sobota, 29 listopada 2014

Rozdział XIII

Poczułam lizanie po policzku. Przetarłam oczy i zobaczyłam...
- Harry, co ty słonko chcesz? - powiedziałam do pieska, który zaczął szczekać- Głodny jesteś? - zapytałam go, a on spojrzał na mnie tak śmiesznie, że aż się zaśmiałam w głos. - No chodź na dół, dam ci jeść - wstałam z łóżka i stanęłam przy drzwiach patrząc na niego. Po chwili stał już przy mnie. Zeszliśmy na dół i nasypałam mu karmy. Na dole było cicho, rodzice pewnie byli w pracy, a Lily u sąsiadki. Katy znając życie jeszcze spała. Wyjęłam szklankę i nalałam sobie soku pomarańczowego. Spojrzałam na zegarek: 8:35. "No cóż, już nie usnę." Dopiero teraz spostrzegłam kartkę na lodówce.
"Musiałam dziś iść do pracy. Lily zabrałam do sąsiadki, bo tak słodko spałyście. Odbierz ją od pani Lucy o 12.00. Wrócę po 16, bo muszę jeszcze coś załatwić. Zostawiłam wam składniki na gofry.
Mama x"
"Okey, czyli mamy spokój od małej do 12.00" pomyślałam. Odstawiłam szklankę i skorzystając z tego, że Katy śpi postanowiłam pobiegać. Założyłam top i dresy i wyszłam ze słuchawkami na uszach. Biegłam myśląc o tym jaką szczęściarą jestem. Mam kochających rodziców, słodką siostrę, wspaniałych przyjaciół i najcudowniejszego na świecie chłopaka. Po prostu sielanka...

*Kilka dni później*
Dziś cudny dzień! Nareszcie moje urodziny. Od rana chodzę prze szczęśliwa, choć jeszcze nikt osobiście nie złożył mi życzeń. Może zapomnieli... Ale na pewno wieczorem mi złożą. Na portalach społecznościowych mam ich już dużo. Zrobiłam sobie zdjęcie z czapką urodzinową na głowie i wstawiłam na instagrama z podpisem: "MY BIRTHDAY!!! ♥". Dostałam dużo like'ów.
- Spotykasz się dziś z Austin'em, Julie? - zapytała mnie Rose, u której siedziałyśmy.
- Chyba nie... - powiedziałam i spojrzałam na swoje stopy. Dziewczyny nic nie powiedziały.
- O jacie! Dziewczyny! Victoria zaprasza nas na imprezę! Dziś wieczorem! - krzyknęłam szczęśliwa Katy.
- Co? Jak to? TA Victoria? - zapytałam z akcentem na pierwsze słowo.
- Taak! - spojrzała w telefon, a po chwili jej entuzjazm zgasł - ale... przykro mi Julie - spojrzała na mnie smutno, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi. Spojrzałam na nią pytająco. - Vicky napisała, że bez ciebie, czyli, że zaprasza nas trzy...
- Co? - zrobiło mi się smutno, nie powiem, że nie. - Dlaczego?
- Nie wiem, napisała tylko tyle - odpowiedziała mi dziewczyna.
- Julie, bez ciebie bym nie poszła, ale to impreza dla najfajniejszych osób no sama rozumiesz... - powiedziała Rose, a mi się wtedy zrobiło jeszcze bardziej smutno.
- Spoko, bawcie się dobrze, może Aus będzie wolny, a jak nie to posiedzę w domu - uśmiechnęłam się sztucznie. "Po protu cudowne urodziny..."
- To jak dziewczyny? Lecimy się ogarniać?! - powiedziała, a właściwie krzyknęła szczęśliwa Amy.
- Taak - odpowiedziały jej chórkiem i wyszły bez pożegnania. Szkoda, że mnie zostawiły, ale cóż.

*Kilka godzin później*
Siedzę sama na łóżku w pokoju z laptopem na kolanach popijając zimny sok. Piękne urodziny... Austin nawet nie raczył zadzwonić, a dziewczyny teraz pewnie bawią się na imprezie. Z Caroline nie mam kontaktu od kilku dni, odkąd dziewczyny przyjechały... Jak dzwonię nie odbiera, a na smsy odpisuje, że nie ma czasu... Nie wiem co zrobiłam, mam nadzieję, że nie jest na mnie obrażona... David i Alex także o mnie zapomnieli. Tylko rodzice i Lily o mnie pamiętali. Przynieśli tort ze świeczkami i dali mi prezent. To było trochę nieprawdopodobne, ale kupili mi... samochód!


Najprawdziwszy na świecie! Byłam w szoku jak go zobaczyłam przez okno. Piękny, czerwony o jakim zawsze marzyłam. Popłakałam się ze szczęścia. "Teraz czas tylko zrobić prawko" uśmiechnęłam się w duchu.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!- powiedziałam głośno. Po chwili do pokoju weszła mama.
- Julie, twoja taksówka właśnie przyjechała - patrzyła się na mnie z nieodgadniętym wyrazem twarzy.
- Moja taksówka...? Co? Ja nie zama...
- Wstawaj szybko, zakładaj buty i idź! Tak to zapłacimy za nią przez twoje głupie żarty, a tak to przynajmniej gdzieś pojedziesz! - powiedziała surowo, a ja zrobiłam wielkie oczy. Musiało to wyglądać komicznie. "Od kiedy moja mama się tak zachowuje... Ja nie zamawiałam żadnej taksówki... Ktoś sobie ze mnie żarty robi..." - No szybciej, szybciej - poganiała mnie. Posłusznie zeszłam na dół i założyłam czarne conversy. Wyszłam z domu i wsiadłam do tej taksówki, nadal byłam zdziwiona. Taksówkarz nawet nie zapytał, gdzie jechać tylko ruszył. Czułam się dziwnie. Mogłam nie wsiadać, ale skoro mama kazała to co miałam zrobić...
Po półgodzinnej jeździe taksówkarz wysiadł i otworzył mi drzwi. Chciałam już zapytać ile płacę, ale on wziął mnie pod rękę i zaprowadził do budynku pod który podjechaliśmy. Był on duży, z szarej cegły, wyglądał jak jakiś stary magazyn. Byłam wystraszona. "A może on chce mnie porwać?" Nagle uświadomiłam sobie, że to jest możliwe. Serce mi stanęło, ale na moje nieszczęście nogi nie chciały się zatrzymać i szły tak jakby oddzielnie od mojego ciała. W żołądku mnie ścisnęło, cholernie się bałam. Taksówkarz otworzył jakieś kolejne czarne drzwi, nie byto tu okien, więc było ciemno.
- Proszę to założyć szybko! Masz minutę, bo ON będzie zły! - powiedział surowo ochroniarz, aż mi serce do gardła podskoczyło. Podał mi jakieś pudełko i usłyszałam zamykanie ciężkich drzwi. Prawdopodobnie tych, którymi przyszliśmy. Było tak ciemno, że nie widziałam dosłownie nic. Otworzyłam po omacku pudełko i zaczęłam macać, to co znajdowało się w środku. Było to jakieś ubranie, jakaś bluzka, sukienka? Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale zaczęłam to zakładać. Nie wiem co mną kierowało. Chyba ciekawość co będzie dalej. Teraz na pewno mogłam stwierdzić, że to sukienka z jakiegoś delikatnego materiału. Dopiero teraz spostrzegłam, że pod sukienką leżały jakieś buty, dokładnie szpilki, co dało się wyczuć po cienkim obcasie i biżuteria: kolczyki, bransoletki  i naszyjnik. Może to głupie, ale w tym momencie stwierdziłam, że akurat do tego stroju pasuje moja fryzura, którą sobie rano zrobiłam, czyli kok z warkocza.

Nadal bałam się jak cholera i nic mi nie przychodziło na myśl co to wszystko ma znaczyć. "A może to naprawdę jest porwanie, tylko ten facet chce, żebym ładnie wyglądała?" przemknęło mi przez myśl i połknęłam głośno ślinę. "W takim razie dobrze, że to założyłam, bo gdyby się zdenerwował... Spokojnie. Co teraz zrobić?" Ubranie i buty, które miałam wcześniej na sobie położyłam na ławce, która stała przy ścianie. "Ciekawe czy dobrze wszystko założyłam..." Po chwili uderzyłam się z otwartej ręki w czoło. "To jest teraz najmniej ważne" skarciłam się w myślach i podeszłam do ściany. Zaczęła iść wzdłuż jej. Nagle poczułam klamkę. Przez 20 sekund stałam z ręką na niej zastanawiając się czy otworzyć. Zdecydowałam się. Przeżegnałam się szybko i otworzyłam. To co zobaczyłam jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Był to mały pokój. Ściany były koloru szarego. Przy jednej ze ścian stała toaletka, a obok niej ktoś... Kobieta  w czarnych, szerokich, podartych spodniach i za dużej białej koszulce. Miała długie, czarne włosy, a na jej twarzy znajdowała się dziwna maska w kolorze jej włosów.




Przyglądałam się jej z szybko bijącym sercem.
- Witaj, zatrudnił mnie ON. Mam Ci zrobić makijaż, żeby pasował do twojej stylizacji, nie pytaj o nic i radzę ci tu szybko usiąść, bo ON będzie zły - mówiła powolnym, gardłowym głosem. Przeszły mnie dreszcze. "Tak, to na pewno porwanie... Ona mówi tak jak ten facet z taksówki..." Siadłam posłusznie na krześle o nic nie pytając. W całej sali panował półmrok, tylko przy toaletce świeciło lekkie światło. Chciałam spojrzeć w dół, w co tak naprawdę jestem ubrana, ale nie zdążyłam tego zrobić, bo kobieta w czarnej masce zabrała się do makijażu.
Po około 20 minutach nareszcie skończyła. Pokazała mi ręką, że mam wstać i popchnęła lekko w stronę następnym, ledwo widocznych drzwi. "Dlaczego nie ma przy mnie Austina?" Pomyślałam z rozpaczą nim otworzyłam następne drzwi. To pomieszczenie było jeszcze straszniejsze niż pozostałe. Na suficie znajdowały się światła, które tylko oświetlały ściany, nic więcej. Te ściany... Niczego takiego w życiu nie widziałam. Na każdej znajdowało się mnóstwo... krwi, jakby świeżej. Na jednej ze ścian umieszczony był napis, gdy go przeczytałam mój strach był już niewyobrażalny. Ręce zaczęły mi drżeć, kiszki się skręciły, a oddech stał się szybki. Pisało tam: "UCIEKAJ STĄD NAJSZYBCIEJ JAK MOŻESZ, BO SKOŃCZYSZ TAK JAK MY..." Zaczęłam się cofać do drzwi, którymi tu weszłam, gdy nagle usłyszałam huk za sobą. Coś było za tymi drzwiami. Postanowiłam zmienić kierunek i szłam do przodu. Zauważyłam przed sobą ogromne, czarne drzwi. Znalazłam klamkę i zaczęłam powoli je otwierać. Weszłam do kolejnego pomieszczenia, w którym panowała kompletna ciemność. Zamknęłam drzwi i nagle oślepiło mnie mocne światło. Padało wprost na mnie. Zasłoniłam twarz, bo mnie raziło, a po chwili usłyszałam:
"WITAMY W PIEKLE"

*********************************************************************************************
Hej kochani... Nie mam żadnego usprawiedliwienia, tak wiem. Mam nadzieję, że jeszcze ktokolwiek to czyta :x Chciałabym się ogarnąć i dodawać posty co tydzień... Spróbuję, może się uda, bo naprawdę postanowiłam wziąć się w garść i pisać chociażby dla tych kilku czytelników. Dziękuję Wam, że jesteście :* Rozdział taki średni, a Wy co o nim sądzicie?

