I tak bezpiecznie. Gdy byłam mała, też miałam takie swoje miejsce, choć był to domek na drzewie - przypomniały mi się te czasy. Zawsze zapraszałam tam koleżanki i bawiłyśmy się w przeróżne zabawy. Czasami chciałabym powrócić do tamtych czasów. Było tak beztrosko, a największym problemem było ubrudzenie nowej sukienki...
- Domek na drzewie? Ja niestety nie miałem takich luksusów - spojrzał na mnie i oboje się zaśmialiśmy. Wyjęłam mój telefon z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz.
- Kurcze już 15.00! Obiecałam mamie, że będę na obiad, muszę wracać - powiedziałam uśmiechając się smutno.
- Szkoda... Chodź odprowadzę cię - zaproponował chłopak na co ja kiwnęłam twierdząco głową. Wyszliśmy z tego ''raju'' i szliśmy spokojnie ulicą. Zastanawiałam się dlaczego Austin chciał spędzić ze mną to pół dnia. Przecież ja nawet ładna nie jestem... Nie wiem, ale byłam bardzo szczęśliwa. Po jakimś czasie doszliśmy do mojego domu. Zatrzymaliśmy się przed moją furtką.
- No to... ja będę już leciał - uśmiechnął się.
- Dziękuję za dzisiaj, była bardzo miło - odwzajemniłam uśmiech.
- Też tak uważam, może jeszcze kiedyś się spotkamy... - powiedział zakłopotany.
- Może... - uśmiechnęłam się tajemniczo, otworzyłam furtkę i skierowałam się w stronę drzwi. Zatrzymałam się przed nimi i odwróciłam głowę. W tym samym momencie on na mnie spojrzał. Odwróciłam głowę, przygryzłam wargę i weszłam do domu. Od razu pobiegłam do mojego pokoju.
*Wieczorem*
Trochę się tu sama nudzę... Mam nadzieję, że te 2 tygodnie zlecą mi jak najszybciej. Nie mogę się doczekać przyjazdu Rose.
Wzięłam laptop na kolana i położyłam się na łóżku. Weszłam na Facebooka i przeglądałam wszystkie nowości z trzech ostatnich dni. Nagle dostałam wiadomość...
Od Rose, brzmiała ona tak: ''Hey kochana! Jak tam w Teksasie? :)''.
Odpisałam: ''Hej, hej :* Bardzo fajnie, ale ogólnie to się nudzę...''.
Napisała mi: ''Nie martw się, już niedługo i ja przyjadę. Będzie świetnie!''.
Odpisałam: ''Już się nie mogę doczekać :)''.
Napisała: ''Dobra muszę kończyć, bo wybieram się z dziewczynami na miasto :)''.
Odpisałam : ''Okey, pozdrów je. Pa xx''.
Napisała: ''Na razie :*''.
I się wylogowałam. Muszę jutro pogadać z nią na Skypie i opowiem jej wszystko. Nie wiem czemu, ale cały czas czuję się szczęśliwa. Austin to taki uroczy chłopak... Muszę się z nim jeszcze raz spotkać, może zostaniemy przyjaciółmi. Jest bardzo miły, kochany, a do tego taki przystojny... Dobra, koniec już myślenia o nim. Zobaczymy jak się jutrzejszy dzień potoczy.
Założyłam na siebie grubszą bluzę i wyszłam na balkon. Oparłam się rękami o barierkę i wdychałam świeże powietrze. To miasto jest piękne. Teraz w nocy wygląda jeszcze lepiej niż w dzień. Cieszę się, że tu mieszkam. Weszłam do pokoju i postanowiłam sprawdzić jeszcze Twittera, bo dawno tam nie byłam. Na Twitterze był jakiś link do strony plotkarskiej. Włączyłam go i zamarłam. To niemożliwe! Zakryłam usta dłonią. Widniał tak nagłówek: ''Nowa piosenka znanego piosenkarza, Austina Mahone!''. Było tam zdjęcie tego chłopaka, z którym spędziłam dziś dzień. Nie wierzyłam w to co czytam. Pisało tam, że jego kariera rozwija się coraz szybciej, jest już znany na całym świecie, ma tysiące fanek... Przecież on zachowywał się normalnie, jak zwykły chłopak. Jestem w szoku. Dlatego nosił ten kaptur i okulary przeciwsłoneczne, żeby fanki go nie poznały... Wyłączyłam tą stronę i wpisałam w wyszukiwarce ''Austin Mahone''. Była tam bardzo dużo jego zdjęć. Poczytałam trochę informacji o nim i nie wiem czemu, ale gdy przeczytałam, że nie ma dziewczyny jakoś lepiej zrobiło mi się na sercu. Co się ze mną dzieje? Hm... może i Austin jest gwiazdą, ale zachowuje się jak zwykły chłopak, a to jest najważniejsze. Tylko dlaczego chciał spędzić swój wolny czas ze mną? Ze zwykłą dziewczyną z Manchesteru...