piątek, 19 września 2014

Rozdział XII

*2 dni później*
To już dziś! Dziś przyjeżdżają dziewczyny! Jestem prze szczęśliwa, nareszcie je zobaczę. Wczoraj nie robiłam nic konkretnego. Szlajałyśmy się po mieście z Rose i Caroline. Austina niestety nie widziałam, bo miał cały dzień próby. Zobaczę go dopiero jutro, bo ma czas dziś wieczorem, ale wtedy przyjeżdżają dziewczyny, więc chcę z nimi spędzić cały wieczór.
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy.
Wzięłam bieliznę i ubranie na dziś.
Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Potem wysuszyłam włosy, ubrałam się, umyłam zęby, zrobiłam lekki makijaż i rozczesałam włosy, zakładając tylko na nie opaskę. Przejechałam brzoskwiniowym błyszczykiem po ustach i byłam gotowa. Zeszłam na dół i jak zwykle czekało na mnie śniadanie, naleśniki. Mama siedziała przy stole i czytała jakiś magazyn.
- Hej mamuś - przywitałam się z nią buziakiem w polik i usiadłam na krześle. - Gdzie Harry?
- Jak zwykle biega z Lily po dworze - uśmiechnęła się wskazując za okno.
- O tak wczesnej porze? - zapytałam zdziwiona biorąc pierwszy kęs śniadania do ust.
- Jakiej wczesnej... już 13.00 - powiedziała, a ja zakrztusiłam się. - Nie mówi się w czasie jedzenia - pokiwała palcem wskazującym.
- Serio już 13.00?! Spałam do 12.00...? Wow - wydukałam, a mama się zaśmiała. Dokończyłam moje naleśniki i odłożyłam talerz do zmywarki. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam laptopa i położyłam się na łóżku. Weszłam na portale społecznościowe słuchając głośno muzyki w słuchawkach. Nie wiem ile czasu minęło, ale nagle poczułam, że ktoś wyjął mi słuchawki z uszu. Powoli obróciłam głowę do tyłu... Byłam w szoku! To był Austin!
- Austin! - krzyknęłam z radością i rzuciłam mu się na szyję.
- Hej kotku. Nie wiedziałem, że tak za mną tęsknisz po jednym dniu - powiedział, a ja się w niego wtuliłam.
- Każdy dzień bez ciebie jest okropny - spojrzałam mu w oczy, a on mnie delikatnie pocałował. - Czemu nie powiedziałeś, że przyjedziesz?
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. Odwołali dzisiejsze próby - uśmiechnął się tak słodko, że, aż mi kolana zmiękły. Przybliżyłam się do niego i pocałowałam go najczulej jak potrafiłam, ale on zaczął całować mnie coraz namiętniej. W końcu odkleiliśmy się od siebie. Usiedliśmy na łóżku. Austin objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego ramieniu. - Kocham cię - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Ja ciebie też, misiu.
Siedzieliśmy tak kilka minut napawając się swoim towarzystwem. Poczułam się śpiąca i ziewnęłam głośno.
- Przepraszam - zarumieniłam się.
- Nie ma za co, ale nie śpij mi tu. Chyba trzeba kogoś rozruszać - podniosłam głowę z jego ramienia i spojrzałam mu w oczy. Mieniły się w nich jakieś iskierki.
- O nie! - pisnęłam i wstałam. Nie zdążyłam zrobić ani kroku, bo on złapał mnie w pasie i zaczął łaskotać. - Przestań proszę - płakałam ze śmiechu.
- Trzeba dać nauczkę śpiochowi! - leżałam na łóżku, a on nadal mnie łaskotał. Udało mi się podnieść do pozycji siedzącej. Wpadłam na pomysł.
- Patrz, tam jest pająk! - krzyknęłam, a on spojrzał w wskazane przeze mnie miejsce. Szybko wstałam i przewracając go usiadłam na nim okrakiem. - I co teraz? - zaśmiałam się.
- O ty spryciaro. Ale bardzo mi się ta sytuacja podoba - poruszył śmiesznie brwiami, a ja się zaśmiałam. Pochyliłam się nad nim i dałam mu buziaka. Resztę czasu spędziliśmy na rozmowie i wygłupach...

*4 godziny później*
Jedziemy właśnie z moją mamą i Rose na lotnisko po dziewczyny. Tak bardzo się cieszę, że je zobaczę... Mama zaparkowała samochód i weszliśmy do ogromnego budynku. Przeszliśmy przez hol i wyszliśmy z drugiej strony. Zobaczyłam Amy i Katy siedzące na ławce i rozglądające się. Pokazałam Rose, gdzie są i szybko do nich podbiegłyśmy. Dziewczyny spojrzały na nas radośnie i z ekscytacją w oczach. Rzuciłam się na Katy i mocno ją przytuliłam, Rose to samo zrobiła z Amy, a potem na odwrotnie.
- Tak bardzo za wami tęskniłam - powiedziała Rosalie.
- Ja też - dodałam.
- My też bardzo tęskniłyśmy! - podskoczyła z ekscytacji Amy.
- Odliczałyśmy godziny do odlotu - zaśmiała się Katy, a my za nią. - Jesteśmy prze szczęśliwe, że mogłyśmy tu do was przyjechać. Dziękujemy.
- Podziękuj mojej mamie. To ona wszystko załatwiła - uśmiechnęłam się i w tym samym momencie, akurat mama do nas podeszła.
- Julie i Rose, tak wypędziłyście, a ja niestety nie mam takiej kondycji - zaśmiała się.
- Dzień dobry pani - powiedziały Katy i Amy.
- Witajcie dziewczynki - uśmiechnęła się do nich.
- Bardzo dziękujemy za zaproszenie - rzekła Katy.
- Nie ma sprawy. A wiecie już która u której śpi?
- Tak - powiedziałam. - Razem z Rose zastanawiałyśmy się długo nad tym, aż w końcu przypomniałyśmy sobie, że Amy ma alergię na sierść psów... Więc sprawa się sama rozwiązała...
- Dokładnie. Katy śpi u państwa - spojrzała na moją mamę - a Amy u mnie. Pasuje wam?
- Jak najbardziej - wyszczerzyła się Katy do mnie, a ja to odwzajemniłam.
- Cieszę się. To jedziemy? - zapytała mama.
- Tak - odpowiedziałyśmy chórkiem i skierowałyśmy się w stronę samochodu. Wsiadłyśmy i rozmawiałyśmy dosłownie o wszystkim, a moja mama od czasu do czasu coś mówiła. W końcu dojechałyśmy na miejsce. Wraz z Kate pożegnałyśmy się z Rose i Amy buziakiem w polik i poszłyśmy do domu, a moja mama do sąsiadki po Lily.  Od razu po wejściu podbiegł do nas Harry.
- Ojeju! Co to za słodziak? - zapytała Kate, a ja się wyszczerzyłam.
- Dostałam go od rodziców na urodziny. Taki przedwczesny prezent. Ma na imię Harry.
- Cześć Harry - uklękła i go pogłaskała.
- Chodź, pokażę ci twój pokój - pociągnęłam ją za rękę na górę. Otworzyłam przedostatnie drzwi na korytarzu. Katy weszła i zaczęła się rozglądać.
- Ślicznie tu - powiedziała i usiadła na łóżku gładząc pościel.
- Też tak myślę. Tamte drzwi obok tego pokoju prowadzą do łazienki. Idź się odświeżyć i się rozpakuj, a ja zrobię coś do jedzenia.
- Okej - uśmiechnęła się. Chciałam już wyjść z pokoju, ale ona złapała mnie za rękę. - Julie?
- Hmm? - odwróciłam się w jej stronę.
- Dziękuję - powiedziała, a ja podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Nie ma za co - i poszłam.
Zeszłam na dół do kuchni i otworzyłam lodówkę. Wpadłam na pomysł, żeby zrobić muffinki. Wyjęłam potrzebne składniki i zaczęłam wrzucać wszystkie składniki...

*Pół godziny później*
Muffinki już były gotowe. Zadzwoniłam po Rose i Amy i wszystkie jadłyśmy ze smakiem. Potem poszłyśmy do mojego pokoju i opowiadałyśmy sobie o wszystkim. Było bardzo miło.
- A wiecie, że 2 dni po tym jak Rose wyjechała byłam na... - i w tym momencie przerwała, bo zaczął dzwonić mój telefon. Na wyświetlaczu pokazało się zdjęcie mojego księcia. Uśmiechnęłam się do telefonu i odebrałam.
- Hej misiu - powiedziałam i pokazałam dziewczynom przepraszający gest ręką i wyszłam z pokoju.
- No hej skarbie, jak tam? - gdy usłyszałam ten głos ciarki mi przeszły po całym ciele.
- A bardzo dobrze, siedzimy z dziewczynami, gadamy, wspominamy.
- O to dobrze, tęsknię - czułam, że wygiął usta w podkówkę i, gdy sobie to wyobraziłam zaśmiałam się. - Czy ty się ze mnie śmiejesz?
- Nie - teraz to się roześmiałam na maxa. - Tylko... tylko coś sobie wyobraziłam - śmiałam sie nadal.
- Oj kotku, kotku, tylko się spotkamy to zobaczysz...
- Już się boję. A no i ja też tęsknię.
- Na taką odpowiedź liczyłem - zaśmiał się. - Zadzwonię jeszcze jutro to się umówimy.
- Okey.
- Do zobaczenia skarbie.
- Do zobaczenia - i się rozłączyłam. Schowałam telefon do kieszeni i wróciłam do dziewczyn.
- Już gołąbeczki się nagadały? - Rose spojrzała na mnie i się zaśmiała.
- Skończ - pokazałam jej język i siadłam na łóżku obok Amy. - Idziemy na miasto?
- Taaak - odpowiedziały chórkiem i Rose z Amy poszły się naszykować, a my z Katy też. Zarzuciłam czarną bluzę z adidasa i czarne conversy.
- Gotowa? - zapytałam Kate.
- Zawsze - wyszczerzyła się i wyszłyśmy na ulicę. Chwilę później dołączyły do nas dziewczyny.  Szłyśmy powoli śmiejąc się dosłownie z wszystkiego. Obok bloku stali jacyś chłopacy.
- Hej laski - zawołał jeden, a my się zaśmiałyśmy głośniej. "Dobrze, że mam Austina" pomyślałam.
- Może szluga? - zapytał jeden. Ja już chciałam powiedzieć, że nie palimy, ale nie zdążyła się nawet odezwać, gdy ten co pytał podszedł do nas i wyciągnął paczkę w naszą stronę.
- Chętnie - powiedziała Rose, a mnie zatkało. Chłopak jej go zapalił.
- Rose?! Od kiedy ty palisz? - zapytałam. gdy już trochę odeszłyśmy.
- Oj od czasu do czasu... - powiedziała i się zaśmiała, a ja pokręciłam głową. - No co? Julie, nie przesadzaj.
- No niech ci będzie - nie chciałam się z nią kłócić, ale jestem w szoku, że ona pali. "Czego ja się tu dowiaduje o własnej przyjaciółce..."

*2 godziny później*
Kilka minut temu wróciłyśmy do domu. Było świetnie. Byłyśmy w pizzerii, w kilku sklepach, które był jeszcze otwarte i w parku. Pogadałyśmy, pośmiałyśmy się. Cudowny dzień.
Zalogowałam się na facebooka i ogarnęłam wszystkie nowości. Potem weszłam na instagrama i dodałam nowe zdjęcie zrobione dziś z dziewczynami w parku. Odłożyłam telefon na stolik nocny, okryłam się szczelnie kołdrą i zasnęła...