- Dość tych rozmyśleń - powiedziałam do siebie i zamknęłam laptop. Poszłam wziąć prysznic, a potem wsmarowałam w swoje ciało balsam kokosowy. Ubrałam się w piżamę, rozczesałam włosy i postanowiłam pójść spać. Za dużo emocji jak na jeden dzień...
*Następnego dnia*
Obudziłam się dość wcześnie, bo przed 9. Ubrałam się i rozczesałam włosy. Zrobiłam lekki makijaż i nagle usłyszałam dźwięk silnika. Wyszłam na korytarz i spojrzałam przez okno. Zobaczyłam schodzącego ze skutera...
****************************************************
Dziś taki dłuższy rozdział! Mam nadzieję, że może być :)
KOMENTUJCIE :*
~Lula
wtorek, 18 lutego 2014
Rozdział III
Stoję na wielkiej łące. Rozglądam się dokoła. Wszędzie pełno kwiatów, tak kolorowo. Czuję czyjeś ręce na swojej tali. Odchylam głowę do tyłu i czuję jak ktoś muska moją szyję. Odwracam głowę i zauważam chłopaka. Wygląda na około 18 lat. Dziwię się, bo zamiast go odepchnąć, nie ruszam się z miejsca i czuję się taka bezpieczna. Odwracam się cała do niego i mocno go przytulam.
- Kocham Cię, pamiętaj o tym. Nigdy Cię nie opuszczę, zawsze będę przy tobie - wyszeptał mi do ucha.- Chodź, mama zrobiła śniadanie... - zaraz... co?! O czym on mówi?
- No Julie! Bo wystygnie, mama powiedziała, ze jus późna godzina! - otworzyłam oczy i zobaczyłam Lily krzyczącą mi do ucha. A więc to ona o tym śniadaniu... Zaśmiałam się. Siostra spojrzała na mnie jak na chorą i wyszła z pokoju. Ale miałam piękny sen. Ten chłopak... On był jak marzenie. Taki przystojny, uroczy, kochany. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pojawi on się w moim śnie...
Wzięłam mojego iPhone'a ze stolika nocnego i spojrzałam na wyświetlacz. Że co?! Już 12, a za godzinę mam być w Gorton, Greater, bo najpierw miałyśmy z dziewczynami wybrać się na Karting, czyli jazda wyścigówkami. Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona. Podeszłam do krzesła i wzięłam ubranie (bez kapelusza),
które sobie wczoraj przygotowałam. Wzięłam prysznic i wykonałam poranną toaletę. Włosy szczepiłam w warkocza i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół, gdzie czekały na mnie pyszne naleśniki z syropem klonowym, bitą śmietaną i truskawkami. Zjadłam dwa. Pobiegłam na górę. Wzięłam moją torebkę, spakowałam do niej: pomadkę, portfel, klucze od domu, telefon i okulary przeciwsłoneczne, ponieważ dziś wyjątkowo w Manchesterze było gorąco i świeciło słońce. Postanowiłam jechać autobusem, więc poszłam na przystanek. Po chwili przyjechał autobus. Jechałam z 15 minut, dziewczyny już na mnie czekały...
*Wieczorem*
Wróciłam do domu około 19, ponieważ jutro musiałam wstać o 5. Dzisiejszy dzień był świetny! Po Kartingu poszłyśmy na lody, potem do teatru, a na koniec do Starbucks'a. Ciężko mi się było pożegnać z Katy i Amy, nie obyło się bez łez. Z Rose nie musiałam się jeszcze żegnać, bo ona postanowiła jechać ze mną rano na lotnisko i tam się pożegnać. Czy mówiłam jako ona jest szalona! Wstanie specjalnie dla mnie po 5... I za to ją kocham. Uśmiechnęłam się do siebie. Leżałam właśnie na łóżku, myśląc o tym jak to będzie w Teksasie. Musi być dobrze. Mama coś wspominała, że będziemy mieli piękny dom. Oby miała rację. Była już 20:30, więc postanowiłam wziąć prysznic, a potem iść spać. Położyłam się i zamknęłam oczy, a potem odpłynęłam do krainy Morfeusza...