**************************************************************

Tak, wiem. Totalnie zaniedbałam bloga :/ Nie mam na to żadnego wytłumaczenia, po prostu wydaje mi się, że czytają to maksymalnie 3 osoby i jakoś nie mam motywacji:( Miałam dodać rozdział w sierpniu, ale wtedy to w ogóle czasu nie miałam, wracałam późno do domu, itd. Teraz wrzesień, więc szkoła, multum nauki... Spróbuję się ogarnąć i dodawać rozdziały w weekendy co 2 tygodnie, ale nic nie obiecuję... Mam tylko nadzieje, że jeszcze ktoś to czyta i mi wybaczycie:( Kocham Was <3

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział XI

Gdy byłyśmy już w parku stanęłam w miejscu zszokowana, bo zobaczyłam... Alex'a! ''Już wrócił?” Podeszłam do niego.
- Oo hej Julie – uśmiechnął się przyjaźnie i przywitaliśmy się przytulasem.
- Cześć Alex! Austin mówił mi, że dopiero wracasz...
- Bo tak było 20 minut temu – zaśmiał się, a ja z nim. Po chwili podeszła do nas Rose i Alex podniósł na nią swój wzrok.
- Alex, to jest właśnie Rose, moja najlepsza przyjaciółka. Rose to Alex.  - Chłopak uśmiechnął się i wystawił rękę. Rose ją ujęła i także się uśmiechnęła.
- Miło mi – powiedział Alex.
- Mi też – odpowiedziała dziewczyna i widziałam, że patrzyli sobie w oczy. „Uu... Może z tego coś będzie?” zapytałam sama siebie.
- Dobra, ja muszę lecieć, bo rodzinka się za mną stęskniła – wyszczerzył się. - Miło było poznać, pa – pomachał nam i nim zdążyłyśmy coś odpowiedzieć pobiegł.
- Szalony – zaśmiałam się, a przyjaciółka za mną. Szłyśmy dalej w ciszy. Było bardzo przyjemnie. - Może zajdziemy na lody? - zapytałam, gdy byłyśmy niedaleko od budki z lodami.
- Dobry pomysł - uśmiechnęła się i podeszliśmy do budki. Ja wzięłam cytrynowe, moje ulubione, a Rose czekoladowo-śmietankowe. Pochodziliśmy jeszcze chwilę po mieście śmiejąc się i postanowiłyśmy wracać do domu. Pożegnałam się z przyjaciółką i skierowałam się do mojego azylu. W salonie zobaczyłam mamę z jakimś kolorowym magazynem w ręku i Lily, która biegała z Harry'm.
- Hej księżniczko - powiedziałam, gdy siostrzyczka przytuliła się do moich nóg. Wzięłam ją na ręce. - Co mi męczysz Harry'ego, co? - połaskotałam ją, a ta się słodko zaśmiała. Postawiłam ją na podłogę. Pogłaskałam pieska i usiadłam na kanapie obok mamy, z nim na kolanach. - Mamo, możemy porozmawiać? - zapytałam, a ona skierowała na mnie wzrok, z nad gazety.
- Jasne. Coś się stało? - w jej oczach zauważyłam zmartwienie.
- Nie... Tylko... Pamiętasz jak mówiłaś, że Katy i Amy będą mogły do nas przylecieć na kilka dni?
- Oczywiście, nawet na 2 tygodnie by mogły.
- No, bo właśnie chciałyśmy z Rose, żeby przyleciały do nas w najbliższym czasie... - powiedziałam i obserwowałam jej reakcję. Najpierw na jej twarzy zagościło zdziwienie, a potem uśmiechnęła się szeroko.
- Jeszcze pytasz! Niech przylatują nawet dzisiaj, to bardzo miłe dziewczyny - po jej słowach "kopara mi opadła".
- Mamo, mówisz serio? - zamrugałam powiekami kilkakrotnie, a ona pokiwała głową. - Jesteś najlepsza, kocham cię! - krzyknęłam i rzuciłam jej się na szyje.
- Ja też cię kocham, córeczko - zaśmiała się, a ja się od niej odkleiłam. - Dziękuję - spojrzałam jej w oczy.
- Nie ma za co. No już, leć i je zapraszaj - powiedziałam, a ja potrząsnęłam głową, jakby chcąc się obudzić i pobiegłam na górę. Wybrałam w telefonie numer Amy i po chwili usłyszałam jej głos.
- Cześć kochana! - powiedziała radośnie.
- Hej, hej. Co tam? - uśmiechnęłam się szeroko.
- A nic, po staremu. A u ciebie?
- Też nic nowego. Co będziecie robić z Katie przez najbliższe 2 tygodnie?
- Hmm... za pewne jak zwykle, albo siedzieć w domu, albo wyjdziemy z dziewczynami...
- Kłamiesz.
- Niby czemu? - zapytała ze zdziwieniem w głosie.
- Bo ja wiem co robicie przez te 2 tygodnie... Przyjeżdżacie do nas! - krzyknęłam uradowana. Przez chwilę nie słyszałam nic w słuchawce, wystraszyłam się. - Halo, Amy, jesteś tam?
- Jeju, kocham was, tak bardzo się cieszę! - krzyczała do słuchawki. - Mówisz serio? - powiedziała po chwili.
- Jak najbardziej serio. Widzimy się pojutrze.
- Tak szybko? Ale się cieszę! Ej, chwilka... a co na to twoja mama?
- Sama kazała mi was zaprosić - zaśmiałam się przypominając sobie reakcję mamy.
- Co? Serio? Kocham ją! - teraz śmiałyśmy się razem.
- Ja też, uwierz, ja też. To zawiadom Katy, a my z Rose zajmiemy się biletami.
- Okey, to potem wam oddamy kasę. To jeszcze pogadamy, a ja kończę, bo muszę powiedzieć o tym Katy! Pewnie też się będzie cieszyć.
- Pewnie tak. To do zobaczenia za dwa dni kochana, pa.
- Pa i jeszcze raz dziękuję - powiedziała i się rozłączyła. "Ach, ta moja kochana Amy. Wszystko sprawia jej radość." Z wielkim uśmiechem na ustach weszłam w telefonie na instagrama i dodałam nowe zdjęcie z Rose. Po przejrzeniu najnowszych zdjęć zablokowałam telefon i postanowiłam zacząć się szykować, bo została mi godzina. "Jeju, przecież nawet nie wiem gdzie..." uderzyłam się z otwrtej ręki w czoło i weszłam szybko na facebook'a. Rose była dostępna, więc do niej napisałam.
[R - Rose, J - Ja]
J: Hej Rosy, wiesz może gdzie mamy się spotkać?
R: O siema Jul :* Tak, pisała do mnie Caroline, że przyjadą po nas bryką Davida ;D
J: A to okey, lecę się szykować :D
R: Już? Kobieto masz jeszcze godzinę :o
J: No wiem, ale ja lubię być gotowa przed czasem :)
R: No wiem :D
J: A wiesz może gdzie jedziemy? Bo właśnie nie wiem co założyć...
R: Nie wiem, ale Caroline pisała mi, żeby się ubrać wygodnie i tyle
J: Oni coś knują... Dobrą kończę, pa :*
R: Pa ♥
Zamknęłam laptopa i podeszłam do szafy. Wybrałam to:

Weszłam do łazienki. Narysowałam sobie kreski, poprawiłam rzęsy mascarą i użyłam pudru. Włosy rozpuściłam i wyprostowałam. Wyszłam z łazienki i stając przed schodami zawołałam Harry'ego. Po chwili przybiegł. Wzięłam go na ręce i skierowałam się do pokoju. Usiadłam na łóżku i bawiłam się z nim.
- Jesteś taki słodziutki... - mówiłam do pieska, a on zaszczekał wesoło. - No, też cię kocham - pocałowałam go w nosek. Spojrzałam na zegarek: 17.50. Wstałam z łóżka i spakowałam do torebki wszystkie potrzebne rzeczy. Założyłam buty i zawiadamiając mamę, że idę, wyszłam z domu. Rose już czekała. Wyglądała ślicznie:


 Podeszłam do niej i przywitałyśmy się buziakiem w policzek.
- Pięknie wyglądasz - powiedziała uśmiechając się, aż w jej w polikach pojawiły się słodkie dołeczki.
- Dziękuję, ale nie dorównuje tobie - odwzajemniłam uśmiech. - Chyba wiem dla kogo tak się wystroiłaś - puściłam jej oczko, a ona zmroziła mnie wzrokiem.
- Niby dla kogo? - chciała zrobić groźną minę, ale jej nie wyszło.
- Oj ty sama najlepiej wiesz. Przyznaj, że spodobał ci się Alex...
- No... przystojny jest...
- I charakter ma wspaniały... Jak go lepiej poznasz to zobaczysz.
- Mam nadzieję - powiedziała i spojrzała gdzieś za mnie. - O patrz, już jadą - odwróciłam się i zobaczyłam David'a za kierownicą. Uśmiechnęłam się szeroko. Po chwili stali przy nas wszyscy. Austin patrzył na mnie. Podeszłam do niego i pocałowałam, co odwzajemnił.
- Cudownie wyglądasz, tęskniłem za tobą - wyszeptał mi do ucha po chwili.
- Ja za tobą też  i dziękuję - spojrzałam mu w oczy, a potem przywitałam się z resztą przytulasem. Podeszłam powtórnie do Austina, a on mnie objął.
- To gdzie jedziemy? - zapytałam przyjaciół.
- Najpierw do kina - wyszczerzył się David.
- Oo dobry pomysł - powiedziałam.
- Bo mój - uśmiechnął się szeroko Austin.
- To jak? Jedziemy? - zapytała Caroline. Wszyscy pokiwaliśmy zgodnie głowami i zapakowaliśmy się do auta. "Dobrze, że jest duże. Tak to nie wiem jak byśmy się zmieścili" zaśmiałam się w myślach. Za kierownicą usiadł David, obok niego Alex, a z tyłu Austin, ja, Rosalie i Caroline. Jechaliśmy śmiejąc się głośno. Gdy byliśmy na miejscu pokazaliśmy bilety i poszłyśmy z dziewczynami usiąść, a chłopaki kupić jedzenie i picie. Ja siedziałam obok Austina, a z drugiej strony Rose. "Nawet nie wiem jaki to film..."
- Austin? - szepnęłam do chłopaka, gdy film się zaczynał.
- Tak, skarbie? - spojrzał mi w oczy.
- Co to za film?
- "Obecność", kojarzysz?
- O jeju... tak. Słyszałam, że to straszne... Czemu akurat horror? - zapytałam z przerażeniem.
- Nie lubisz horrorów? - na jego twarzy malowało się zdziwienie.
- No właśnie kocham! Ale się boję - zakryłam twarz rękami, a Austin pocałował mnie w czubek głowy.
- Oj, ty mój głuptasku. Wiesz, kiedy się będziesz bała możesz się do mnie przytulić - zaproponował.
- Dzięki, na pewno skorzystam - powiedziałam, a on już nic nie mówiąc uśmiechnął się szeroko. Dalej siedzieliśmy w ciszy. Przez cały film wtulałam się w mojego chłopaka i zakrywałam oczy. Film był naprawdę dobry. Po zakończeniu wyszliśmy z sali.
- To było straszne! - powiedziała głośno Rose gestykulując rękami.
- Ee tam, bez przesady. Nie było tam nic strasznego - odezwał się David.
- Naprawdę David? A kto przez cały czas siedział z zasłoniętymi oczami i modlił się o koniec? - zaśmiała się Caroline, a zaraz wszyscy za nią, tylko David się zarumienił i już nic nie mówił. Wyszliśmy z kina i skierowaliśmy się w stronę auta.
- To gdzie teraz? - zapytał Alex, który od kilku godzin nic nie mówił.
- Spoko, wszystko mam zaplanowane - wyszczerzył się David. Po chwili siedzieliśmy wszyscy w samochodzie. Jechaliśmy z 15 minut, aż zobaczyłam wielki szyld z nazwą, której nie kojarzyłam. Obok napisu był obrazek pizzy więc już wiedziałam, gdzie jesteśmy.
- Dobry pomysł - uśmiechnął się Alex. Wszyscy mu przytaknęliśmy, a David był z siebie dumny. Usiedliśmy przy sześcioosobowym stoliku i po chwili otrzymaliśmy Menu. Zamówiliśmy dwie duże pizze i coś do picia. Jedliśmy rozmawiając i śmiejąc się głośno.  Po skończonym posiłku, gdy jeszcze siedzieliśmy i rozmawialiśmy pomyślałam, że powiem Rose teraz o dziewczynach.
- Rose, rozmawiałam z Amy - powiedziałam i nastąpiła cisza. Każdy patrzył się na mnie.
- I? - zapytała dziewczyna.
- Wraz z Katy przylatują do nas pojutrze!
- Co? Naprawdę? To cudownie! - mówiła radośnie. - Mówiłaś mamie?
- Tak, tak. Ja też się cieszę. Dawno się z nimi nie widziałam... Mogą spać u mnie. Mam jeden wolny pokój z łóżkiem dwuosobowym.
- Jak tam chcesz. Nie mogę się już doczekać - cieszyłyśmy się jak głupie.
- Chwila, chwila... Kto to Amy i Katy? - zapytał zdezorientowany David. Rozejrzałam się po twarzach przyjaciół. Miny Caroline i Alex'a była podobna do David'a. Zaś Austin miał na twarzy wielki uśmiech. Opowiadałam mu o dziewczynach.
- To nasze... przyjaciółki. Znamy się od roku i w Manchesterze spędzałyśmy we cztery każdą wolną chwilę - uśmiechnęła się Rosalie na to wspomnienie.
- Tak, to prawda - potwierdziłam i potem zmieniliśmy temat. Po 15 minutach zapłaciliśmy i wsiedliśmy do samochodu. David po kolei zawoził każdego do domu. Ja i Rose mieszkałyśmy najdalej. W końcu chłopak zatrzymał się pod domem, a raczej willą Austina.
- To pa kochanie, do jutra - powiedział i pocałował mnie namiętnie.
- Do jutra - odpowiedziałam i, gdy wychodził wysłałam mu buziaka w powietrzu.