*Następnego dnia*
Usłyszałam budzik i obudziłam się. Nienawidzę wstawać tak wcześnie. Przebrałam się w wygodne ubranie. Szczepiłam włosy w kucyka i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół. Lily siedziała na krześle i jadła kanapkę. Też zrobiłam sobie kilka kolorowych kanapek i je zjadłam z rozkoszą. Mama sprawdzała wszystkie walizki, a tata sprawdzał nasze dokumenty, paszporty. Po zjedzeniu przyniosłam moje walizki, spakowałam jeszcze laptop i pożegnałam się z moim pokojem. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam smutną Rose. Przytuliła ją i wpuściłam do domu. Mama powiedziała, że już wszystko gotowe. Rosalie wzięła jedną walizkę od mojej mamy i wyszliśmy wszyscy z domu. Tata zamknął go na klucz i zamówił taksówkę. Po chwili przyjechała. Wsiedliśmy i odjeżdżając patrzyłam na mój, teraz już były, dom... Jechaliśmy ze 40 minut. Gdy dojechaliśmy właśnie zaczynała się odprawa. Spojrzałam zeszklonymi oczami na Rose.
- Będę bardzo tęsknić - powiedziała i przytuliłyśmy się.
- Ja też, chociaż to tylko 2 tygodnie - zaśmiałyśmy się.
- To na razie, trzymaj się i pilnuj mi się tam! - dała mi buziaka w policzek.
- Okey, okey, ty też się trzymaj. Papa - uśmiechnęłam się do niej ostatni raz.
- Chodź już, Jul - zawołała mama.
- Do widzenia państwu! - krzyknęła jeszcze do moich rodziców.
- Do zobaczenia Rosalie! - odpowiedzieli i stanęliśmy w kolejce. Smutno mi, mam nadzieję, że widząc Teksas zmieni mi się nastawienie. Po odprawie siedzieliśmy już wygodnie na swoich miejscach. Z mojej prawej strony było okno, a z lewej Lily. Zapięliśmy pasy i samolot ruszył. Nie była to moja pierwsza podróż samolotem, bo kiedyś już leciałam do Paryża, w Australi też byłam. Stany Zjednoczone miałam zobaczyć pierwszy raz. Weszłam na telefonie na Twittera i dodałam tweet'a, że już niedługo będę w San Antonio. Nawet nie wiem kiedy usnęłam...
- Skarbie obudź się, już jesteśmy - obudziła mnie mama. Odpięłam pasy i poszłam na odprawę. Wychodząc z samolotu powiedziałam głośno uradowana:
- Witaj San Antonio!
***********************************************************************************
Rozdział III :)
- Kocham Cię, pamiętaj o tym. Nigdy Cię nie opuszczę, zawsze będę przy tobie - wyszeptał mi do ucha.- Chodź, mama zrobiła śniadanie... - zaraz... co?! O czym on mówi?
- No Julie! Bo wystygnie, mama powiedziała, ze jus późna godzina! - otworzyłam oczy i zobaczyłam Lily krzyczącą mi do ucha. A więc to ona o tym śniadaniu... Zaśmiałam się. Siostra spojrzała na mnie jak na chorą i wyszła z pokoju. Ale miałam piękny sen. Ten chłopak... On był jak marzenie. Taki przystojny, uroczy, kochany. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pojawi on się w moim śnie...
Wzięłam mojego iPhone'a ze stolika nocnego i spojrzałam na wyświetlacz. Że co?! Już 12, a za godzinę mam być w Gorton, Greater, bo najpierw miałyśmy z dziewczynami wybrać się na Karting, czyli jazda wyścigówkami. Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona. Podeszłam do krzesła i wzięłam ubranie (bez kapelusza),
które sobie wczoraj przygotowałam. Wzięłam prysznic i wykonałam poranną toaletę. Włosy szczepiłam w warkocza i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół, gdzie czekały na mnie pyszne naleśniki z syropem klonowym, bitą śmietaną i truskawkami. Zjadłam dwa. Pobiegłam na górę. Wzięłam moją torebkę, spakowałam do niej: pomadkę, portfel, klucze od domu, telefon i okulary przeciwsłoneczne, ponieważ dziś wyjątkowo w Manchesterze było gorąco i świeciło słońce. Postanowiłam jechać autobusem, więc poszłam na przystanek. Po chwili przyjechał autobus. Jechałam z 15 minut, dziewczyny już na mnie czekały...
*Wieczorem*
Wróciłam do domu około 19, ponieważ jutro musiałam wstać o 5. Dzisiejszy dzień był świetny! Po Kartingu poszłyśmy na lody, potem do teatru, a na koniec do Starbucks'a. Ciężko mi się było pożegnać z Katy i Amy, nie obyło się bez łez. Z Rose nie musiałam się jeszcze żegnać, bo ona postanowiła jechać ze mną rano na lotnisko i tam się pożegnać. Czy mówiłam jako ona jest szalona! Wstanie specjalnie dla mnie po 5... I za to ją kocham. Uśmiechnęłam się do siebie. Leżałam właśnie na łóżku, myśląc o tym jak to będzie w Teksasie. Musi być dobrze. Mama coś wspominała, że będziemy mieli piękny dom. Oby miała rację. Była już 20:30, więc postanowiłam wziąć prysznic, a potem iść spać. Położyłam się i zamknęłam oczy, a potem odpłynęłam do krainy Morfeusza...
*Następnego dnia*
Usłyszałam budzik i obudziłam się. Nienawidzę wstawać tak wcześnie. Przebrałam się w wygodne ubranie. Szczepiłam włosy w kucyka i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół. Lily siedziała na krześle i jadła kanapkę. Też zrobiłam sobie kilka kolorowych kanapek i je zjadłam z rozkoszą. Mama sprawdzała wszystkie walizki, a tata sprawdzał nasze dokumenty, paszporty. Po zjedzeniu przyniosłam moje walizki, spakowałam jeszcze laptop i pożegnałam się z moim pokojem. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam smutną Rose. Przytuliła ją i wpuściłam do domu. Mama powiedziała, że już wszystko gotowe. Rosalie wzięła jedną walizkę od mojej mamy i wyszliśmy wszyscy z domu. Tata zamknął go na klucz i zamówił taksówkę. Po chwili przyjechała. Wsiedliśmy i odjeżdżając patrzyłam na mój, teraz już były, dom... Jechaliśmy ze 40 minut. Gdy dojechaliśmy właśnie zaczynała się odprawa. Spojrzałam zeszklonymi oczami na Rose.
- Będę bardzo tęsknić - powiedziała i przytuliłyśmy się.
- Ja też, chociaż to tylko 2 tygodnie - zaśmiałyśmy się.
- To na razie, trzymaj się i pilnuj mi się tam! - dała mi buziaka w policzek.
- Okey, okey, ty też się trzymaj. Papa - uśmiechnęłam się do niej ostatni raz.
- Chodź już, Jul - zawołała mama.
- Do widzenia państwu! - krzyknęła jeszcze do moich rodziców.
- Do zobaczenia Rosalie! - odpowiedzieli i stanęliśmy w kolejce. Smutno mi, mam nadzieję, że widząc Teksas zmieni mi się nastawienie. Po odprawie siedzieliśmy już wygodnie na swoich miejscach. Z mojej prawej strony było okno, a z lewej Lily. Zapięliśmy pasy i samolot ruszył. Nie była to moja pierwsza podróż samolotem, bo kiedyś już leciałam do Paryża, w Australi też byłam. Stany Zjednoczone miałam zobaczyć pierwszy raz. Weszłam na telefonie na Twittera i dodałam tweet'a, że już niedługo będę w San Antonio. Nawet nie wiem kiedy usnęłam...
- Skarbie obudź się, już jesteśmy - obudziła mnie mama. Odpięłam pasy i poszłam na odprawę. Wychodząc z samolotu powiedziałam głośno uradowana:
- Witaj San Antonio!
***********************************************************************************
Rozdział III :)
niedziela, 16 lutego 2014
Rozdział II
"Maybe it’s the way she walked, straight into my heart and stole it" - usłyszałam śpiew Harry'ego Styles'a z jednego z moich ulubionych zespołów: One Direction. Cholerny budzik! Wstałam leniwie z łóżka i wyłączyłam budzik. Spojrzałam na ekran mojego iPhone'a. Była 9.10, ale nie chciało mi się już spać.
- Całkiem wczesna pora, tym bardziej, że mamy wakacje i mogłabym spać do 11.00 - pomyślałam. Wywlokłam się z łóżka i podeszłam do mojej ogromnej szafy. Wybrałam ubranie
i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się, wysuszyłam włosy, szczepiłam je w luźnego koka i zrobiłam lekki makijaż. Następnie zeszłam na dół. Nikogo nie było w kuchni. Zrobiłam sobie przepyszne tosty z różnymi dodatkami. Włożyłam talerz do zmywarki i miałam już wyjść.
- O cześć Julie, co tak wcześnie wstałaś? To nie w twoim stylu - mama stała w progu w szlafroku i się do mnie uśmiechała.
- Cześć mamo, zapomniałam wyłączyć budzika i już nie chciało mi się spać, zresztą po co marnować taki piękny dzień - wyszczerzyłam się wskazując na okno.
- No rzeczywiście świetna pogoda, szczególnie, że w naszej Anglii... - mama opuściłam wzrok na co bardzo się zdziwiłam.
- O co chodzi, mamo? - zapytałam zaciekawiona.