*30 minut później*
Leżę już we własnym łóżku przebrana w piżamę. Sprawdziłam Facebooka, Twittera i Instagrama po czym odłożyłam telefon na stolik nocny. Byłam bardzo zmęczona. Zgasiłam lampkę i okrywając się szczelnie kołdrą usnęłam.

*****************************************************
Przepraszam, że tak późno, ale nie wiem czy ktoś to w ogóle czyta :(
Dziękuję tym co mnie motywują i zachęcają do dalszego pisania ♥

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział X

Poczułam na twarzy przyjemne ciepło i otworzyłam oczy, ale po chwili je zamknęłam, ponieważ słońce ostro mi świeciło. Odwróciłam się na drugą stronę i wstałam z łóżka. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu: 8:03. Wyszłam na balkon. "Ciepło..." Pomyślałam, że jest dobra pogoda do biegania. Weszłam do garderoby i wybrałam ubranie, a potem skierowałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby i twarz. Wysuszyłam włosy i szczepiłam w wysokiego kucyka, ubrałam się i zrobiłam delikatny makijaż. Przechodząc obok pokoju Lily usłyszałam głośne szczekanie. Zajrzałam tam i zobaczyłam siostrę próbującą założyć Harry'emu jakieś skarpetki. "Biedny piesek" zaśmiałam się. Na dole nie było nikogo. Zrobiłam sobie tosty i szybko zjadłam popijając sokiem jabłkowym. Wzięłam do ręki małą butelkę wody i wyszłam z domu. Zaczęłam biec w stronę parku. "Muszę przyznać, że nie tak źle u mnie z kondycją." Biegłam uśmiechając się do napotkanych ludzi. Przeważnie były to starsze panie lub pary trzymające się za ręce. Przywołałam w głowie obraz mojego chłopaka i teraz szczerzyłam się jak głupia. "Fajnie to musi wyglądać..."
Po jakiejś godzinie byłam bardzo zmęczona. Skierowałam się w stronę domu. Gdy już miałam wejść usłyszałam piski i wesołe okrzyki Lily dochodzące zza domu. Ominęłam huśtawkę i poszłam tam. Mama opalała się na leżaku czytając jakąś gazetę i raz po raz zerkając na Lily, która pływałam w kole w basenie. Uśmiechnęłam się do nich.
- Julie, może się do nas przyłączysz? - zapytała mama zerkając na mnie.
- No nie wiem...
- No choć Julie! Będzie fajnie - powiedziała siostra machając rączkami i posyłając mi piękny uśmiech. "I jak tu się nie zgodzić."
- Nie bój się, nie utopię cię - mama patrzyła na mnie rozbawiona.
- No dobra, niech wam będzie. Idę się przebrać - pobiegłam na górę. Harry spał. Weszłam do garderoby i znalazłam strój, który mi się teraz najbardziej podobał. Szybko się przebrałam i zeszłam na dół. Nim odłożyłam Iphone'a na stolik ogrodowy spojrzałam jeszcze na wyświetlacz. Była 10:00, czyli miałam jeszcze sporo czasu. Weszłam powoli do basenu.
- Mamo chodź i ty! - zawołałam.
- O nie, ja wolę sobie poleżeć - uśmiechnęła się do mnie.
- No mamoo... - próbowała spojrzeć na mnie groźnym wzrokiem, ale jej nie wyszło. - Ha, ha, coś ci nie pykło, mamusiu. Chodź tu, raz-dwa.
- Mamo, Julie ma rację! Choć do nas, pochlapiemy się tloskę - Lily postanowiła mi pomóc. Wyszczerzyłam się, gdy zobaczyłam, że mama wstaje i idzie do nas.
- Ja wam dam. Żeby własne córki tak starą matkę wrobiły - zaśmiała się i po chwili wchodziła do basenu.
- Jaką starą? Mamo, masz 37 lat, nie przesadzaj. Poza tym wyglądem i zachowaniem wyglądasz na 20 - zaśmiałam się przypominając sobie jaka moja mama jest. Jej własne żarty, z których sama się śmieje, te wszystkie przekomarzania, drobne "kłótnie" ze mną o byle co. To wszystko czyni ją młodszą o kilkanaście lat. Choć zawsze i tak się o mnie martwi i to sprawia, że jest najukochańszą mamą na świecie. Cieszę się, że łączy mnie z nią taka silna więź.
- Ha ha, chciałabym. Oj, kochanie zabawna jesteś. - Lily zaczęła ochlapywać mamę wodą i po chwili także ta była mokra. Po pół godzinnej zabawie postanowiłam się poopalać. Leżałam z zamkniętymi oczami i myślałam... Tak bardzo się cieszę, że mam Austina. To jest dziwne, ze on w ogóle się we mnie zakochał. "Przecież ja nawet sławna nie jestem..." Jest cudowny. Jestem ogromną szczęściarą, tyle dziewczyn, by chciało być na moim miejscu...
30 minut później siedziałam na kanapie, już przebrana i umyta. Włączyłam telewizor i "skakałam" po kanałach. Nagle natrafiłam na MTV i już tam zostawiłam. Przez 10 minut rozmawiali o jakichś gwiazdach. Potem zaczęła się jakaś piosenka i, gdy spojrzałam na ekran zamarłam. "To piosenka Austina!" Bardzo mi się spodobała. Wstałam i zaczęłam tańczyć, choć zdawałam sobie sprawę jak to wyglądało. Zorientowałam się, że to pierwszy utwór Austina, który słyszę. "Ale jestem głupia, mogłam wcześniej coś przesłuchać..." Po zakończeniu usiadłam ponownie na kanapie i słuchałam, bo teraz były wiadomości o moim chłopaku.
"Przed chwilą słyszeliśmy jedną z najnowszych piosenek Austina Mahone "What About Love". Cieszemy się, że ten chłopak zdobywa coraz więcej fanów na całym świecie. Trzymamy kciuki za jego karierę. Wczoraj otrzymaliśmy pewne zdjęcie... Mieliśmy rację. Austin Mahone i tajemnicza dziewczyna razem.  Czy to prawdziwa miłość, czy tylko zabawa? Wydają się szczęśliwi. Ciekawe co na to fanki Austina. A teraz kolejny hit tego la..."
Nie słyszałam już dalej nic, bo zamarłam. Tam było zdjęcie jak się całujemy z wczorajszego wieczoru, przed moim domem! "Skąd oni to mają? Kto normalny o tej godzinie chodzi za kimś i robi zdjęcia?" Wkurzyłam się... Wyłączyłam telewizor i poszłam do swojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami i padłam na łóżko. Harry przybiegł do mnie i mnie lizał po ręku. Przytuliłam go. Wzięłam laptopa i przeglądałam różne stronki. Na jednej było to samo zdjęcie co wtedy... A po nim różne komentarze:
"Ta blondyna w ogóle nie pasuje do Austina! On zasługuje na kogoś lepszego!"
"Moim zdaniem to nie nasza sprawa z kim nasz idol się spotyka, najważniejsze, żeby był szczęśliwy... Choć ta dziewczyna wygląda przyjaźnie."
"Jak wy możecie ją hejtować nic o niej nie wiedząc? Moim zdaniem jest śliczna i jeśli Austn ją kocha to musi być wspaniała..."
"Ładna"
"Ee... dziwne. Ktoś w ogóle słyszał o niej cokolwiek?"
"Wygląda całkiem sympatycznie, mam nadzieję, że Austin jest z nią szczęśliwy."
I jeszcze inne... Zasmuciły mnie te negatywne, ale cóż... Takie życie dziewczyny gwiazdora...
Zamknęłam laptop i w tym momencie dostałam sms'a.
Od: Rose <3
"Julie, mogłabyś do mnie przyjść? Proszę... ;("
Wystraszyłam się... Co się mogło stać?
Odpisałam i po chwili wybiegłam z domu szybko zakładając buty.
Do: Rose <3
"Jasne, już idę."
Zapukałam do jej domu i otworzyła mi ona. Miała czerwone od płaczu oczu. Nic nie mówiąc przytuliłam ją do siebie i głaskałam delikatnie po plecach, a ona wtedy się rozpłakała.
- No już ćsii - pocieszałam ją. Odkleiłyśmy się od siebie i poszłam za nią nic nie mówiąc. Minęłyśmy salon i poszłyśmy schodami na górę. Przyjaciółka otworzyła drzwi i przepuściła mnie.  To był jej pokój. Usiadła na łóżku i poklepała miejsce obok niej. Poczłapałam tam i spojrzałam na nią. W jej oczach widać było smutek. - Słońce, co się stało?
- M-moi... moi rodzice się rozwodzą - "Co?!"
- Jak to możliwe? Przecież twoi rodzice zawsze byli idealną parą...
- Raczej na taką wyglądali... Już od kilku tygodni ciągle się tylko kłócą, krzyczą. Mam tego dość. Wczoraj przechodząc obok ich sypialni słyszałam słowa mamy, że złożyła pozew o rozwód. Na to mój ojciec jej odkrzyknął, że ma to gdzieś i cieszy się, bo nareszcie będzie wolny... Julie, może to moja wina?
- Spokojnie. Na pewno to nie jest twoja wina... Chyba nie muszę ci tłumaczyć, że czasami dwoje ludzi się nie dogaduje i już tak musi być... Słońce, dasz radę...
- Łatwo ci mówić! Ty tak nie masz. Masz idealne życie. Masz świetnego chłopaka. Twoja mama jest taka fajna, tata też... - spojrzałam na nią z bólem w oczach. "Nie prawda, nie mam idealnego życia. Nigdy nie zapomnę tego co było kilka miesięcy temu. Udaję wiecznie szczęśliwą, bo nie chce martwić ich wszystkich..." - Przepraszam, ja nie chciałam. Jestem taką beznadziejną przyjaciółką. Jak coś palnę to... - nie dokończyła, bo jej przerwałam.
- Nie prawda, to ja jestem beznadziejna. Mogłabym wreszcie o tym wszystkim zapomnieć i żyć dalej. Nawet pocieszyć cię nie potrafię, przepraszam - teraz już płakałyśmy obydwie, przytulając się. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam...
Obudziłam się przez własny telefon. Ktoś dzwonił. Siadłam niemrawo. Rose spała i tuliła moją rękę. Uśmiechnęłam się na ten widok. Szybko wyjęłam telefon z kieszeni, aby nie obudzić przyjaciółki. To był Austin. Wyszłam na korytarz i odebrałam.
- Halo? - zapytałam jeszcze zaspana.
- Hej, kotku. Spałaś? - powiedział ciepłym głosem.
- Jakoś tak wyszło. Jestem u Rose i obie musiałyśmy się wygadać, popłakałyśmy razem i nawet nie wiem kiedy usnęłyśmy...
- A coś się stało?
- Nie... Tylko Rose ma problemy i z nią to wszystko przeżywałam...
- No dobra, już nie będę wypytywał. Chciałem ci powiedzieć, że niestety nie możemy się spotkać za tą godzinę, bo muszę jechać do studia... Przepraszam skarbie...
- Nie no, nic się nie stało.
- A wieczorem mogłabyś? Byśmy się wybrali na jakąś randeczkę - zaśmiał się.
- Jasne - też się zaśmiałam. - Chętnie.
- Too... 18:00 może być?
- Taak - powiedziałam i usłyszałam, że Rose mnie woła. - Muszę kończyć, Rose się obudziła.
- Okey, to do zobaczenia.
- Paa - cmoknęłam do telefonu i się rozłączyłam, a potem się z siebie zaśmiałam. Weszłam do pokoju. Przyjaciółka siedziała i niemrawo przecierała oczy. - Rozmawiałam przez telefon - podniosłam go do góry, a następnie schowałam do kieszeni.
- To pewnie przeszkodziłam...
- Nie, jasne, że nie - uśmiechnęłam się do niej i siadłam na łóżko. - Jak się czujesz?
- Lepiej, sen mi dobrze zrobił, jakkolwiek dwuznacznie to brzmi - powiedziała, a ja spojrzałam na nią z uniesionymi brwiami i po chwili obie śmiałyśmy się w głos.
- Oj, ty mój debilu - przytuliłam ją mocno do siebie. - Nie martw się. Twoi rodzice wiedzą co robią.
- Może i tak. Idziemy zrobić coś do jedzenia? - uśmiechnęła się i chwilę później schodziłyśmy na dół.
- To co robimy? - "Po co ja pytam, to oczywiste, że powie naleśniki..."
- Hmm... Może naleśniki? - spojrzała na mnie z błyskiem w oczach. "Wiedziałam!"
- Jak zawsze - zaśmiałam się. - Ale niech ci będzie, wiem, że je uwielbiasz. - Zaczęłyśmy robić ciasto, a potem smażyłyśmy je na patelni. Po chwili miałyśmy kupkę naleśników. - Myślisz, że my to wszystko zjemy? - spojrzałam na nią jak na chorą psychicznie. - Ja zjem 3 maksymalnie.
- Oj cicho... Najwyżej damy je jakiemuś bezdomnemu psu...
- Ha ha, powodzenia - wyszczerzyłam się do niej, a po chwili zajadałyśmy się pysznymi naleśnikami z czekoladą i truskawkami.
- Mmm, przepyszne - powiedziała Rose, gładząc się po brzuchu. - Więcej nie dam rady, cztery wystarczą.
- Ty już zjadłaś cztery?! Ja drugiego zaczynam - zaśmiałam się.
- Bo ty zawsze tak wolno jesz, misiu... - Wstała od stołu i włożyła swój talerz do zmywarki i zaczęła myć miskę po cieście. - Masz jakieś plany na dziś?
- Mam się spotkać wieczorem z Austinem, ale jeszcze nie wiem gdzie - wzruszyłam ramionami. - A ty?
- Nie, ale może pójdę pobiegać.
- Ej, to może być poszła z nami? We trójkę...
- Zwariowałaś? Jeszcze brakuje mi widoku obściskujących się zakochanych - zaśmiała się, a ja z nią. - Nie chce wam przeszkadzać...
- Teraz to ty zwariowałaś. Wiadomo, że nie będziesz nam przeszkadzać - zaczęłam się zastanawiać nad tym, a po chwili klasnęłam w dłonie, tak głośno, że aż Rose podskoczyła. Zaśmiałam się i po chwili odstawiałam mój pusty talerz do zmywarki.
- Kobieto, ty chcesz, żebym zawału dostała? - powiedziała krzywiąc się, ale po chwili też się zaśmiała. - To co wymyśliłaś ?- powiedziała, bo, jak domyślałam się, nadal miałam zacięty wyraz twarzy. Siadłam przy stole, a po chwili ona też. - No gadaj.
- A, gdy byśmy zabrali jeszcze Davida i Caroline? Tak w piątkę? Myślę, że to świetny plan. Zaraz zadzwonię do Austina i mu o tym powiem. Wydaje mi się, że się ucieszy, bo to w końcu też jego przyjaciele, a we dwoje kie... - nie dokończyłam, bo Rosalie przerwała mój słowotok.
- Hej, hej kochana, przystopuj. Dobry pomysł, ale... - tym razem to ja jej przerwałam.
- Żadne, ale! Idziemy i już - wyjęłam telefon i po chwili usłyszałam głos Austina w komórce.
- Hej kotku, coś się stało?
- Nie. Dzwonię ci powiedzieć, że może spotkamy się wieczorem w piątkę? Ja, ty, Rose, David i Caroline? A we dwoje kiedy indziej... Pomyśl, będzie fajnie, tak jak tamtym razem...
- Ooo świetny plan - powiedział, a ja pokazałam Rosalie uniesiony kciuk w górę. - Czy już mówiłem jaka jesteś inteligentna?
- Ee tam, każdy mógł takie coś wymyślić - zarumieniłam się na jego słowa i usłyszałam parsknięcie przyjaciółki.
- Nie prawda. Słuchaj, bo kilka minut temu dzwonił do mnie Alex i on właśnie wraca z Meksyku... Będzie już za jakieś 20 minut w domu.
- Oo, to i on jeszcze - wyszczerzyłam się, bo przypomniałam sobie wszystkie moje plany zeswatania Alex'a z Rose.
- Jasne, to mu powiem i mogę jeszcze powiadomić pozostałą dwójkę.
- Ok, ok.
- Dobra, ja spadam, bo zaraz jadę do tego studia - słyszałam w jego głosie zmęczenie.
- Trzymaj się, kochanie. Paa.
- Pa kotku - odpowiedział i się rozłączył.
- Zakochani... - roześmiała się Rose.
- Ha, ha. Idziemy się przejść?
- Jasne. - Założyłyśmy buty i wyszłyśmy z jej domu. Gdy byłyśmy już w parku stanęłam w miejscu zszokowana, bo zobaczyłam...