- Mieliśmy o tym porozmawiać z tobą z twoim tatą, ale on pojechał do pracy, to nie będziemy czekać do wieczora - spojrzała na mnie - słuchaj Jul, wiem, że to może być dla ciebie trudne, ale innego wyjścia nie było. Pojutrze przeprowadzamy się do Stanów do San Antonio, miasta w Teksasie.
- Że co...? - czy ona sobie robiła żarty? Proszę powiedźcie, że tak... - ale...
- Nie ma żadnego, ale to już ustalone. Tata dostał tam lepszą pracę, będzie zarazbiał więce, dziś już tylko załatwia w swojej starej pracy formalności.
- Ale ja nigdzie nie jadę! - krzyknęłam. Wkurzyłam się bardzo. - Nie mogliście poinformować mnie przynajmniej tydzień wcześniej, a nie 2 dni przed? Ja nie mam zamiaru zostawiać przyjaciół. Nie chcę.. - zbierało mi się do płaczu.
- Julie, uspokój się. Klamka już zapadła. Nikogo nie zostawisz Rosalie i jej rodzina dolecą do nas za 2 tygodnie, ponieważ wasi ojcowie będą pracować razem i będziemy sąsiadami.
- Naprawdę? Przynajmniej tyle szczęścia. Mamo, a Katy i Amy? One też są dla mnie jak przyjaciółki...
- Kochanie, dziewczyny będą mogły cię odwiedzić kiedy tylko będziecie chciały, nie ma problemu - uśmiechnęła się do mnie. Hmm.. ta przeprowadzka to całkiem dobry pomysł. Pomimo, że stracę kontakt z moimi znajomymi, to przecież będzie wspaniale! Poznam nowych ludzi, przyjaciół, na pewno tam będą jacyś przystojniacy (nie to, że jestem laską lecącą tylko na wygląd, bo na pewno taka nie jestem). To będzie zupełnie inna bajka. Zapomnę o Jacksonie, bo nadal mi to nie wychodzi... Będzie fajnie i co najważniejsze Rose będzie ze mną!
- Jul, żyjesz? - zaśmiała się mama.
- Jeej, dziękuję ci bardzo! Teraz cieszy mnie ten wyjazd! - krzyknęłam uradowana.
- No widzisz i po co tyle emocji? Tam prawie zawsze jest ciepło, plaża nie daleko... - rozmarzyła się mama. Uśmiechnęłam się do niej po czym skierowałam się na górę. Weszłam do pokoju i wybrałam numer Rose. Odebrała po 2 sygnałach.
- Hej Jul, co tam? - usłyszałam jej szczęśliwy głos.
- No siemka, przyjdziesz do mnie? Musimy pogadać...
- Tak, wiem o czym. Będę za 10 minut.
- Ok, czekam - powiedziałam po czym się rozłączyłam. Po 10 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi i usłyszałam kroki na schodach. Rose weszła uśmiechnięta do mojego pokoju.
- Julie, tak się cieszę! - krzyknęła po czym mnie przytuliła.
- Ja też się cieszę. Będzie świetnie. - uśmiechnęłam się do niej po czym się od siebie odkleiłyśmy. Rozmawiałyśmy jeszcze z pół godziny i postanowiłyśmy pójść się do kina. Może będzie coś fajnego. Ode mnie do kina było 20 minut piechotą. Idąc rozmawiałyśmy o wszystkim, zawsze znajdywał się jakiś temat. Zobaczyłam ludzi stojących przed jednym z mniejszych stadionów.
- Po co ci wszyscy ludzie tu stoją? - zapytałam.
- Pewnie jakiś koncert - odpowiedziała Rosalie i podeszła do ostatniej osoby. - Przepraszam czyj to koncert?
- Jak to możliwe, że nie wiecie? - spojrzała na nas ze zdziwioną miną dziewczyna, miała około 16 lat. - Austin'a Mahone, uwielbiam go. Kojarzycie? - popatrzyłyśmy na siebie z Rose.
- Jakoś nie bardzo... Pewnie znowu jakaś rozkapryszona gwiazdka... Dobra, my już musimy iść, dziękujemy - powiedziałam i uśmiechnęłam się do dziewczyny. Doszłyśmy do kina i kupiłyśmy bilety. Była to jakaś komedia. Kupiłyśmy popcorn i dwie butelki coli. Weszłyśmy na salę, gdy zaczynał się film. Był świetny, dużo się śmiałyśmy. Było dopiero po 15.00, więc postanowiłyśmy zadzwonić do Amy i Katy. Przyjaciółka wybrała numer i przyłożyła telefon do ucha. Pogadały chwilę i z tej rozmowy wywnioskowałam, że mamy się spotkać za 30 minut w Starbucks'ie. Szłyśmy powoli.
- Jeeju wyobrażam sobie jak będzie świetnie w Teksasie! - powiedziała Rosalie z entuzjazmem.
- I plaża niedaleko naszych domów, ach... - rozmarzyłam się.
- Ciekawe jak te domy będą wyglądać, nie mogę się już doczekać! - ścisnęła mnie.
- Ej kochana, bo mnie udusisz - zaśmiałam się, dziewczyna spojrzała na mnie i też się zaśmiała po czym mnie puściła. Szłyśmy jeszcze z 10 minut i w końcu zobaczyłam duży napis ''Starbucks''. Często tu z dziewczynami bywałyśmy, była tu fajna atmosfera. Weszłyśmy i zobaczyłyśmy machające nam dziewczyny. Podeszłyśmy do ich stolika i przywitałyśmy się buziakiem w policzek.
- Hej, co tam? - zapytała Katy popijając Caffè Latte. Spojrzałyśmy na siebie z Rose.
- No, bo... Jul pojutrze rano wyprowadza się do Teksasu do San Antonio, a 2 tygodnie później ja... - powiedziałam i zrobiło mi się smutno, ponieważ nie chciałam zostawiać dziewczyn. Spojrzałam na nie. Katy zakrztusiła się swoją kawą, a Amy zrobiła wielkie oczy.
- Że co? Ale jak to? Dlaczego? - wykrztusiła Amy.
- Nasi ojcowie dostali tam dużo lepszą pracę i będą pracować razem... Nie chcemy was zostawiać... - Rose ledwo powstrzymywała płacz. - Ale będziecie nas odwiedzać. W sierpniu przylecicie do nas na kilka dni, będzie dobrze.
- Mam nadzieję... Będziemy tęsknić - Katy była smutna.
- My też - powiedziałam i przytuliłyśmy się we cztery.
- Jutro musimy spędzić razem cały dzień - uśmiechnęła się Rose i usiadłyśmy do stolika. Ja zamówiłam Mrożona Caffè Mocha i sernik z truskawkami, a Rosalie Espresso i Ciastko czekoladowe. Dziewczyny już coś tam zajadały. Siedziałyśmy tam i gadałyśmy ze 3 godziny. Pożegnałyśmy się i każda zamówiła sobie taksówkę, oprócz Amy, która miała 5 minut drogi do domu. Weszłam do domu, przywitałam się z mamą i Lily i pobiegłam do swojego pokoju. Postanowiłam dziś się spakować, bo jutro nie będzie czasu, gdyż mamy z dziewczynami zaplanowany cały dzień. Wyjęłam swoją wielką miętowo - czarną walizkę i zaczęłam wkładać do niej starannie ubrania. Dzięki temu pakowaniu, mogłam wyrzucić z szafy stare, za małe rzeczy. Walizka była cała zapełniona, ale zostały mi jeszcze kosmetyki. Upchałam je i ledwo zasunęłam suwak. Uff, udało się... Wyjęłam także moją małą torbę podróżną i zapakowałam do niej biżuterię, różne rzeczy do telefonu, okulary przeciwsłoneczne i inne rzeczy. Byłam z siebie zadowolona, że zmieściłam do wszystko i odłożyłam walizkę i torbę na bok. To pakowanie zajęło mi sporo czasu. Wyjęłam z kieszeni mój telefon i spojrzałam na wyświetlacz: 20.20. Położyłam się na łóżku i otworzyłam laptopa. Weszłam na Facebooka, a potem na Twittera. Przejrzałam nowości z ostatnich dni, nie było nic ciekawego. Postanowiłam obejrzeć jakiś film. Zdecydowałam się na film romantyczny ''Szkoła Uczuć''. W trakcie płakałam, ponieważ był on bardzo wzruszający. Po obejrzeniu postanowiłam pójść spać. Przebrałam się w piżamę
i położyłam się. Uśmiechnęłam się do siebie i po chwili zasnęłam...
**************************************
Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie miałam motywacji do napisania, bo chyba i tak nikt tego nie czyta... Dziękuję za każde wyświetlenie :*
~Lula
- Całkiem wczesna pora, tym bardziej, że mamy wakacje i mogłabym spać do 11.00 - pomyślałam. Wywlokłam się z łóżka i podeszłam do mojej ogromnej szafy. Wybrałam ubranie
i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się, wysuszyłam włosy, szczepiłam je w luźnego koka i zrobiłam lekki makijaż. Następnie zeszłam na dół. Nikogo nie było w kuchni. Zrobiłam sobie przepyszne tosty z różnymi dodatkami. Włożyłam talerz do zmywarki i miałam już wyjść.