************************************************
Miałam dodać wczoraj, ale poszłam na imprezę do przyjaciółki z okazji jej urodzin, więc nie zdążyłam... Mam taką małą prośbę.Chcę zobaczyć ile osób czyta moje wypociny. Więc proszę Cię - jeżeli czytasz pozostaw po sobie jakiś ślad w komentarzu, chociażby kropkę... To dla mnie ważne, dziękuję, kocham Was <3

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział IX

Pobiegłam tam, gdzie mi kazali, a Lily za mną. Otworzyłam drzwi i byłam w szoku. Był tam... najprawdziwszy szczeniaczek! Mordkę miał umazaną mlekiem, które przed chwilą pił z miski. Był cudowny! Oczy mi się zeszkliły ze wzruszenie. Nie zauważyłam kiedy rodzice przyszli. Stałam tak i się na niego patrzyłam, a on wesoło machał ogonkiem.
- Wszystkiego Najlepszego córeczko - powiedziała mama. - Wiemy, że twoje urodziny są za 2 tygodnie, ale już musieliśmy go wziąć.
- Dziękuję wam... Jest piękny! - odkleiłam się od mamy i przytuliłam tatę, a następnie podeszłam do pieska. Lily głaskała go, kucając.
- Jak go nazwies? - zapytała patrząc na mnie.
- Mamo, to chłopiec, tak? - zapytałam, a mama pokiwała głową. - A może Harry? To takie słodkie imię - zaśmiałam się.
- Mi się podoba! - wykrzyczała Lily - Haly, mały Haly - wzięła pieska na ręce i przytuliła.
- Lily, bo go udusisz - zaśmiał się tata. - Mi też to imię się podoba - uśmiechnął się do mnie. Podeszłam do siostry i wzięłam od niej pieska. Był taki słodki. Polizał mnie w nos, a ja się zaśmiałam i go przytuliłam.
 - Mój maluszek - powiedziałam do pieska.
- Kochanie, kupiliśmy kilka rzeczy dla Harry'ego, ale trzeba jeszcze trochę dokupić - mama nadal stała w drzwiach, a tata już poszedł.
- Dziękuję wam jeszcze raz, zaraz wybiorę się na spacer z nim i przy okazji kupię resztę - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju z pieskiem na rękach. - Chodź skarbeńku, pokaże ci twój nowy pokój - mówiłam do niego. Otworzyłam drzwi i położyłam go na łóżku, a on zaszczekał wesoło. - Czekaj Harruś, najpierw do Rose zadzwonimy i z nią pójdziemy. - Wyjęłam Iphon'a z kieszeni i wybrałam numer Rosalie. "Zrobię jej niespodziankę i nie powiem z kim idziemy."  Odebrała po 3 sygnałach.
- No hej lala, co tam? - usłyszałam jej radosny głos.
- Hej kochana. Idziemy zaraz na tą wycieczkę po okolicy? Przy okazji muszę kupić kilka rzeczy dla Ha... - nie dokończyłam, bo przypomniałam sobie o niespodziance.
- Dla kogo? - moja ciekawska Rose.
- Dla mamy - powiedziałam szybko.
- No dobra... Niech ci będzie - zaśmiała się.
- No to za 20 minut przed domem, papa - i rozłączyłam się. Przyszedł mi sms i czytając go miałam wielkiego banana na twarzy.
Od: Austin ;3
"Witaj moja księżniczka <3 Wyspałaś się? ;) Ja zaraz jadę na jakąś sesję. Tęsknię x"
Odpisałam mu.
Do: Austin ;3
"Hej :* Tak, wyspałam się, mam nadzieję, że ty też. A ja idę z Rose i Harry'm na spacer :)) Powodzenia i też tęsknię ;*"
Gdy wysłałam puknęłam się w głowę. "Harry... On pomyśli, że chodzi o jakiegoś chłopaka."
Od: Austin ;3
"Jaki Harry?"
"Wiedziałam, że tak będzie!" Siedząc na łóżku głaskałam szczeniaczka i pisałam smsy.
Do: Austin ;3
"Harry to taki największy słodziak na świecie! Kocham go przytulać i całować <3"
Postanowiłam go trochę podenerwować. Zaśmiałam się na treść następnego smsa.
Od: Austin ;3
"Julie... jak to? Myślałem, że to ja... że to mnie kochasz. Przecież mówiłaś..."
Do: Austin ;3
"Haha Harry to mój nowy szczeniaczek, kochanie :*"
Od: Austin ;3
"O ty kłamco! Już się bałem :* Muszę lecieć już na tą sesję, ale potem się policzymy ;* Kocham x"
Schodziłam na dół pisząc, a Harry biegł za mną.
Do: Austin ;3
"Przepraszam :** Ja Ciebie też, pa <3"
Weszłam do kuchni i postanowiłam zjeść w końcu to śniadanie. Szczeniaczek siedział i pił wodę w misce, którą naszykowała mu mama. Wyjęłam sobie miskę i wlałam do niej płatki. Po zagrzaniu wsypałam moje ulubione czekoladowe płatki i zaczęłam się zajadać. Po zjedzeniu włożyłam naczynia do zmywarki. W tym momencie wbiegła Lily ze smyczą i obrożą w rękach.
- Julie, Julie! Mama kazała ci to dać. Dla Halego smyc i obroza - podeszła do mnie i podała mi.
- Dziękuję Lily - odebrałam rzeczy. - Pomożesz mi zapiąć mu smycz i obrożę?
- Tak! - ucieszyła się mała. Głaskała psa, trzymając go, żeby się nie wiercił. Założyłam czerwoną obrożę i zapięłam smycz.
- Dzięki, skarbie - przytuliłam siostrzyczkę, a ona po chwili wyszła. Zdjęłam pieska z łóżka i wyszłam z nim przed dom. Rose jeszcze nie było. Podeszłam do jej domu, a ona zaraz wyszła.
- Hej kochana, jak ta... - nie dokończyła, bo zobaczyła szczeniaczka - O jeju! Jaki słodki piesek! Hej, malutki - zaczęła mówić do niego. "W tym momencie zeszłam na drugi plan." Zaśmiałam się w duchu. Kucnęła i zaczęła go głaskać. - Co to za słodziak? Skąd go masz? - wstała.
- Dostałam od rodziców na urodziny. W prawdzie są one za 2 tygodnie, ale już mi go dali. Cudowny, prawda?
- Tak, słodziutki. A jak się nazywa?
- Harry - uśmiechnęłam się, a po chwili także ona.
- Czy wybrałaś to imię, gdyż ma coś wspólnego z twoją wielką miłością do One Direction, a szczególnie jednego członka, Harry'ego Styles'a? - zapytała śmiejąc się.
- Moooże. Nie no, po prostu podoba mi się to imię, pasuje do niego - zaśmiałyśmy się i poszłyśmy na spacer. Pokazywałam wszystkie miejsca, które pokazał mi Austin. Rosalie była zachwycona. Wszystko komentowała, musiała wszystkiego dotknąć. Śmiałam się z niej, zachowywała się jak dziecko i to było w niej wspaniałe. "Pasowałaby do Alex'a, Austin mówił, że on też taki jest..." W drodze powrotnej zaszłam do sklepu zoologicznego i kupiłam inne, potrzebne rzeczy dla Harry'ego. Przed domem pożegnałam się z Rose i wraz z moim małym przyjacielem weszliśmy do domu. W salonie zobaczyłam tatę, który trzymał Lily na "barana" i skakał z nią po całym pomieszczeniu. Zaśmiałam się na ten widok. Zaś w kuchni stała mama i gotowała, za pewne obiad.
- Hej mamo, już jesteśmy - podeszłam do niej i pokazałam jej reklamówkę.
- O to dobrze, bo goście przychodzą wcześniej, za jakieś 30 minut. - "Wróciła" do gotowania, a ja wzięłam psa na ręcę.
- Okey, to ja idę się szykować - powiedziałam i pobiegłam na górę z pieskiem. Odłożyłam rzeczy zwierzaka. Weszłam do garderoby i zaczęłam przeglądać ciuchy, a Harry bawił się gryzakiem. Zdecydowałam się na zwiewną sukienkę i kilka dodatków. Poszłam do łazienki i przebrałam się, poprawiłam makijaż, a następnie włosy. Będąc już w pokoju sięgnęłam po laptopa i weszłam na portale społecznościowe. Na Facebooku Kate była dostępna, więc trochę z nią popisałam i poopowiadałam. "Muszę porozmawiać z mamą na temat przyjazdu jej i Amy." Po kilku minutach postanowiłam przejrzeć jeszcze Twittera. Na szczęście nic o mnie nie było. "Pewnie już zapomniały." Zamknęłam laptopa. Harry spał sobie słodko na nowym posłaniu. Uśmiechnęłam się do niego i zbiegłam na dół. Goście właśnie wchodzili, a rodzice ich witali. Lily siedziała na kanapie w ślicznej sukience. Byłam w szoku, gdy zobaczyłam, że córką znajomych moich rodziców jest Caroline. Gdy ona mnie zobaczyła to także zaczęła się szczerzyć. Podeszłam do niej i przytuliłam na powitanie. Nasi rodzice spojrzeli na nas zdziwieni.