- O cześć Julie, co tak wcześnie wstałaś? To nie w twoim stylu - mama stała w progu w szlafroku i się do mnie uśmiechała.
- Cześć mamo, zapomniałam wyłączyć budzika i już nie chciało mi się spać, zresztą po co marnować taki piękny dzień - wyszczerzyłam się wskazując na okno.
- No rzeczywiście świetna pogoda, szczególnie, że w naszej Anglii... - mama opuściłam wzrok na co bardzo się zdziwiłam.
- O co chodzi, mamo? - zapytałam zaciekawiona.
- Mieliśmy o tym porozmawiać z tobą z twoim tatą, ale on pojechał do pracy, to nie będziemy czekać do wieczora - spojrzała na mnie - słuchaj Jul, wiem, że to może być dla ciebie trudne, ale innego wyjścia nie było. Pojutrze przeprowadzamy się do Stanów do San Antonio, miasta w Teksasie.
- Że co...? - czy ona sobie robiła żarty? Proszę powiedźcie, że tak... - ale...
- Nie ma żadnego, ale to już ustalone. Tata dostał tam lepszą pracę, będzie zarazbiał więce, dziś już tylko załatwia w swojej starej pracy formalności.
- Ale ja nigdzie nie jadę! - krzyknęłam. Wkurzyłam się bardzo. - Nie mogliście poinformować mnie przynajmniej tydzień wcześniej, a nie 2 dni przed? Ja nie mam zamiaru zostawiać przyjaciół. Nie chcę.. - zbierało mi się do płaczu.
- Julie, uspokój się. Klamka już zapadła. Nikogo nie zostawisz Rosalie i jej rodzina dolecą do nas za 2 tygodnie, ponieważ wasi ojcowie będą pracować razem i będziemy sąsiadami.
- Naprawdę? Przynajmniej tyle szczęścia. Mamo, a Katy i Amy? One też są dla mnie jak przyjaciółki...
- Kochanie, dziewczyny będą mogły cię odwiedzić kiedy tylko będziecie chciały, nie ma problemu - uśmiechnęła się do mnie. Hmm.. ta przeprowadzka to całkiem dobry pomysł. Pomimo, że stracę kontakt z moimi znajomymi, to przecież będzie wspaniale! Poznam nowych ludzi, przyjaciół, na pewno tam będą jacyś przystojniacy (nie to, że jestem laską lecącą tylko na wygląd, bo na pewno taka nie jestem). To będzie zupełnie inna bajka. Zapomnę o Jacksonie, bo nadal mi to nie wychodzi... Będzie fajnie i co najważniejsze Rose będzie ze mną!
- Jul, żyjesz? - zaśmiała się mama.
- Jeej, dziękuję ci bardzo! Teraz cieszy mnie ten wyjazd! - krzyknęłam uradowana.
- No widzisz i po co tyle emocji? Tam prawie zawsze jest ciepło, plaża nie daleko... - rozmarzyła się mama. Uśmiechnęłam się do niej po czym skierowałam się na górę. Weszłam do pokoju i wybrałam numer Rose. Odebrała po 2 sygnałach.
- Hej Jul, co tam? - usłyszałam jej szczęśliwy głos.
- No siemka, przyjdziesz do mnie? Musimy pogadać...
- Tak, wiem o czym. Będę za 10 minut.
- Ok, czekam - powiedziałam po czym się rozłączyłam. Po 10 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi i usłyszałam kroki na schodach. Rose weszła uśmiechnięta do mojego pokoju.
- Julie, tak się cieszę! - krzyknęła po czym mnie przytuliła.
- Ja też się cieszę. Będzie świetnie. - uśmiechnęłam się do niej po czym się od siebie odkleiłyśmy. Rozmawiałyśmy jeszcze z pół godziny i postanowiłyśmy pójść się do kina. Może będzie coś fajnego. Ode mnie do kina było 20 minut piechotą. Idąc rozmawiałyśmy o wszystkim, zawsze znajdywał się jakiś temat. Zobaczyłam ludzi stojących przed jednym z mniejszych stadionów.
- Po co ci wszyscy ludzie tu stoją? - zapytałam.
- Pewnie jakiś koncert - odpowiedziała Rosalie i podeszła do ostatniej osoby. - Przepraszam czyj to koncert?
- Jak to możliwe, że nie wiecie? - spojrzała na nas ze zdziwioną miną dziewczyna, miała około 16 lat. - Austin'a Mahone, uwielbiam go. Kojarzycie? - popatrzyłyśmy na siebie z Rose.