- To wy się znacie? - zapytała moja mama po dłuższej chwili milczenia.
- Tak i nawet przyjaźnimy - zaśmiała się Car.
- Poznałyśmy się ze 2 dni po naszej przeprowadzce - uśmiechnęłam się do rodziców i ich znajomych.
- To dobrze, już nie musimy was przedstawiać - powiedziała mama Caroline. Weszliśmy do salonu i zasiedliśmy do nakrytego stołu. Mama przyniosła wszystko i zaczęliśmy jeść. Po kilkunastu minutach postanowiłyśmy wraz z Rose pójść do mojego pokoju.
- Ładnie tu masz - uśmiechnęła się do mnie.
- Mnie też się podoba - odwzajemniłam uśmiech i usiadłam na łóżko poklepując miejsce obok siebie. Przyjaciółka usiadła. Zobaczyłam, że Harry się obudził i zaszczekał głośno machając energicznie ogonkiem.
- Oo jaki słodziak! To twój? - Wzięła go na kolana.
- Tak, dziś dostałam od rodziców na urodziny.
- Masz dziś urodziny? Nie wiedziałam, przepraszam. Wszystkiego najlepszego - wyszczerzyła się do mnie.
- Dziękuję, ale nie mam dziś urodzin - zaśmiałam się. - Mam za 2 tygodnie, tylko rodzice postanowili mi wcześniej go dać. Nazwałam go Harry.
- Oo słodko - głaskała go, a on ułożył się wygodnie na jej kolanach. - Cudny jest.
- Wiem - uśmiechnęłam się szeroko. I tak siedzieliśmy i gadaliśmy. Potem zeszliśmy na dół na deser. Nie wiadomo kiedy zleciały te 4 godziny. Było bardzo miło, wspaniale bawiłam się w towarzystwie Caroline. Pożegnaliśmy się z gośćmi. Weszłam na górę i w momencie zamykania drzwi zadzwonił mój telefon. Nie spoglądając kto dzwoni, odebrałam.
- Halo?
- Hej słońce, jak tam? - słysząc jego głos ciarki przeszły mi po plecach i poczułam przyjemne ciepło.
- Cześć Austin. Właśnie przed chwilą poszli goście, znajomi moich rodziców. Wiesz kim okazała się ich córka?
- Nie wiem, ale mam nadzieję, że się zaraz dowiem - usłyszałam jego radosny głos.
- Więc... To była Caroline. Wiesz jak się zdziwiłam?
- Haha nieźle. Mam nadzieję, że spędziłyśmy przyjemne popołudnie.
- Taak - przeciągnęłam słowo. - A ty co tam porabiasz?
- Siedzę i się akurat nudzę. Sesja się dość szybko skończyła, ale potem był niestety jakiś wywiad.
- No to pracowity dzień. A ja się nudzę...
- Ja też. Co ty na to, aby ponudzić się razem? - zapytał, a ja cieszyłam się w duchu jak głupia.
- Jestem za. Przyjedziesz do mnie? - powiedziałam słodkim głosem.
- Liczyłem, że to powiesz, skarbie. Będę za 10 minut. Do zobaczenia.
- Uważaj na siebie. Papa - i się rozłączyłam. "Już nie będę się nudzić" pomyślałam i nadal się cieszyłam. Zarzuciłam na siebie bluzę i wyszłam na dwór. Usiadłam na huśtawce i czekałam. Po kilku minutach przyjechał na skuterze. Podeszłam do niego.
- Ślicznie wyglądasz, kochanie - powiedział i dał mi buziaka na powitanie. Zarumieniłam się słysząc jego słowa.
- Dziękuję. Idziemy do domu? - zapytałam, a on kiwnął głową. Złapałam go za rękę i weszliśmy do domu. Idąc po schodach usłyszałam, to czego się obawiałam.
- Julie? - To była mama. - Co to robiłaś o tej godzi... - nie dokończyła, bo zobaczyła Austina, a on spojrzał na mnie nie pewnie. "No to teraz się zacznie."
- Mamo, to jest mój chłopak, Austin. Austin to moja mama - przedstawiłam ich sobie.
- Dzień dobry, miło mi panią poznać - uśmiechnął się nieśmiało i wyciągnął rękę.
- Dzień dobry, mi ciebie też - ujęła jego dłoń. - Może zrobię jakąś kolację?
- Nie, mamo naprawdę nie trzeba. To my już idziemy - powiedziałam i odetchnęłam z ulgą. Poszliśmy sprawnie na górę. - Przepraszam, nie sądziłam, że ktoś nas usłyszy.
- Nie ma za co. I tak kiedyś bym musiał poznać twoich rodziców - puścił mi oczko. Pchnęłam drzwi do mojego pokoju. - To ten Harry? - zapytał patrząc na pieska gryzącego pościel.
- Tak. Harruś zostaw to, nie ładnie - zwróciłam się do szczeniaczka i wzięłam go na ręce puszczając dłoń Austina.
- Słodki - uśmiechnął się i go pogłaskał, a Harry polizał go po dłoni. - Ej mały, nie pogrywaj ze mną - zaśmiał się, a ja z nim. Położyłam zwierzaka na ziemi i usiadłam na łóżku.
- Siadaj - wskazałam mu miejsce obok mnie.
- Tęskniłeeem - powiedział siadając. Spojrzał mi w oczy.
- Ja też. - Zaczęliśmy zbliżać nasze twarze do siebie i po chwili zatraciliśmy się w delikatnym pocałunku. Dałam mu dostęp do mojego języka i teraz całowaliśmy się coraz namiętniej. Odkleiliśmy się od siebie i chłopak objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego. - Kocham cię.
- Ja ciebie też, skarbie. Tak się cieszę, że cię mam. Jesteś cudowna. - Po jego słowach zrobiło mi się ciepło na sercu. Siedzieliśmy wtuleni jakiś czas rozmawiając, aż w końcu chłopak musiał wracać do domu, bo jutro z rana miał jakiś wywiad. Odprowadziłam go do furtki.
- Mam nadzieję, że następnym razem przyjedziesz na dłużej - powiedziałam przytulając go na pożegnanie.
- To mogę ci obiecać, kochanie. Jutro zabieram cię w tajemnicze miejsce...
- Znowu? - zaśmiałam się.
- Tak i nie pisnę nawet słówka dokąd. 14:00 może być?
- Jasne - dał mi jeszcze szybkiego buziaka i odjechał. Weszłam do domu i pognałam na górę, mając nadzieję, że rodzice mnie nie zauważą. Wsypałam Harry'emu karmy i poszłam się przebrać w piżamę. Zmyłam też makijaż. Gdy weszłam do pokoju szczeniak już spał. Zalogowałam się jeszcze na Facebooka. Miałam jedną wiadomość. Od Rose.
"Jak wejdziesz to napisz mi jak było, bejbe ;*"
Była nadal dostępna, więc jej odpisałam.
[R - Rose, J - Ja]
J: Było świetnie! Czekaj, czekaj... Skąd wiesz, że Austin u mnie był?
R: Chodziło mi o to spotkanie ze znajomymi Twoich rodziców, haha :D
J: Aa sorry :) Córką znajomych okazała się Caroline, wiesz?
R: Wow, to nieźle. Na pewno się nie nudziłyście :D
J: No. Ogólnie było bardzo fajnie i wszyscy się zachwycali Harry'm.
R: W to nie wątpię ;D
J: A co u ciebie? :*
R: A nic. Po naszym spacerze posiedziałam trochę w domu, a wieczorem postanowiłam sobie pobiegać. Jakoś dałam radę, nie zgubiłam się :D
J: Haha, gratuluję. Dobre, ja kończę, bo jestem padnięta. Dobranoc x
R: Dobranoc <3
Jak jej napisałam tak zrobiłam. Dodałam jeszcze na instagramie nowe zdjęcie z dzisiejszego dnia i się położyłam. Szybko usnęłam...

*************************************************************
Mam nadzieję, że rozdział może być ;) Dopiero teraz dodałam, bo miałam problemy z internetem. Kocham Was <3

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział VIII

Jechałyśmy właśnie taksówką. Z oddali zobaczyłam już Austina, Davida i Caroline. Gdy dojechałyśmy na miejsce zapłaciłam taksówkarzowi. Podeszłyśmy do grupki moich przyjaciół.
- Hej kochani - podeszłam do nich i przywitałam się z każdym buziakiem w polik. - To jest moja przyjaciółka, Rosalie. Rose to Austin, David i Caroline - pokazywałam po kolei palcem kto jest kto.
- Miło mi was poznać - Rose uśmiechnęła się nieśmiało.
- Nam ciebie też - odpowiedzieli chórkiem, a ja się zaśmiałam.
- To jak? Idziemy? - zapytałam uśmiechając się.
- Jasne, chodźmy - Austin podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Przyznam, że spodobał mi się ten gest. Przez ten  tydzień bardzo się do siebie zbliżyliśmy i coś do niego czułam... "Nareszcie się przed sobą przyznałam." Pomyślałam. Szliśmy z Austinem jako pierwsi. Rose szła zaraz za mną. Chłopaki podeszli do kasy, a my stałyśmy i rozmawiałyśmy.
- To jedziemy tak: ja z Rose, ty z Davidem - wskazałam na Caroline - a Austin z kimś kto będzie wolny - zaśmiałam się, a one ze mną. - Może być?
- Jasne, mi pasuje - odpowiedziała Car. - Ciekawe czy Austinowi się spodoba - śmiała się.
- Mi też pasuje - uśmiechnęła się Rose. Po chwili przyszli do nas chłopaki i powiedziałyśmy im kto z kim jedzie. Poczułam, że ktoś do mnie podszedł. Nim zdążyłam się odwrócić ktoś szepnął mi do ucha:
- Ale ja chciałem z tobą - spojrzałam na niego. To był Austin, zarumieniłam się. Widziałam, że Rose na mnie spojrzała i uśmiechnęła się. Teraz była nasza kolej. Wsiedliśmy i zabawa się zaczęła. Było bardzo wesoło, co chwilę ktoś się śmiał. Po 30 minutach nasza zabawa niestety się skończyła. Zeszliśmy z gokartów i wyszliśmy z budynku.
- Ale było świetnie! - zachwycała się Caroline.
- To kiedy powtórka? - roześmiał się David, a wszyscy wyrazili chęć powtórzenia tego.
- Ja muszę już iść, przepraszam was - uśmiechnął się przepraszająco David. Cmoknął swoją dziewczynę i poszedł. Po chwili Caroline powiedziała, że zabiera Rose na kawę. "O co tu chodzi?" Po chwili zniknęły. Spojrzałam na Austina pytająco.
- Mnie nie pytaj - zaśmiał się. - A skoro już jesteśmy sami zabieram cię w pewne miejsce i nie przyjmuje odmowy.
- No niech ci będzie - uśmiechnęłam się, a on wyszczerzył się do mnie. "W co ja się pakuję?"
- Chodź, z drugiej strony jest parking i tam stoi mój skuter - pociągnął mnie za rękę. Obeszliśmy budynek i po chwili zobaczyłam skuter Austina. Chłopak podał mi kask. Jakoś udało mi się go zapiąć. Wsiedliśmy i złapałam go w pasie. Jechaliśmy w miarę szybko, ale mi to nie przeszkadzało, a wręcz sprawiało radość. Zatrzymaliśmy się przed pewną restauracją. Gdy zeszliśmy odezwałam się:
- Austin, ale zobacz jak ja jestem ubrana... - zilustrował mnie od góry do dołu.
- Pięknie wyglądasz - przygryzł wargę, a ja zadrżałam. "Boże, co on ze mną robi?"
- Nie, Austin ja tak nie wejdę... - popatrzyłam w jego oczy.
- No dobrze, ale to nie będzie w środku restauracji - spojrzałam na niego zaciekawiona. - Nic więcej nie powiem - zaśmiał się.
- To zawieziesz mnie, żebym się przebrała? Proszę - popatrzyłam na niego oczami a'la kot ze Shreka.
- W sumie to ja też muszę się przebrać - uśmiechnął się. - To chodź, zawiozę cię, sam pojadę się przebrać i przyjadę po ciebie. Ile czasu potrzebujesz?
- Ze 30 minut? - pokiwał tylko głową i wsiedliśmy powtórnie na skuter, a po chwili jechaliśmy w stronę mojego domu. Zeskoczyłam ze skutera i pomachałam Austinowi na pożegnanie. "Było chłodno, ale znów się ociepliło" pomyślałam. Wbiegłam szybko do domu, a następnie do swojego pokoju. "Szykuje się wspaniały wieczór..." Podeszłam do szafy, zaczęłam przeglądać moje sukienki. Znalazłam odpowiednią. Dodałam biżuterię. Weszłam do łazienki i zrobiłam mocniejszy makijaż, a także zakręciłam włosy w piękne loczki. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia.
- Chyba może być - powiedziałam do siebie. Spojrzałam na zegarek. Byłam tu od 25 minut. Wzięłam do ręki torebkę i założyłam buty. Wyszłam przed dom i po kilku minutach podjechał Austin. Gdy na mnie spojrzał szczęka mu opadła.
- Przesadziłam? Mogę się iść przebrać... - powiedziałam nie pewnie. Zilustrował mnie od góry do dołu i wyszczerzył się.
- Wyglądasz zjawiskowo... - poczułam, że się czerwienie. On miał na sobie białą koszulę, czarne spodnie i dopasowaną marynarkę.
- Dziękuję, ty też - podeszłam i pocałowałam go w polik.
- A może pojedziemy taksówką? Nie sądzę, żeby skuter był dobrym wyborem, gdyż masz sukienkę i jeszcze kask trzeba założyć... Może zostawię skuter u ciebie i potem go wezmę?
- Masz rację, nie pomyślałam o tym.
- To ja ja zadzwonię po taksówkę - uśmiechnął się i usiedliśmy na ławce, która znajdowała się zaraz obok domu. Austin zadzwonił i czekaliśmy z 10 minut. Otworzył mi drzwi i usiedliśmy.
Po kilkunastu minutach staliśmy pod tamtą restauracją. Weszliśmy do środka i jakie było moje zdziwienie, gdy Austin łapiąc mnie za rękę poprowadził po schodach na górę. Szliśmy dość długo. To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Znajdowaliśmy się na dachu restauracji! Po lewej stronie stał stół, a na nim 2 kieliszki, czerwone wino, talerze i sztućce. Po prawej zaś był rozłożony koc, a na nim koszyk i jakiś magnetofon. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę!
- Austin tu jest pięknie! - przytuliłam go mocno.
- Cieszę się, że ci się podoba. A zobacz jaki piękny widok - poprowadził mnie do niskiego murku z barierką. Było cudownie. "Ten widok..."
- Cudowny, dziękuję ci - powiedziałam patrząc mu w oczy.
- Zapraszam piękną panią do stołu - ukłonił się, a ja zachichotałam. Odsunął mi krzesło, a następnie sam usiadł. Zaczął nalewać wino do kieliszków. W tym samym czasie zobaczyłam kelnera. Szedł w naszą stronę niosąc coś na tacy.
- Dzień dobry, życzę miłego wieczoru - położył to na stole, uśmiechnął się i poszedł. Dowiedziałam się, że jest to przystawka. Nazywało się to: Bruschetta. Było bardzo smaczne. Austin podał mi kieliszek i wypiliśmy za nasze zdrowie. Po chwili przyszedł znów ten sam kelner i znów położył coś na stole. Dowiedziałam się, że było to jakieś danie z łososia.
- Smakuje ci? - zapytał Mahone.
- Tak, bardzo dobre - powiedziałam szczerze. Jedliśmy jeszcze kilka minut. Po chwili Austin wstał od stołu i podszedł do magnetofonu. Włączył jakąś wolną piosenkę. Potem podszedł do mnie.
- Mogę prosić? - spojrzał mi w oczy i wyciągnął rękę. Przygryzłam wargę i podałam mu dłoń. Wstałam. Złapał mnie w pasie, a ja położyłam rękę na jego ramieniu. Zaczęliśmy tańczyć. Było wspaniale. Nagle spojrzałam na jego twarz. Był niebezpiecznie blisko. Zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Poczułam dreszcze. Dzieliły nas milimetry. Czułam jego miętowy oddech. Po chwili nasze usta złączyły się. Było jak w bajce. Całował nieziemsko. Po chwili otworzyłam usta  i dałam mu dostęp do mojej buzi. Nasze języki rozpoczęły dziki taniec. Odkleiliśmy się od siebie, by złapać oddech. Oddychaliśmy nie równo. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Austin uśmiechnął się i dał mi jeszcze szybkiego buziaka. Złapał mnie za rękę i usiedliśmy na kocu, zmienił piosenkę na szybszą. W koszyku znajdowały się winogrona. Nikt nic nie mówił, ale ta cisza nikomu nie przeszkadzała, ponieważ było magicznie. Karmiliśmy się nawzajem.
- Julie, bo... ja... kocham cię - powiedział w końcu patrząc  mi w oczy.
- Ja ciebie też Austin - odpowiedziałam i go pocałowałam.
- Czyli można powiedzieć, że jesteśmy razem?
- A jak myślisz? - zapytałam tajemniczo.
- Myślę, że tak - po raz kolejny zatraciliśmy się w pocałunku. Wplotłam ręce w jego włosy, a on złapał mnie w pasie. "Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi..."
Austin siedział za mną i mnie obejmował, a ja leżałam na jego ramieniu.  Oglądaliśmy zachód słońca. "Jest idealnie."

*Pół godziny później*
Jestem już w domu. Spędziłam cudowny, romantyczny wieczór z chłopakiem, którego kocham. "Tak, teraz jestem tego pewna." Siedząc w pokoju nie mogłam przestać się uśmiechać.  Włączyłam laptopa i weszłam na Facebooka. Rose była dostępna, od razu do niej napisałam.
[R - Rose, J - Ja]
J: ROSE! Zabiję Cię.
R: Oo, hej Julie :* Od razu mówię nie mój pomysł. Aż tak źle było?
J: Nie... było cudownie...
R: Gdzie Cię zabrał?
J: Na kolację na dachu restauracji...
R: Jeju, Jul! Tam musiało byś pięknie!
J: I było.
R: Opowiadaj wszystko.
J: No to najpierw jedliśmy kolację, potem wtuleni tańczyliśmy...
R: Co dalej?!
J: Potem pocałował mnie... Było wspaniale.
R: Tak się cieszę! Jak całuje?
J: Hahaha, oj Rose, Rose. Powiem ci, że bardzo dobrze :D
R: Zazdroszczę, że już znalazłaś swojego księcia...
J: Nie martw się ty też na pewno nie długo znajdziesz.
R: No zobaczymy :D Co jeszcze robiliście? :)
J: Siedzieliśmy na kocu, przytulaliśmy się, oglądaliśmy zachód słońca...
R: Ale romantycznie ^^ Cieszę się Twoim szczęściem, kochana.
J: Dziękuję :*
R: Wychodzimy jutro gdzieś? (:
J: Możemy po południu, ale tylko na trochę, bo potem przyjeżdżają goście i mama mi kazała być... To oprowadzę cię po okolicy, może być?
R: Jasne, dam radę :D
J: To ja kończę, bo zaraz idę spać, po tym dniu pełnym wrażeń :))
R: Ok, ok, idź. To do jutra, pa :*
J: Narka x
I się wylogowałam. "Ach, ta Rosalie... Lubi wszystko przeżywać." Uśmiechnęłam się na myśl o mojej przyjaciółce. Wzięłam moją piżamkę i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i przebrałam się. Potem położyłam się na łóżku i słuchałam muzyki. Odłożyłam telefon i słuchawki i usnęłam...

*Następnego dnia*
Obudziłam się wypoczęta. Spojrzałam na zegarek: 11:13. "Wow, pospałam sobie dziś." Wzięłam prysznic i nasmarowałam ciało balsamem. Ubrałam się i zrobiłam makijaż. Zostawiłam włosy rozpuszczone, ale trochę je wyprostowałam. Zeszłam na dół i poczułam piękny zapach. Mama robiła gofry, tata siedział w salonie, a Lily bawiła się lalkami.
- Witaj rodzinko! - przywitałam się ze wszystkimi.
- Hej Julie, a co ty taka szczęśliwa? - zapytała mama.
- A tak po prostu. Ładna dziś pogoda - wyjrzałam za okno.  - O której goście przychodzą?
- Na 17:00 mieli być - powiedział tata. - A właśnie mamy dla ciebie niespodziankę. - Spojrzałam na niego pytająco. - Idź do pokoju Lily i zobacz.
Mama się uśmiechała. Pobiegłam tam, gdzie mi kazali, a Lily za mną. Otworzyłam drzwi i byłam w szoku. Stał tam...