- Jakoś nie bardzo... Pewnie znowu jakaś rozkapryszona gwiazdka... Dobra, my już musimy iść, dziękujemy - powiedziałam i uśmiechnęłam się do dziewczyny. Doszłyśmy do kina i kupiłyśmy bilety. Była to jakaś komedia. Kupiłyśmy popcorn i dwie butelki coli. Weszłyśmy na salę, gdy zaczynał się film. Był świetny, dużo się śmiałyśmy. Było dopiero po 15.00, więc postanowiłyśmy zadzwonić do Amy i Katy. Przyjaciółka wybrała numer i przyłożyła telefon do ucha. Pogadały chwilę i z tej rozmowy wywnioskowałam, że mamy się spotkać za 30 minut w Starbucks'ie. Szłyśmy powoli.
- Jeeju wyobrażam sobie jak będzie świetnie w Teksasie! - powiedziała Rosalie z entuzjazmem.
- I plaża niedaleko naszych domów, ach... - rozmarzyłam się.
- Ciekawe jak te domy będą wyglądać, nie mogę się już doczekać! - ścisnęła mnie.
- Ej kochana, bo mnie udusisz - zaśmiałam się, dziewczyna spojrzała na mnie i też się zaśmiała po czym mnie puściła. Szłyśmy jeszcze z 10 minut i w końcu zobaczyłam duży napis ''Starbucks''. Często tu z dziewczynami bywałyśmy, była tu fajna atmosfera. Weszłyśmy i zobaczyłyśmy machające nam dziewczyny. Podeszłyśmy do ich stolika i przywitałyśmy się buziakiem w policzek.
- Hej, co tam? - zapytała Katy popijając Caffè Latte. Spojrzałyśmy na siebie z Rose.
- No, bo... Jul pojutrze rano wyprowadza się do Teksasu do San Antonio, a 2 tygodnie później ja... - powiedziałam i zrobiło mi się smutno, ponieważ nie chciałam zostawiać dziewczyn. Spojrzałam na nie. Katy zakrztusiła się swoją kawą, a Amy zrobiła wielkie oczy.
- Że co? Ale jak to? Dlaczego? - wykrztusiła Amy.
- Nasi ojcowie dostali tam dużo lepszą pracę i będą pracować razem... Nie chcemy was zostawiać... - Rose ledwo powstrzymywała płacz. - Ale będziecie nas odwiedzać. W sierpniu przylecicie do nas na kilka dni, będzie dobrze.
- Mam nadzieję... Będziemy tęsknić - Katy była smutna.
- My też - powiedziałam i przytuliłyśmy się we cztery.
- Jutro musimy spędzić razem cały dzień - uśmiechnęła się Rose i usiadłyśmy do stolika. Ja zamówiłam Mrożona Caffè Mocha i sernik z truskawkami, a Rosalie Espresso i Ciastko czekoladowe. Dziewczyny już coś tam zajadały. Siedziałyśmy tam i gadałyśmy ze 3 godziny. Pożegnałyśmy się i każda zamówiła sobie taksówkę, oprócz Amy, która miała 5 minut drogi do domu. Weszłam do domu, przywitałam się z mamą i Lily i pobiegłam do swojego pokoju. Postanowiłam dziś się spakować, bo jutro nie będzie czasu, gdyż mamy z dziewczynami zaplanowany cały dzień. Wyjęłam swoją wielką miętowo - czarną walizkę i zaczęłam wkładać do niej starannie ubrania. Dzięki temu pakowaniu, mogłam wyrzucić z szafy stare, za małe rzeczy. Walizka była cała zapełniona, ale zostały mi jeszcze kosmetyki. Upchałam je i ledwo zasunęłam suwak. Uff, udało się... Wyjęłam także moją małą torbę podróżną i zapakowałam do niej biżuterię, różne rzeczy do telefonu, okulary przeciwsłoneczne i inne rzeczy. Byłam z siebie zadowolona, że zmieściłam do wszystko i odłożyłam walizkę i torbę na bok. To pakowanie zajęło mi sporo czasu. Wyjęłam z kieszeni mój telefon i spojrzałam na wyświetlacz: 20.20. Położyłam się na łóżku i otworzyłam laptopa. Weszłam na Facebooka, a potem na Twittera. Przejrzałam nowości z ostatnich dni, nie było nic ciekawego. Postanowiłam obejrzeć jakiś film. Zdecydowałam się na film romantyczny ''Szkoła Uczuć''. W trakcie płakałam, ponieważ był on bardzo wzruszający. Po obejrzeniu postanowiłam pójść spać. Przebrałam się w piżamę
i położyłam się. Uśmiechnęłam się do siebie i po chwili zasnęłam...
**************************************
Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie miałam motywacji do napisania, bo chyba i tak nikt tego nie czyta... Dziękuję za każde wyświetlenie :*
~Lula
Subskrybuj:
Posty (Atom)