*************************************************
 Co tam mogło być? ;))
Dziękuję za wszystko <3 Kocham Was <3

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział VII

*Tydzień później*
To już dziś... Dziś przylatuje Rose! Od wczoraj chodzę podekscytowana i szczęśliwa. Nareszcie się zobaczymy, tęskniłam za nią. Będę mogła jej wszystko opowiedzieć na żywo. Nie mogę się doczekać. Przez te kilka dni spotykałam się z Austinem i przyznam, że coraz bardziej mi się podoba. Wymyślał coraz to nowsze miejsca na spotkania. Widziałam się także kilka razy z Davidem i Caroline i poznałam drugiego przyjaciela Austina - Alexa. Zaprzyjaźniłam się z nimi wszystkimi.
Wstałam, wybrałam ubranie na dziś i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, nasmarowałam swoje ciało balsamem brzoskwiniowym, obmyłam twarz i umyłam zęby. Następnie wysuszyłam włosy i szczepiłam je w luźnego koka, zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół i zobaczyłam kartkę leżącą na stole. Zaczęłam czytać:
"Hej słonko. Pojechałyśmy z Lily do sklepu i o 10:00 powinniśmy już być. Zrób sobie kanapki czy coś. Mama x"
Spojrzałam na zegarek. Była 9:40, więc jeszcze trochę.. Mama obiecała przywieźć rodzinę Rose z lotniska i ja mam jechać z nią. Mieli przylecieć około 11:00.
Zrobiłam sobie kilka kanapek z serem, wędliną, pomidorem, sałatą i ogórkiem i nalałam sobie soku pomarańczowego. Siadłam z napojem i kanapkami w salonie. Włączyłam telewizor i przełączyłam na MTV. Był akurat jakiś program o gwiazdach. Usłyszałam słowa: "Wczoraj, tj. 14 lipca Austin Mahone był widziany z jakąś blondynką. Siedzieli razem w parku na ławce i rozmawiali, ale było czuć pomiędzy nimi jakąś chemie. Czyżby tajemnicza blondynka była wybranką Mahone'a?" I pokazali moje zdjęcie z Austinem z wczorajszego spotkania, gdy siedzieliśmy na ławce i uśmiechaliśmy się do siebie. Widząc i słysząc to o mało nie zakrztusiłam się sokiem. "Co oni jeszcze wymyślą? Śmieszne to jest. Już nawet z przyjacielem się spotkać nie można?" Postanowiłam się tym nie przejmować. Wyłączyłam telewizor i odniosłam pusty talerz i szklankę do zmywarki. Poszłam na górę i otworzyłam laptopa i weszłam na Twittera. Na stronie głównej zobaczyłam tweet, który mnie zdziwił... Brzmiał tak: "#tajemniczablondynkazAustinem co Wy o tym sądzicie? Dziewczyna wyglądała bardzo sympatycznie, ale średnio pasuje do Austina..." Weszłam w ten hashtag i byłam w szoku. Dziesiątki tweetów z tym hashtagiem, przeważnie fanek Austina, tzw. Mahomies. W kilku było, że pasuję do Austina, w innych, że nie bardzo, w jeszcze innych, że on pasuje do jakieś Camille. W niektórym było także o tym, że jestem śliczna, co mnie bardzo zdziwiło... "Jak to możliwe, że wszystko tak szybko się rozchodzi? Co oni sobie wyobrażają? Przecież my się tylko przyjaźnimy... Miałam się tym nie przejmować, no tak..."
Poczułam wibrację mojego telefonu i szybko odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
- Słucham? - powiedziałam trochę jakby smutnym głosem, sama nie wiem czemu.
- Słuchaj, Julie. Pewnie słyszałaś lub widziałaś to nasze zdjęcie w telewizji lub w internecie. Proszę cię nie przejmuj się tymi bzdurami... Ludzie po prostu nie mają co wymyślić i tyle . - To był Austin. Powiedział to takim pewnym głosem.
- Wiem i próbuję się nie przejmować.
- Dobrze, nie rozmawiajmy o tym. Mam pytanko - przedłużył ostatnie słowo.
- Słucham - zachichotałam.
- Masz wolny wieczór? - mówił wesołym głosem.
- Niestety dziś nie... Przepraszam, ale przyjeżdża Rose i chciałam z nią spędzić ten dzień. Mówiłam ci o niej, pamiętasz?
- A no tak... - W jego głosie słychać było smutek.
- Ej... mam lepszy pomysł! - krzyknęłam uradowana z mojej pomysłowości. - A może byśmy się spotkali wieczorem w szóstkę? Ja, ty, Rose, Caroline, David i Alex? Fajnie by było.
- Oo, świetny plan. Ale chwila... Alex mi mówił, że on jedzie dziś po południu do rodziny w Meksyku i wraca za kilka dni...
- Kurcze. To się w piątkę spotkajmy. - Byłam szczęśliwa.
- No, racja. Nie dość, że piękna to jeszcze inteligentna. - Zarumieniłam się słysząc te słowa.
- Nie prawda - uśmiechnęłam się. Usłyszałam zatrzaskiwanie drzwi - Austin muszę kończyć, bo zaraz jedziemy z mamą po Rose i jej rodzinę. Jeszcze napiszę co i jak. Do zobaczenia.
- Do wieczora - i się rozłączyłam. Wyłączyłam laptop i zeszłam na dół. Mama odstawiła zakupy na bok i zaczęłą rozbierać Lily.
- Julie, zobacz co sobie kupiłam - krzyknęła mała pokazując mi bransoletkę na rączce. Mama spojrzała na mnie.
- Śliczna - uśmiechnęłam się ciepło do siostrzyczki. - Mamo, pamiętaj, że za 15 minut jedziemy - zwróciłam się do mamy.
- Ja miałabym nie pamiętać? Oj kochanie. Jadłaś coś? - Ona to jak zwykle.
- No tak. Nie widać po mnie? - zaśmiałam się.
- No właśnie nie, jedz więcej - spojrzała na mnie z troską w oczach. - Chodź, usiądziemy w salonie i pooglądamy coś przez te 15 minut.
Jak powiedziała tak zrobiłyśmy. Lily opowiadała mi o wszystkim co robiła w sklepie i co widziała. "Oczami dzieci wszystko jest kolorowe i wszędzie można się bawić" wywnioskowałam z jej wypowiedzi.
10 minut później zakładałam buty. Mama otworzyła garaż i wsiadłyśmy do samochodu. W końcu dojechałyśmy i weszłyśmy do budynku. Wybiegłam na lotnisko i zobaczyłam z daleka Rosalie z rodziną. Zobaczyła mnie i rzucając walizki zaczęła biec w moją stronę, a ja w jej. Wpadłam w jej ramiona i mocno ją przytuliłam.
- Julie, tak tęskniłam! - spojrzała chwilę na mnie, a potem znów mnie obejmowała.
- Ja też. Zobaczysz jak tu w San Antonio jest świetnie! Praktycznie codziennie jest ciepło, mili ludzie, piękne miejsca. Tu jest jak w bajce. - Odkleiłyśmy się od siebie
- Wierzę - powiedziała podekscytowana. - Nie mogę się doczekać jak wygląda mój dom. Ładny jest?
- Ja tam twój dom widzę codziennie - zaśmiałam się. - Tak, bardzo ładny.
- Juhu! Co dziś będziemy robić? - zapytała z iskierką w oczach.
- Wiesz, bo chciałam ten dzień spędzić z Tobą, ale zadzwonił Austin czy się z nim nie spotkam i wymyśliłam, że spotkamy się jeszcze z Caroline i Davidem, bo Alexa na razie nie ma w domu. Pamiętasz, opowiadałam ci o nich?
- Tak, pamiętam! Wreszcie poznam twojego Romeo, droga Julie - zaśmiała się, a ja uderzyłam ją lekko w ramie. - A to za co? - udawała oburzenie.
- Za to, że żyjesz - pokazałam jej język.
- No wiesz ty co. - śmiała się w głos. Podeszli jej rodzice.
- Dzień dobry państwu! Jak minęła podróż? - zapytałam miło.
- Witaj Julie, bardzo dobrze, dziękujemy - odpowiedziała mi mama Rosalie.
- A tu w Teksasie jest tak ładnie - dodał jej tata.
- Zgadzam się z panem. Moja mama jest w środku, zaraz przyjdzie - wskazałam palcem na budynek. I w tym momencie wyszła moja mama, z Lily, uśmiechając się do wszystkich.

*20 minut później*
Staliśmy już przed nowym domem Rosalie, a ona się nim zachwycała. Mi też się podobał. Ustaliłyśmy, że, gdy poogląda dom i się rozpakuje pokaże jej okolice. Czyli miałam ze 20 minut. Wchodząc do domu dostałam smsa:
Od: Austin ;3
"Siemka :* Co u Ciebie? Spotykamy się o 16:00, może być? :)"
Odpisałam:
Do: Austin ;3
"Hej, u mnie ok :) Właśnie przyjechaliśmy z lotniska i zaraz idę Rose oprowadzić po okolicy. Jasne, pasuje nam ;)"
Poszłam na górę i położyłam się na łóżku i włączyłam playlistę. Akurat leciała wolna piosenka. Oczy same zaczęły mi się zamykać...

Usłyszałam dźwięk dzwonka. Poszłam otworzyć. Nacisnęłam klamkę i zamarłam. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Gdy udało mi się otrząsnąć zaczęłam zamykać drzwi. Był silniejszy. Pchnął je z całej siły i wszedł. Upadłam na ziemię i zaczęłam się cofać do tyłu. Byłam już przy schodach. Podniósł mnie do góry i zaczął zrywać ze mnie ubranie. Zaczął mnie dotykać. Próbowałam krzyczeć. Za każde słowo, wydobyte z moich ust bił mnie po twarzy. Płakałam, byłam bezsilna. Poczułam w ustach krew. Zaczęłam tracić przytomność. Ostatnie co zobaczyłam to to, że Austin wbiegł, odciągnął go ode mnie, ale tamten zdążył uciec. Chłopak zadzwonił po karetkę. Straciłam przytomność...

Obudziłam się cała zapłakana i zalana potem. "To był tylko sen, tylko sen". Uspokajałam się. "Austin mnie uratował..." Zatrzęsłam się i wstałam z łóżka. Weszłam do łazienki i przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam masakrycznie. Tusz ze mnie spływał, miałam czerwone oczy. Obmyłam twarz i wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się w to (bez kurtki), ponieważ się ochłodziło. Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Wzięłam Iphone'a. Było już po 15:00. Zobaczyłam 5 nieodebranych połączeń i 3 wiadomości. "Zapomniałam, że miałam wyjść z Rose!"
4 nieodebrane połączenia od niej i 1 od Austina. Wiadomości brzmiały tak:
1. Od: Rose <3
"Hej kochana, idziemy? :*"
2. Od: Rose <3
"Twoja mama mi powiedziała, że usnęłaś już nie chciałam Cię budzić. Kiedy indziej mnie oprowadzisz. Jak wstaniesz zadzwoń do mnie :) Miłych snów x"
3. Od: Austin ;3
"Hej mała ;* Mogą być  gokarty? Caroline się ucieszyła :) Ustal z Rose. Do zobaczenia xx"

Więc zadzwoniłam do Rose.
- No skarbie, myślałam, że już nigdy się nie obudzisz - zaśmiała się.
- Przepraszam, jakoś tak wyszło. Słuchałam jakiejś wolnej muzyki i po prostu zasnęłam - tłumaczyłam się.
- A ty jak zwykle będziesz za wszystko przepraszać - zaśmiała się. - Nic się nie stało.
- Ok, ok - też się zaśmiałam. - Rose, bo jest po 15:00, a o 16:00 z nimi się spotykamy.
- A no tak! Trochę się boję...
- Nie bój się, są świetni.
- Wierzę. A gdzie się spotykamy?
- Na ulicy Travisa ST.
- A co tam jest? - zapytała zdziwiona.
- Gokarty - uśmiechnęłam się do siebie.
- Naprawdę? Nigdy nie jeździłam na nich, nie mogę się doczekać!
- To dobrze. Dobra, kończę już te pogaduszki, bo nie zdążymy się naszykować. Bądź przed domem o 15.40, pa - pożegnałam się
- Do zobaczenia - usłyszałam i się rozłączyłam.
Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Wzięłam jabłko i poszłam do salonu. Siedział tam tata. "Wow, on jest w domu?"
- Hej tato - powiedziałam i ugryzłam kawałek jabłka.
- Cześć Julie. Jak ci się podoba w San Antonio? - zapytał.
- Szału nie ma, dupy nie urywa. - powiedziałam obojętnie. Widząc jego minę zaśmiałam się. - Żartuje oczywiście. - Nie mogłam opanować śmiechu. - Jest tu bardzo fajnie, poznałam dużo miłych ludzi.
- Cieszę się, że już masz tu znajomych. Jutro jest niedziela, więc zaprosiliśmy z twoją mamą znajomych. Przyjdą ze swoją córką. Mam nadzieję, że polubicie się - uśmiechnął się do mnie.
- Też mam taką nadzieję - puściłam mu oczko i poszłam na górę. Dokończyłam jabłko i do torebki spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Założyłam kurtkę i buty i wyszłam z domu. Rosalie już czekała.

********************************************************
Dzisiaj taki trochę krótszy, mam nadzieję, że może być :) Dziękuję za wszystkie komentarze i 1000 wyświetleń! <3